Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CLS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CLS. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Co tu jest koncepcyjne?!

Po lekkiej stagnacji wśród nowości motoryzacyjnych w ostatnich tygodniach, miniony mógł się pochwalić całkiem solidnym wysypem. Największą ciekawość wzbudziło jednak Audi prezentując RS5 TDI Concept, tylko co tu jest koncepcyjne? Nadwozie wygląda zupełnie zwyczajnie. Prototypowy okazał się jedynie... Tego dowiecie się w swoim czasie. Tymczasem zapraszam na resztę nowości.






1. Nissan 2020 Vision Gran Turismo Concept
Fot. Nissan

Gdybyśmy zamiast komórek, składali się wyłącznie z pikseli i żylibyśmy w niedalekiej przyszłości, to najprawdopodobniej tak wyglądałby ówczesny obiekt naszych westchnień, bo to w gruncie rzeczy nic innego, jak porozcinany kataną GT-R. Wygląda naprawdę ostro, jednak dobre wrażenie niszczy tu obwódka loga na grillu, przywodząca na myśl inny model – Kumkwat, czy jak mu tam.

Nie ma najmniejszych szans na to, by tak samo, jak w przypadku Mercedesa, czy Peugeota trafiło do produkcji choćby małoseryjnej. To doskonały powód, by zamiast inwestować w niego miliony dolarów, pójść do sklepu i za niespełna 2 tysiące złotych kupić konsolę PS4 i grę Gran Turismo. Nie ma innego sposobu na sprawdzenie osiągów tego wirtualnego monstrum.

2. Bentley Continental GT3-R
Fot. Bentley

Ta „torówka” zaproszona na drogi publiczne okazuje się najbardziej sensacyjnym Bentleyem od lat. Przynajmniej do momentu zaprezentowania szkaradnego SUV-a. GT3-R zostanie wyprodukowany w ilości zaledwie 300 sztuk. To jednak nie jest nic szczególnego. Bardziej zdumiewająca jest prędkość maksymalna, która jest... Najniższa w ofercie brytyjskiego producenta. Zanim auto trafiło pod strzechy, podniesiono w nim moc (dobrze przeczytaliście, podnieśli) z 528 do 580 KM, zmniejszono masę o 100 kg (co też nie powinno szkodzić osiągom) usuwając tylną kanapę i zastępując felgi i wydech lżejszymi odpowiednikami i skrócono przełożenia biegów, przez co pierwsza setka pada łupem już po 3.8 sekundy. Prędkość maksymalna to „jedynie” 273 km/h.

 3. Mercedes-Benz CLS
Fot. Mercedes-Benz

Mercedes postanowił odświeżyć swoją najbardziej dynamiczną limuzynę w palecie. Zmiany dotyczą przede wszystkim zderzaków, grilla i przednich świateł, które teraz są wykonane w całości w technologii LED. To jednak nie wszystko, bowiem pod maską również wprowadzono pewne ulepszenia, które dotyczą benzynowych wariantów.  Nowością jest tu 3 litrowy motor Twin Turbo o mocy 333 KM. Najmocniejszy – oczywiście AMG – będzie legitymował się silnikiem o pojemności 5,5 litra, który będzie dostępny w dwóch wariantach mocy. Pierwszy będzie miał 557 KM, zaś mocniejszy, oferowany z napędem na cztery koła – 585 KM. Wszystkie jednostki będą łączone z 9 biegowymi skrzyniami automatycznymi.

4. Qoros 9 Sedan Concept
Fot. Qoros

Niby jest to sedan, jednak moim zdaniem zdecydowanie bliżej mu do fastbacka. Wystarczy spojrzeć na linię dachu łagodnie opadającą aż do wysokości krawędzi auta, by potem przerodzić się w klif blachy. To może się podobać pod jednym warunkiem. Koniecznie trzeba popracować nad detalami, bo tylne światła i chromowane dodatki po prostu tutaj nie pasują robiąc z tyłu auta świnię z ogromnym ryjem. Przód prezentuje się zdecydowanie lepiej, choć raczej nie wróżę drogowego auta z tak efektownymi LED-ami. Nawet w 2020 roku.

5. Audi RS5 TDI Concept
Fot. Audi

Wygląda jak najzwyklejsze w świecie RS5, które zdarzy się spotkać na ulicach. Wyrożnia się pasami tu i ówdzie i to by było na tyle. Nic ciekawego, bo pomimo iż sylwetka RS5 wolno się starzeje, to raczej nie ma niczego ciekawego do zaoferowania. Co innego ma być pod maską. Tak, jak spodziewaliście się, Audi cały czas eksperymentuje przy silnikach diesla w autach sportowych, czego efektem jest 3 litrowy motor bi-turbo, który otrzymał dodatkowo elektryczną turbosprężarkę windującą moc do poziomu 385 KM. Robi to nie mniejsze wrażenie, niż czerwone pole obrotomierza zaczynające się dopiero przy 5.5 tysiącach obrotów na minutę. Sprint takiej lokomotywy do 100 km/h trwa równo 4 sekundy, zaś prędkość maksymalna wynosi 280 km/h. Skoro jesteśmy przy dieslu, to zaspokoję ciekawość wszystkich „Mirasów” i zdradzę, że średnie spalanie ma wynosić 5.3 l/100 km.

6. Peugeot 508/508 SW/508 RXH
Fot. Peugeot

To świetny ruch! Peugeot zmienił trochę nijaką facjatę w zadziorny pysk godny lwa. Co tu się zmieniło? Wszystko. Są nowe zderzaki, światła (przednie zaprojektowano wg. nowej stylistyki marki), maska, błotniki, materiały wykończeniowe i konsola środkowa bez miliarda przycisków. Poza tym dojdą dwa silniki. Pierwszy, benzynowy o 1.6 THP o mocy 165 KM, zaś drugi – wysokoprężny – będzie miał 2 litry i 150, bądź 180 KM. Niestety trzeba będzie poczekać na nowe 508, ponieważ do salonów ma trafić dopiero pod koniec tego roku.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Top10 aut Redline okiem Fotografa

Autor: Łukasz Walas

Wybór 10 najlepszych aut wcale nie był taki prosty jakby się mogło wydawać. Przez nasze ręce przewinęła się masa świetnych samochodów, od zwykłych miejskich, po sportowe, a kończąc na limuzynach za prawie milion złotych. Lecz trzeba wzbudzić w sobie trochę motoryzacyjnej krytyki i odrzucić większość wspaniałych aut zostawiając same perełki.


Moje podium jest różnorodne jak kosmos, bo kiedy widzę obok siebie Nissana GT-R, Maserati Quattroporte i BMW Z4 28i to wszystkie problemy przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Według mnie to skrajnie idealne samochody. Zapewne dla wielkich fanów konkurencyjnych koncernów oraz dla wielkich miłośników motoryzacji plotę teraz głupoty, ale skoro to jest moje TOP10, to mogę tu pisać co mi się żywnie podoba.


Fot. Łukasz Walas
Ale zaczynając od początku. Nissan GT‑R. Samochód nr 1. na mojej liście TOP10. Cytując wielkiego pisarza i podróżnika „To istny ocean, osobna planeta, różnorodny przebogaty kosmos. Tylko w wielkim uproszczeniu, dla wygody, mówimy… ‘’ - Nissan GT-R. To nie jest samochód. To jest potwór. Auto, które dwukrotnie szybciej przyspiesza do „setki” niż przeciętne auto wyhamowuje z tej prędkości. 2,7s do 100km/h, 550KM. Chyba więcej danych technicznych przytaczać tutaj nie muszę. Prowadzi się świetnie i jak na tak olbrzymią moc dość przewidywalnie. To jedno z nielicznych samochodów, do których czułem respekt. A mieszkając w Warszawie, jestem przekonany, że w promieniu 400km nie ma mocniejszego potwora na drogach. No chyba, że jakiś turysta przyjedzie akurat na wycieczkę do stolicy swoim Bugatti Veyronem.

Więcej o Nissanie GT-R przeczytacie Tutaj.

Fot. Łukasz Walas
Nr 2. na mojej liście to Maserati Quattroporte GTS. Włoska orkiestra w składzie ośmiu cylindrów umieszczonych w dwóch rzędach. Po prostu klasyczne V8, lecz przy 530KM i 4,7s do „setki” oraz masie 1900kg to po prostu coś, czego nie da się opisać. Magia. We wnętrzu dominuje prostota, elegancja lecz bez jakiegoś przepychu, chociaż nasz testowany model kosztował nieco ponad 800tys. zł. Pasażerowie na tylnej kanapie spokojnie mogą objechać całą Europę z wyciągniętymi nogami i nie poczują nawet zmęczenia. Jednak największą frajdę z tej podróży będzie miał ich kierowca. Niesamowicie się prowadzi tego ciężkiego potwora. Każde muśnięcie pedału gazu to przepiękny bulgot silnika oraz wgniatanie w bardzo wygodne skórzane fotele.


Fot. Marcin Koński
3. miejsce i brąz zdobywa BMW Z4 28i. Jak na moje fotograficzne oko jest to jeden z lepiej wyglądających roadsterów dostępnych na motoryzacyjnym rynku. Podobno ten samochód został zaprojektowany przez kobietę, za co należą jej się wielkie brawa. Prywatnie nie jestem zwolennikiem kabrioletów, są to dla mnie auta niepraktyczne, lecz jeśli radość z jazdy przewyższa poziom mojej krytyki, to śmiało mógłbym zaoferować miejsce w moim garażu dla Z4.  Podobnie miało to miejsce w przypadku Nissana GT-R, ale wracając do naszej niemieckiej gwiazdy. Fenomenem jest dla mnie silnik, bo to tylko czterorzędowa jednostka o pojemności 1997cm3 i mocy… 245KM. I tutaj zaczyna się robić ciekawie. Nasz roadster przyspiesza do „setki” w 5,5s a dźwięk spod maski, która zajmuje 1/3 długości samochodu jest dość przyjemny dla ucha jak na pospolite R4. Jeśli wyłączymy radio to usłyszymy bardzo miłe buczenie z wydechu, które jeszcze przyjemniej dochodzi do ucha przy opuszczonym dachu. Dobrze wykonane wnętrze, wygodne siedzenia, świetny układ kierowniczy oraz tryb sportowy który naprawdę wzbudza uśmiech na twarzy nie tylko miłośnika motoryzacji. W skrócie Z4 gwarantuje „radość z jazdy”. Bez dwóch zdań.

Pełny test tego modelu przeczytacie Tutaj.

Fot. Łukasz Walas
Najgorsze miejsce dla mistrzów przypadło Chevroletowi Camaro. Tuż za podium, bez medalu, ale myślę że tej bestii nie robi to wielkiej różnicy. Każdy człowiek na ulicy widząc Mustanga czy Camaro odwraca lekko głowę nasłuchując pięknych dźwięków i kształtów. Te auta dla przeciętnego Kowalskiego wyglądają tak samo, lecz specjaliści twierdzą że Camaro to pożeracze Mustangów. Wracając do naszego Chevroleta nie można zapomnieć o 6162cm3 oraz silniku V8 dającym moc 405KM. Robi wrażenie. Auto jest ciężkie, długie, szerokie. Niestety wnętrze trochę rozczarowuje. Kierownica ta sama co w Oplu Astrze czy Chevrolecie Malibu, dużo plastików. Nie jest dobrze. Ale myślę, że takiemu klasykowi jak Camaro można to wybaczyć. Ja też tak uczyniłem i dlatego znalazło się to autko w pierwszej „dziesiątce”.

Przemyślenia naczelnego przeczytacie pod tym adresem.

Fot. Łukasz Walas
Kolejne 5. miejsce to Nissan 370Z Nismo. Na pierwszy rzut oka to auto kojarzy mi się z popularną grą Need for Speed. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że będę miał przyjemności przejechania się tym cudem. Auto dość brutalne, zrywne, szarpie, rzuca, czuć pazura. A właśnie o to w tym wszystkich chodzi. Pięknie mrucząca V-szóstka i 344 KM zaspokoją każdego miłośnika motoryzacji.

Więcej o Nissanie 370Z Nismo tutaj.

Fot. Łukasz Walas
Miejsce szóste przypadło marce Subaru, a dokładnie modelowi BRZ. Może nie jest to auto, które zostawi wszystkich rywali w tyle ruszając spod świateł, ale na pewno właściciel tego małego gokarta będzie miał dużo frajdy z jazdy. O wiele więcej niż rywale, którzy może mają katalogowo lepsze przyspieszenie i więcej kucyków mechanicznych. Samochód prowadzi się  bardzo przyjemnie, a manetki do zmiany biegów aż się proszą o klikanie i ciągłą zmianę przełożeń. Każde kolejne rondo na drodze będzie kusiło do zamerdania ogonkiem. Nasz gokart nie robi tego niespodziewanie i  nie robi tego aby przestraszyć kierowcę. BRZ zamiata kuperkiem wyłącznie dla sprawienia przyjemności kierowcy Subaryny.


Fot. Łukasz Walas
Mistyczna siódemka przypadła BMW 528ix. Kiedy w mroźny i wietrzny wieczór wsiadłem do tego auto poczułem się jak w niebie. Wszystko było tam gdzie trzeba. Wszystko mi pasowało, wszystko było pod ręką. Jeszcze przed chwilą miałem ochotę kopnąć i rozwalić stojącego niedaleko bałwana ze śniegu a kilka chwil później zamieniłem się w oazę spokoju. Nie umiem wypunktować, co było w tym aucie dobrego, co złego, jakieś wady i zalety dla mnie tutaj nie istniały. Po prostu auto sprawiało mi przyjemność z jazdy, a chyba to jest najważniejsze. Przy spokojnej jeździe ten prawie 1800kg kolos prawie w ogóle nie zużywa paliwa, a kiedy wciśniemy dynamicznie pedał gazu budzi się smok, który ładnie brzmi. I naprawdę potrafi wgnieść w fotel, bo pierwszą „setkę” osiąga w 6,5s.

Więcej o BMW 528ix znajdziecie pod tym adresem.

Fot. Łukasz Walas
Miejsce ósme, to Mercedes-Benz CLS350 CDI 4MATIC Shooting Brake. To chyba jedyne kombi, za którym odwracam głowę, kiedy mija mnie gdzieś na drodze. Piękne kształty, niska pozycja kierowcy, długa i smukła sylwetka i wcale nie czuć, że ta limuzyna (bo na pewno nie jest zwykłym kombi) waży prawie 1900kg. Prowadzi się  bardzo dobrze, ma świetny układ kierowniczy i przy mocniejszym „depnięciu” w pedał gazu zaczyna mruczeć V6. Auto aż kusi do dynamicznej jazdy. A potrafi być bardzo dynamiczne. Oczywiście nie zabrakło na samym środku deski rozdzielczej klasycznego zegarka, który dodaję elegancji w tym i tak pięknym wnętrzu.

Pełny test CLS-a Shooting Brake.

Fot. Łukasz Walas
Przedostatnie miejsce na mojej liście przypadło modelowi Abarth 500.  Mały miejski gokart do zabawy. Sprawia dużą frajdę kierowcy. Służy zarówno do przetransportowania się jednej osoby z punktu A do B wraz z trzema siatkami zakupów, ale też do śmigania bokiem, do tańczenia na lodzie… dużo by wymieniać. Mały diabełek, szczególnie w kolorze czerwonym. Autko do pierwszej „setki” rozpędza się w niecałe 8 sekund. Jest bardzo leciutki, dlatego często będziemy musieli uważać na to czy jeszcze jedziemy trzymając się jezdni czy już lecimy tańcząc piruety na drogach. No i nie można zapomnieć o pięknym włoskim wnętrzu. Każdy element wygląda po prostu dobrze, wszystko ma logiczny sens. Czyste piękno jak na włoskich stylistów przypadło.

Przemyślenia naczelnego o najmniejszym Abarthcie znajdziecie tutaj.

Fot. Łukasz Walas
Pierwszą dziesiątkę zamyka Opel ADAM 1,4 SLAM. Auto podobnie jak BMW 528ix po prostu cieszy od samego wejścia do kabiny. A włączając troszkę głośniej jedną ze stacji radiowych, która oferuję muzykę Chilli czujemy się jak w raju. Nie sądziłem, że jakikolwiek Opel może mnie tak pozytywne zaskoczyć. Ciekawy kokpit, piękne wykończenie każdego elementu, aż drapię się po głowie i zastanawiam czy to naprawdę Opel? Powiecie, że do szczęścia zabrakło gwiazdki na niebie? I tu Was mile zaskoczę, ponieważ cały sufit jest wypełniony gwiazdami. Nie wiem jaka to dokładnie konstelacja, bo nigdy nie byłem dobry z astronomii, ale widok jest naprawdę niesamowity. Silnikowo nie jest źle, zrywny, dynamiczny, ale chyba nie o moc tutaj chodzi. 11,5s do 100km/h wystarczy, aby ten samochód cieszył każdego użytkownika. Cała gama pakietów stylizacyjnych tego auta, sprawi że będziecie mieć jedyne w swoim rodzaju autko i nie spotkacie drugiego takiego na mieście. Skoro ADAM jest taki dobry, to ja czekam na Ewę.

Pełny test Opla ADAM-a znajduje się tutaj.

Korzystając z tego, że mogę naskrobać tu jeszcze parę słów i wierzę, że Naczelny Koński mi tego nie wytnie życzę wszystkim czytelnikom Redline MotoBlog samych wspaniałych aut na nadchodzący 2014 rok!

niedziela, 29 grudnia 2013

Top10 aut Redline okiem Maćka

Autor: Maciej Olszowiec

Jako, że nadszedł czas podsumowań obecnego roku, przedstawię wam moje TOP10 samochodów jakimi jeździłem w 2013 r. Spośród wszystkich aut wybrałem 10 które wywarły na mnie największe wrażenie, zaskoczenie, podekscytowanie, czy też przyprawily o dreszcze na plecach. Zapraszam do lektury i zapoznania sie z moją listą TOP10.

Fot. Mercedes-Benz
1. Mercedes-Benz CLS350 4MATIC (2012)
O Boziu... Do tej pory nie ochłonąłem po jeździe CLS'em, a trochę czasu już minęło. Gdybym miał teraz kupować samochód tych gabarytów, byłby to właśnie ten model Mercedesa. Początkowo myślałem, że jest to tylko ładny "Merol", który nie przyniesie żadnych emocji i przyjemności z jazdy, jak jego większy brat ML350.... Dziadkowoz, który przewozi nas tylko z punktu A do B nie wywołując żadnych pozytywnych emocji. Tak jednak nie było. Niesamowite przyspieszenie zawdzięcza 306 konnenmu silnikowi z napędzanym na 4 koła. Istny majstersztyk w każdym calu. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie precyzyjny układ kierowniczy, na który zawsze narzekałem w Mercedesach (moje spaczenie przez jazdę na codzień BMW), zawieszenie i niewiarygodnie wygodne fotele z bardzo dobrym trzymaniem w zakrętach sprawilo, iż mógłbym zamieszkać w tym aucie... Zdecydowanie idealny samochód, który pogodzi chęć posiadania ładnego coupe, eleganckiego  samochodu  oraz auta sportowego. Jeżeli miałbym powiesić plakat z samochodem nad swoim łóżkiem, byłby to ogromny plakat z Mercedesem CLS350 4MATIC w benzynie.

Fot. Porsche
2. Porsche Cayman (2008)
Miejsce drugie należy do samochodu ze Stuttgart'u. Caymanem miałem okazję pojeździć pare dni w związku z tym, iż mój kolega wyjechał za granice i zostawił go pod moją opieka. W dniu premiery Caymana byłem zdecydowanie zdegustowany faktem, iż powstała mała popierdułka na wzór 911, lecz z czasem dostrzegłem niesamowity potencjał w tym samochodzie. Małe, fajne, tylny napęd - idealne sportowe auto! Moje pierwsze zetknięcie na żywo z tym samochodem zaczęło sie, kiedy zostawiłem owego kolegę na lotnisku i miałem wrócić do domu. Dźwięk odpalanego silnika Porsche zawsze przyprawiał mnie o ciarki na plecach (po dźwięku masrerati quattroporte, wydźwięk Porsche jest moja ulubiona melodia).

Po pierwszych kilometrach na autostradzie zakochalem sie w tym samochodzie, manualna skrzynia biegów w połączeniu z 245 konnym silnikiem dała niesamowita frajdę w wymijaniu samochodów na autostradzie. Niestety sielanka skończyła się, kiedy wjechałem do miasta... Wszechobecny nierówny paryski bruk z każdym metrem łamał mój kręgosłup. Po spędzeniu 2 godzin w korku i dojechawszy do domu, doszedłem do wniosku, że mieszkając w Paryżu taki samochód jest kompletnie bezsesnowny (chyba, że lubicie nastawiać, albo uszkadzać sobie kręgosłup w drodze do pracy, czy domu). Od zjechania z obwodnicy ani razu nie wrzuciłem 3 biegu, przez co możliwości auta nie były kompletnie wykorzystane. A moje lewe kolano odpadło od wciskania sprzęgła.

Fot. BMW
3. BMW 428i xDrive (2013)
Moim zdaniem jeden z ładniejszych BMW, jakie kiedykolwiek powstało! Piękna agresywna linia, zachowane proporcje samochodu coupe, plus nawiązanie stylistyczne do poprzednich modeli z jedna para drzwi. Jak dla mnie to obecnie najciekawsza oferta proponowana przez owa markę. "Czwórka", jaką jeździłem w Polsce była wyposażona dodatkowo w  automatyczna  sportową skrzynię. Istna poezja! Jeżdżąc nią po S8 miałem wrażenie, że ma podobne osiągni co 335i E92. I miałem racje, bo okazało sie, że seria 4 do setki rozpędza sie w 5.9 s, a 335i w 0.2 sekundy szybciej. Umówmy się, że to żadna różnica. Jedyne, co w tym samochodzie kompletnie mnie odrzuca, to dźwięk suszarki gdzieś tam z tylu. Niestety 2 litrowy silnik nigdy nie będzie przyjemny dla ucha i uważam, że  powinno się zabroniać  montować 2 litrowe silniki do coupe (nie wspominając już o dieslach).

Fot. Bentley
4. Bentley Continental GT (2006)
Samochód niedorzeczny! Niedorzecznie drogi, niedorzecznie wielki, niedorzecznie szybki i niedorzecznie ociężały. Nierozumiem istnienia tego auta... Cieżko mi go nazwać sportowym coupe, ponieważ moim zdaniem jest to kamienica na kołach, samochód sportowy o masie prawie trzech ton? Naturalne środowisko tego auta jest w Saint-Tropez, kiedy musimy przetransportować sie z portu, gdzie stacjonuje nasz jacht do klubu oddalonego o 4 kilometry. Jadąc tym samochodem byłem zdecydowanie przerażony. Ledwie mieściłem sie w wąskich uliczkach, a ruszając ze świateł nie czułem zupełnie nic, ponieważ poderwanie kamienicy trochę trwa, aż nagle lądowałem na tylnym podszybiu kiedy 4 napędzane koła przez silnik W12 przypomniały sobie, że wprawiają w ruch samochód, a nie budynek. Pomimo tych wad, które wymieniłem, samochód jest niepowtarzalny. Opatula nas najwyższej jakości luksusem, a pozycja za kierownicą może być porównywana do masażu robionego przez Scarlett Johansson.

Fot. Mercedes-Benz
5. Mercedes-Benz SL500 (2013)
Totalna bestia! 435 koni mechanicznych, metalowy składany dach, napęd na tylna oś! Oszałamiający, brutalny dźwięk V8, TAK TAK TAK! To jest właśnie to, co naprawdę lubimy. W żadnym samochodzie (poza CLS'em) nie czułem sie tak dobrze. Kiedy rozsiadlem sie w fotelu, nacisnalem przycisk "start" i wrzuciłem D na joy'u od razu odniosłem wrażenie, ze stanowie jedność z samochodem. Niesamowite uczucie! Samochód słucha sie w 100% i reaguje na wszystkie moje ruchy. Uczucie, ze wiem jak sie samochód zaraz zachowa urzekło mnie tak bardzo, ze przez cała przejażdżkę nie odezwalem sie słowem, pomimo, że miałem otwarte usta z zachwytu. Gdybym miał ponad pół miliona złotych na kupno cabrio, SL byłby moim kandydatem numer jeden.

Fot. BMW
6. BMW 535i xDrive (2012)
I tutaj zaczyna sie ciekawy wątek i moje perypetie związane z F10, ale o tym pózniej. Moja ulubione BMW to seria 5. Rasowy dźwięk 3 litrowej, rządowej szóstki zawsze przyprawia mnie o uśmiech na twarzy. Nie jest to doprawdy tak charakterystyczny dźwięk jak miały to modele z lat 90 ale i tak jest cudowny. Dwie rury wydechowe jedna po każdej stronie wyglądają obłędnie. 306 koni mechanicznych pod maską, system xDrive,  automatyczna  sportowa skrzynia... Ahhhh. Mógłbym nie wychodzić z tego samochodu! Idealny zarówno do miasta, jak i w długie trasy. Jeździłem już chyba wszystkimi wersjami silnikowymi F10 i mogę śmiało powiedzieć, ze ten urzekł mnie najbardziej. Na tym etapie sie zatrzymam z 535i, ponieważ zaraz wrócimy do serii F10, kiedy dotrzemy do miejsca 10.

Fot. BMW
7. BMW 730d (2012)
Pierwszy samochód BMW który zakończył erę modeli oznaczanych literką "E". Zamiast niej pojawiła sie litera "F". Model F01 moim zdaniem jest wytworem bardzo poprawnym po kontrowersyjnej poprzedniczce E65/E66. Pomimo tego, iż zarzucano "siódemce" praktycznie taki sam wygląd wnętrza jak np w serii 5 spokojnie odczuwamy różnice zasiadając w fotelu flagowej limuzyny BMW. Obszerne gabaryty, wysokiej jakości materiały, oraz spasowanie elementów wnętrza robi wrażenie. BMW 730d w wersji Long jest w rodzinie od stycznia 2012 i jak narazie zawiodło nas tylko jeden raz (błąd serwisu). "Siódemką" jeździ sie naprawdę bardzo komfortowo, lecz kiedy chcemy żwawiej poruszać sie tym samochodem rownież nie ma powodów do narzekań. Muszę to przyznać pomimo niechęci do diesel'i. O ile w mieście nie mam żadnego powodu do psioczenia na 730d, tak w trasie samochód jest lekko mówiąc rozczarowujący. Odradzam wersje przedłużaną osobom, które często jeżdżą w długie trasy. Powyżej 150 km/h tył samochodu zaczyna "myszkować" tak, jakby był połączony z przodem za pomocą przegubu z Ikarusa. BMW kompletnie traci przyczepność i trzeba powalczyć z kierownica, by tył nie wyprzedził nam przodu auta. Widocznie cała konstrukcja samochodu była robiona pod krótką wersję.

Fot. Hyundai
8. Hyundai i40 Wagon (2013)
Samochód, który jest dla mnie niesamowitą ciekawostką! Zawsze podsmiewalem sie z samochodów koreańskich i nie uważałem, iż są w stanie zaproponować nam cos ciekawego. Uważałem, że te auta były są ciekawe jak odchody psów pozostawione na chodniku. Aż do momentu, gdy zobaczyłem na ulicy model i40 w wersji kombi. Design nowego Hyundaia jest nieziemski! Samochód jest zrobiony z niesamowitym smakiem i wyważeniem. Jakość materiałów we wnętrzu jest na tyle zaskakująco dobra, ze po chwili zacząłem rozumieć dlaczego moi znajomi z nowego BMW X3 przesiedli sie w i40. Wyposażenie oferowane przez Hyundaia jest naprawdę imponujące. Co prawda są tylko 3 opcje wyposażenia i można wybrać jedynie kolor nadwozia. Dopiero w najwyższej opcji Premium możemy wybrać kolor skórzanej tapicerki. Hyundai zaoferował mi i40 w nadwozia kombi na okres 6 miesięcy. Muszę przyznać, że przyjemność z jazdy była na równi z niemieckimi konkurentami. Manualna skrzynia biegów jest bardzo precyzyjna, przełożenia są idealnie ułożone. Hyundai chapeau bas!

Fot. Mercedes-Benz
9. Mercedes-Benz C250 CGI (2011)
Przyjemny sedan z idealnym silnikiem oraz rewelacyjna 7 stopniowa automatyczna skrzynia biegów. Przez długi okres był to moj ulubiony samochód do poruszania sie na co dzień. Gabarytowo idealny do miasta, bardzo przyjemna pozycja za kierownicą, jedna z lepszych skrzyń automatycznych, która naprawdę rewelacyjnie spisywała sie w paryskich korkach. Układ kierowniczy w tym samochodzie był dosyć toporny, cieżko mi było go wyrzuc. Zawieszenie w połączeniu z 18 calowymi felgami było poprawne, w miarę dobrze tłumilo nierówności przy tak wielkich felgach. W C klasie bardzo podobała mi sie możliwość przyłączenia skrzyni z trybu C-comfort na S-sport. W ustawieniu sportowym w samochód wstępował istny diabeł! 214 koni mechanicznych dosłownie zrywały asfalt spod świateł, a podczas wyprzedzania nigdy mocy tego stada nie brakowało. Bardzo fajny samochód! Gorąco polecam, lecz tylko w tym silniku. Model C180 CGI nie jedzie i pali więcej od C250.

Fot. BMW
10. BMW 520d (2012)
I dotarliśmy do ostatniej pozycji, w której pewnie sie rozpisze aż za bardzo. Jest to lista TOP10, lecz u mnie będzie to TOP9 oraz pozycja 10 czyli "Fail życia". BMW 520d (F10) - sedan z automatyczna skrzynia biegów. Samochód zakupiłem w maju 2012 roku i sprzedałem go w lutym 2013 roku z przebiegiem niespełna 3 tysięcy kilometrów. Auto więcej czasu spędziło w serwisie, niż na drogach. A oto lista rzeczy, przez które BMW wizytowało w serwisie:

- Reflektory zachodzące rosą, przez co ksenon ulegał przepaleniu
- 2 razy była wymieniana kolumna kierownicza w ramach akcji gwarancyjnej (dotyczyło to rownież modeli x3,x5,x6 oraz 7)
- Problem z elektroniką. Podczas przymrozków samochód nie uruchamiał się.
- Największy problem tego samochodu - SKRZYNIA BIEGÓW. 3 razy został wgrany nowy soft do przekładni. Niestety bezskutecznie. Koniec końców skrzynię trzeba było wymienić, lecz już na własny koszt. Sprawa trafiła do sądu, gdyż auto było na gwarancji, jednak jak można było się tego spodziewać przegrałem batalię z prawnikami bawarskiego producenta. BMW uznało, że nie jest to na tyle uciążliwa usterka, by wymieniać przekładnię na nową i pokryć koszty w ramach gwarancji.

Po przegraniu sprawy samochód natychmiast sprzedałem. Niestety koszmar z tym modelem sie nie skończył, ponieważ pomimo tego, iż pozbyłem sie swojej prywatnej "piątki", tak nowa flota służbowych samochodów, gdzie pracuje, została zaopatrzona w 520d... Mamy 4 sztuki w sedanie z automatyczną skrzynią biegów, jeden egzemplarz z "manualem" w sedanie, oraz wersję kombi z "automatem". 2 litrowy silnik diesela o mocy 184KM jest jedną z najwiekszych zbrodni motoryzacyjnych! Ten silnik w "piątce" nie jedzie. Samochód jest za ciężki na tak mały motor, który nie chce współpracować ze skrzynią biegów. Wieczne szarpanie miedzy 1 a 2 biegiem doprowadza mnie do szału. Nawet usterkowość tego silnika jest fenomenalna. Chciałbym również zaznaczyć, iż owa jednostka nie jest produkcji BMW a spółki PSA, co za czym idzie, pod maską mamy Peugeota w bardzo drogim opakowaniu. Dlatego jeśli zamierzacie kupić "ef dziesiątkę" kupcie 535i xDrive.