Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 428i. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 428i. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 grudnia 2013

Top10 aut Redline okiem naczelnika

Jeden z dziesięciu

Może się wydawać, że jak wybierze się 10 najlepszych aut, jakimi jeździło się przez cały rok, to wskazanie tego „naj” będzie dziecinnie proste. Wcale nie. Oto 10 samochodów, które chwyciły mnie nie tylko za serce.


To był całkiem intensywny rok – tylko dla Redline Motoblog przetestowałem ponad 50 godnych mojej uwagi samochodów, jakie możecie znaleźć na rynku. Przepuszczenie przez sito ich wszystkich i wybranie 10 najlepszych nie było łatwym zadaniem, bo każde z tych aut miało w sobie coś, za co można byłoby je polubić i prawie każde miało też coś, dzięki czemu bezlitośnie je zrównałem z ziemią. Już na wstępie mówię, że nie sugerowałem się tylko tym ile koni skrywa maska i w jakim czasie te konie są w stanie rozpędzić ową maskę do 100 km/h, ale co tu będę się dalej rozwodzić. Zaczynamy odliczanie!

10. BMW Z4 28i

Fot. Marcin Koński
Pod maską niby tylko 2 litrowy silnik, jednak w wykonaniu Bawarczyków taki litraż spokojnie wystarcza do uzyskania 245 KM, a to dobry powód, by móc chełpić się zainstalowanym ogranicznikiem prędkości broniącym przed przekroczeniem 250 km/h (przynajmniej oficjalnie, bo wg. pomiarów GPS-owych auta z Monachium rozpędzają się do 10 km/h dalej). Do tego dodajmy fantastyczne zawieszeni i nieziemsko czuły układ kierowniczy. Wierzcie mi, że tym samochodem nie będziecie zbyt długo cruisingować po modnych bulwarach, bo szybko najdzie Was ochota na odwiedzenie najbardziej krętych dróg w okolicy.

Artykuł o BMW Z4 przeczytacie tutaj.

9. BMW 428i xDrive

Fot. Marcin Koński
Już „zwykła” seria 3 z 2 litrową „turbobenzyną” okazuje się najlepszą propozycją na średniej wielkości auto premium na rynku. „Czwórka” oferuje to, co sedan zapewniając jeszcze większe wrażenia za kierownicą za sprawą soczyście rasowego wydechu. I choć nie jest tak szybka w sprincie, co Z4, to jednak jeśli miałbym wybierać między dwoma autami, wsiadłbym do 428i. Tylko proszę nie z czerwoną skórą i drewnianym wykończeniem!

Wrażenia z jazdy serią 4 znajdziecie tutaj.

8. Nissan GT-R

Fot. Łukasz Walas
550 koni mechanicznych wyciśniętych za pomocą dwóch turbosprężarek z silnika o pojemności 3,8 litra. Z prostej kalkulacji wynika, że każdy litr pojemności skokowej dostarcza 145 rączych koni mechanicznych zdolnych do pognania tego coupe do 100 km/h w 2,7 sekundy. Samochód jest jak startujący myśliwiec – po starcie z gazem w podłodze zupełnie nie wiesz, co się dzieje wokół, póki nie przekroczysz na prędkościomierzu wartości „160”. Chwilę później na liczniku widnieje już druga „setka”, a Ty masz wrażenie, że auto ani na chwilę nie straciło tempa. Łapanie zakrętów tym autem jest czystą przyjemnością, gdyż GT-R zdaje się czytać w myślach kierowcy. Dlaczego więc tak daleka lokata wyczynowego Nissana? Za brak duszy. R35 nie zrobi absolutnie niczego nieprzewidywalnego. Zaskoczy tylko ten jeden jedyny raz podczas pierwszej przejażdżki.

Więcej o Nissanie GT-R przeczytacie pod tym adresem.

7. Nissan 370Z Nismo

Fot. Łukasz Walas
Ma ponad 200 koni mniej, niż GT-R, ale jest o jakieś 200 koni bardziej szalone od niego. Nissan 370Z po kuracji wzmacniającej od legendarnego Nismo. Poza zmienionym wyglądem auto otrzymało nieznaczny zastrzyk mocy i zmodyfikowane zawieszenie, które robi chyba największe wrażenie. Dublowanie ograniczeń prędkości w zakrętach dla tego auta jest tak zwyczajną czynnością, jak oddychanie. Przyciśnij mocniej pedał gazu i baw się na całego na granicy przyczepności – wtedy Nismo dopiero zaczyna budzić się do życia. Na prostej można za to delektować się charakterystycznym dźwiękiem widlastej „szóstki”. Szczerze dziwię się, że auto nie ma wystawionych żółtych papierów.

Artykuł o Nissanie Nismo przeczytacie tutaj.

6. Ford Fiesta ST

Fot. Łukasz Walas
Jeśli bardzo interesuje Was moja opinia na temat najlepszego miejskiego hot hatcha dostępnego na rynku (przetestowałem chyba wszystkie tegoroczne nowości), to z czystym sumieniem mogę ogłosić werdykt, iż tym „naj” jest Fiesta ST. Mały, wściekło-czerwony jegomość śpiewa głębokim basem, świetnie się prowadzi i pomimo, że jest słabszy od konkurentów, wcale nie dostaje zadyszki w wyścigu z nimi. Co więcej, jeśli ciężko byłoby mu dogonić konkurentów na prostej, to przewaga rywali topnieje w zakrętach z szybkością lodów wstawionych do mikrofali. A teraz najlepsze – W przeciwieństwie do Peugeota 208 GTi i Renault Clio R.S., Fiesta nie zrobi drenażu Waszego konta bankowego, a to powinien być już bardzo istotny argument.

Więcej o najlepszym miejskim hot hatchu tego roku przeczytacie pod tym adresem.

5. Toyota GT-86

Fot. Łukasz Walas
Prawda, nie jest najładniejszy. Nie jest nawet ładny, ale to jedyne tylnonapędowe kompaktowe coupe na rynku. Tak, dobrze słyszeliście „tylnonapędowe”, co więcej niewielka Toyota w pełni wykorzystuje przywilej napędzania tylnej osi do bezczelnego zarzucania kuperkiem na lewo i prawo. Nie trzeba też specjalnie wysilać się z prowokowaniem, bo tylna oś jest chętna do zabawy przy każdej prędkości. Pewnie zastanawiacie się teraz co jest powodem takiego entuzjazmu GT-86. Otóż przyczyny są cztery i są oponami z Toyoty Prius. Ponadto pod maską znajduje się wolnossący bokser o pojemności 2 litrów, mocy 200 koni i kręcący się do 7,5 tysiąca obrotów na minutę. Taki zestaw zupełnie wystarczy do fantastycznej zabawy.

Wrażenia z jazdy Toyotą GT-86 (i bliźniaczym Subaru BRZ) przeczytacie tutaj.

4. Subaru BRZ

Fot. Łukasz Walas
Dlaczego drugi z bliźniaków jest lepszy? Bo ma skrzynię automatyczną, która subiektywnie wyostrza reakcję na gaz. Ponadto gang boksera jest jakby donośniejszy i ostrzejszy, jak przystało na Subaru. Poza tym auto jeszcze chętniej miota tyłkiem na lewo i prawo, co wywołuje jeszcze szerszy uśmiech na twarzy. To zdecydowanie jedna z najfajniejszych zabawek, jaką miałem przyjemność prowadzić i jeśli mógłbym powtórzyć scenariusz, bez wahania dosiadłbym właśnie BRZ-ta z autometem. No i coupe Subaru ma większe szanse, na tytuł klasyka, bo nigdy wcześniej nie było takiego samochodu spod znaku plejad.

Więcej o Subaru BRZ (i przy okazji o GT-86) znajdziecie pod tym adresem.



Pora na najlepszą trójkę, w której przynajmniej jedna pozycja będzie dla Was nie małym zaskoczeniem.




3. Mercedes-Benz A45 AMG

Fot. Marcin Koński
Wydaje się, że recepta na takie auto jest bardzo prosta – weź najmniejszy samochód z gamy i wsadź absurdalnie mocny silnik. Nic bardziej mylnego, choć jakby się zastanowić, to trochę jest w tym prawdy. Tak, czy owak pod maską mieszka 2 litrowy silnik z doładowaniem, którego moc wynosi 360 KM. Za przenoszenie mocy na asfalt odpowiada dwusprzęgłowa skrzynia biegów o 7 przełożeniach i kieruje ten tabun na przednią oś. No, chyba, że ta para kół nie daje rady, wtedy z pomocą przychodzi dołączany napęd na tylne koła wyrzucający małego Mercedesa na drugą stronę 100 km/h w 4,6 sekundy. Prędkość maksymalna to tradycyjne już 250 km/h, jednak za drobną opłatą będzie można przesunąć „kaganiec” trochę dalej. Najlepsza jest jednak salwa armatnia z wydechu, która strzela przy każdej zmianie biegu. Coś fantastycznego.

Artykuł o A45 AMG przeczytacie tutaj.

2. Mazda MX-5

Fot. Marcin Koński
Mały japoński roadster z klasycznym napędem (silnik z przodu, napęd na tył) i jednostką, którego moc można określić, jako „nieprzyzwoicie małą”. Jakim cudem aż tak daleko zabrnął MX-5? Tym modelem Mazda pokazuje, że radość z jazdy nie musi być uzależniona od mocy, jaką mamy do dyspozycji pod prawą stopą. Siedzenie kilka centymetrów powyżej poziomu asfaltu, zaraz przed tylnymi kołami, w dodatku bez dachu nad głową jest niezwykłym przeżyciem, a nie zapominajcie, że pomimo niezbyt mocnego silnika, MX-5 całkiem szybko potrafi pokonywać zakręty. I to się nazywa radość z jazdy, którą chcę czerpać całymi garściami. Kocham to auto.

Więcej o Maździe MX-5 przeczytacie tutaj.

1. Maserati Quattroporte GTS
Fot. Łukasz Walas
21 czerwca 2013. To z całą pewnością mój najpiękniejszy dzień, jaki mogę zaliczyć do tych „motoryzacyjnych”. Właśnie wtedy przyszło mi spotkać się oko w oko z jednym z najszlachetniejszych samochodów na świecie. Maserati Quattroporte i to w nie byle jaki, tylko topowy GTS, z fantastycznym silnikiem V8 o mocy 530 KM, który gra jeszcze lepiej. Tego trzeba posłuchać w pełnej gamie, aż po ostatnie nuty znajdujące się w rejonie 7 tysięcy obrotów na minutę, bo dźwięk jest niezapomniany. Z resztą wrażenie robi też komfort i nieodparta chęć do rozwijania coraz to większych prędkości, a nie trzeba mocno wciskać pedału gazu, by zrozumieć jak ochoczo rozpędza się samochód ważący 1900 kg. Z resztą 4,7 sekundy do 100 km/h i prędkość maksymalna na poziomie 307 km/h robią swoje.


O najlepszym samochodzie 2013 roku przeczytacie tutaj.

niedziela, 29 grudnia 2013

Top10 aut Redline okiem Maćka

Autor: Maciej Olszowiec

Jako, że nadszedł czas podsumowań obecnego roku, przedstawię wam moje TOP10 samochodów jakimi jeździłem w 2013 r. Spośród wszystkich aut wybrałem 10 które wywarły na mnie największe wrażenie, zaskoczenie, podekscytowanie, czy też przyprawily o dreszcze na plecach. Zapraszam do lektury i zapoznania sie z moją listą TOP10.

Fot. Mercedes-Benz
1. Mercedes-Benz CLS350 4MATIC (2012)
O Boziu... Do tej pory nie ochłonąłem po jeździe CLS'em, a trochę czasu już minęło. Gdybym miał teraz kupować samochód tych gabarytów, byłby to właśnie ten model Mercedesa. Początkowo myślałem, że jest to tylko ładny "Merol", który nie przyniesie żadnych emocji i przyjemności z jazdy, jak jego większy brat ML350.... Dziadkowoz, który przewozi nas tylko z punktu A do B nie wywołując żadnych pozytywnych emocji. Tak jednak nie było. Niesamowite przyspieszenie zawdzięcza 306 konnenmu silnikowi z napędzanym na 4 koła. Istny majstersztyk w każdym calu. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie precyzyjny układ kierowniczy, na który zawsze narzekałem w Mercedesach (moje spaczenie przez jazdę na codzień BMW), zawieszenie i niewiarygodnie wygodne fotele z bardzo dobrym trzymaniem w zakrętach sprawilo, iż mógłbym zamieszkać w tym aucie... Zdecydowanie idealny samochód, który pogodzi chęć posiadania ładnego coupe, eleganckiego  samochodu  oraz auta sportowego. Jeżeli miałbym powiesić plakat z samochodem nad swoim łóżkiem, byłby to ogromny plakat z Mercedesem CLS350 4MATIC w benzynie.

Fot. Porsche
2. Porsche Cayman (2008)
Miejsce drugie należy do samochodu ze Stuttgart'u. Caymanem miałem okazję pojeździć pare dni w związku z tym, iż mój kolega wyjechał za granice i zostawił go pod moją opieka. W dniu premiery Caymana byłem zdecydowanie zdegustowany faktem, iż powstała mała popierdułka na wzór 911, lecz z czasem dostrzegłem niesamowity potencjał w tym samochodzie. Małe, fajne, tylny napęd - idealne sportowe auto! Moje pierwsze zetknięcie na żywo z tym samochodem zaczęło sie, kiedy zostawiłem owego kolegę na lotnisku i miałem wrócić do domu. Dźwięk odpalanego silnika Porsche zawsze przyprawiał mnie o ciarki na plecach (po dźwięku masrerati quattroporte, wydźwięk Porsche jest moja ulubiona melodia).

Po pierwszych kilometrach na autostradzie zakochalem sie w tym samochodzie, manualna skrzynia biegów w połączeniu z 245 konnym silnikiem dała niesamowita frajdę w wymijaniu samochodów na autostradzie. Niestety sielanka skończyła się, kiedy wjechałem do miasta... Wszechobecny nierówny paryski bruk z każdym metrem łamał mój kręgosłup. Po spędzeniu 2 godzin w korku i dojechawszy do domu, doszedłem do wniosku, że mieszkając w Paryżu taki samochód jest kompletnie bezsesnowny (chyba, że lubicie nastawiać, albo uszkadzać sobie kręgosłup w drodze do pracy, czy domu). Od zjechania z obwodnicy ani razu nie wrzuciłem 3 biegu, przez co możliwości auta nie były kompletnie wykorzystane. A moje lewe kolano odpadło od wciskania sprzęgła.

Fot. BMW
3. BMW 428i xDrive (2013)
Moim zdaniem jeden z ładniejszych BMW, jakie kiedykolwiek powstało! Piękna agresywna linia, zachowane proporcje samochodu coupe, plus nawiązanie stylistyczne do poprzednich modeli z jedna para drzwi. Jak dla mnie to obecnie najciekawsza oferta proponowana przez owa markę. "Czwórka", jaką jeździłem w Polsce była wyposażona dodatkowo w  automatyczna  sportową skrzynię. Istna poezja! Jeżdżąc nią po S8 miałem wrażenie, że ma podobne osiągni co 335i E92. I miałem racje, bo okazało sie, że seria 4 do setki rozpędza sie w 5.9 s, a 335i w 0.2 sekundy szybciej. Umówmy się, że to żadna różnica. Jedyne, co w tym samochodzie kompletnie mnie odrzuca, to dźwięk suszarki gdzieś tam z tylu. Niestety 2 litrowy silnik nigdy nie będzie przyjemny dla ucha i uważam, że  powinno się zabroniać  montować 2 litrowe silniki do coupe (nie wspominając już o dieslach).

Fot. Bentley
4. Bentley Continental GT (2006)
Samochód niedorzeczny! Niedorzecznie drogi, niedorzecznie wielki, niedorzecznie szybki i niedorzecznie ociężały. Nierozumiem istnienia tego auta... Cieżko mi go nazwać sportowym coupe, ponieważ moim zdaniem jest to kamienica na kołach, samochód sportowy o masie prawie trzech ton? Naturalne środowisko tego auta jest w Saint-Tropez, kiedy musimy przetransportować sie z portu, gdzie stacjonuje nasz jacht do klubu oddalonego o 4 kilometry. Jadąc tym samochodem byłem zdecydowanie przerażony. Ledwie mieściłem sie w wąskich uliczkach, a ruszając ze świateł nie czułem zupełnie nic, ponieważ poderwanie kamienicy trochę trwa, aż nagle lądowałem na tylnym podszybiu kiedy 4 napędzane koła przez silnik W12 przypomniały sobie, że wprawiają w ruch samochód, a nie budynek. Pomimo tych wad, które wymieniłem, samochód jest niepowtarzalny. Opatula nas najwyższej jakości luksusem, a pozycja za kierownicą może być porównywana do masażu robionego przez Scarlett Johansson.

Fot. Mercedes-Benz
5. Mercedes-Benz SL500 (2013)
Totalna bestia! 435 koni mechanicznych, metalowy składany dach, napęd na tylna oś! Oszałamiający, brutalny dźwięk V8, TAK TAK TAK! To jest właśnie to, co naprawdę lubimy. W żadnym samochodzie (poza CLS'em) nie czułem sie tak dobrze. Kiedy rozsiadlem sie w fotelu, nacisnalem przycisk "start" i wrzuciłem D na joy'u od razu odniosłem wrażenie, ze stanowie jedność z samochodem. Niesamowite uczucie! Samochód słucha sie w 100% i reaguje na wszystkie moje ruchy. Uczucie, ze wiem jak sie samochód zaraz zachowa urzekło mnie tak bardzo, ze przez cała przejażdżkę nie odezwalem sie słowem, pomimo, że miałem otwarte usta z zachwytu. Gdybym miał ponad pół miliona złotych na kupno cabrio, SL byłby moim kandydatem numer jeden.

Fot. BMW
6. BMW 535i xDrive (2012)
I tutaj zaczyna sie ciekawy wątek i moje perypetie związane z F10, ale o tym pózniej. Moja ulubione BMW to seria 5. Rasowy dźwięk 3 litrowej, rządowej szóstki zawsze przyprawia mnie o uśmiech na twarzy. Nie jest to doprawdy tak charakterystyczny dźwięk jak miały to modele z lat 90 ale i tak jest cudowny. Dwie rury wydechowe jedna po każdej stronie wyglądają obłędnie. 306 koni mechanicznych pod maską, system xDrive,  automatyczna  sportowa skrzynia... Ahhhh. Mógłbym nie wychodzić z tego samochodu! Idealny zarówno do miasta, jak i w długie trasy. Jeździłem już chyba wszystkimi wersjami silnikowymi F10 i mogę śmiało powiedzieć, ze ten urzekł mnie najbardziej. Na tym etapie sie zatrzymam z 535i, ponieważ zaraz wrócimy do serii F10, kiedy dotrzemy do miejsca 10.

Fot. BMW
7. BMW 730d (2012)
Pierwszy samochód BMW który zakończył erę modeli oznaczanych literką "E". Zamiast niej pojawiła sie litera "F". Model F01 moim zdaniem jest wytworem bardzo poprawnym po kontrowersyjnej poprzedniczce E65/E66. Pomimo tego, iż zarzucano "siódemce" praktycznie taki sam wygląd wnętrza jak np w serii 5 spokojnie odczuwamy różnice zasiadając w fotelu flagowej limuzyny BMW. Obszerne gabaryty, wysokiej jakości materiały, oraz spasowanie elementów wnętrza robi wrażenie. BMW 730d w wersji Long jest w rodzinie od stycznia 2012 i jak narazie zawiodło nas tylko jeden raz (błąd serwisu). "Siódemką" jeździ sie naprawdę bardzo komfortowo, lecz kiedy chcemy żwawiej poruszać sie tym samochodem rownież nie ma powodów do narzekań. Muszę to przyznać pomimo niechęci do diesel'i. O ile w mieście nie mam żadnego powodu do psioczenia na 730d, tak w trasie samochód jest lekko mówiąc rozczarowujący. Odradzam wersje przedłużaną osobom, które często jeżdżą w długie trasy. Powyżej 150 km/h tył samochodu zaczyna "myszkować" tak, jakby był połączony z przodem za pomocą przegubu z Ikarusa. BMW kompletnie traci przyczepność i trzeba powalczyć z kierownica, by tył nie wyprzedził nam przodu auta. Widocznie cała konstrukcja samochodu była robiona pod krótką wersję.

Fot. Hyundai
8. Hyundai i40 Wagon (2013)
Samochód, który jest dla mnie niesamowitą ciekawostką! Zawsze podsmiewalem sie z samochodów koreańskich i nie uważałem, iż są w stanie zaproponować nam cos ciekawego. Uważałem, że te auta były są ciekawe jak odchody psów pozostawione na chodniku. Aż do momentu, gdy zobaczyłem na ulicy model i40 w wersji kombi. Design nowego Hyundaia jest nieziemski! Samochód jest zrobiony z niesamowitym smakiem i wyważeniem. Jakość materiałów we wnętrzu jest na tyle zaskakująco dobra, ze po chwili zacząłem rozumieć dlaczego moi znajomi z nowego BMW X3 przesiedli sie w i40. Wyposażenie oferowane przez Hyundaia jest naprawdę imponujące. Co prawda są tylko 3 opcje wyposażenia i można wybrać jedynie kolor nadwozia. Dopiero w najwyższej opcji Premium możemy wybrać kolor skórzanej tapicerki. Hyundai zaoferował mi i40 w nadwozia kombi na okres 6 miesięcy. Muszę przyznać, że przyjemność z jazdy była na równi z niemieckimi konkurentami. Manualna skrzynia biegów jest bardzo precyzyjna, przełożenia są idealnie ułożone. Hyundai chapeau bas!

Fot. Mercedes-Benz
9. Mercedes-Benz C250 CGI (2011)
Przyjemny sedan z idealnym silnikiem oraz rewelacyjna 7 stopniowa automatyczna skrzynia biegów. Przez długi okres był to moj ulubiony samochód do poruszania sie na co dzień. Gabarytowo idealny do miasta, bardzo przyjemna pozycja za kierownicą, jedna z lepszych skrzyń automatycznych, która naprawdę rewelacyjnie spisywała sie w paryskich korkach. Układ kierowniczy w tym samochodzie był dosyć toporny, cieżko mi było go wyrzuc. Zawieszenie w połączeniu z 18 calowymi felgami było poprawne, w miarę dobrze tłumilo nierówności przy tak wielkich felgach. W C klasie bardzo podobała mi sie możliwość przyłączenia skrzyni z trybu C-comfort na S-sport. W ustawieniu sportowym w samochód wstępował istny diabeł! 214 koni mechanicznych dosłownie zrywały asfalt spod świateł, a podczas wyprzedzania nigdy mocy tego stada nie brakowało. Bardzo fajny samochód! Gorąco polecam, lecz tylko w tym silniku. Model C180 CGI nie jedzie i pali więcej od C250.

Fot. BMW
10. BMW 520d (2012)
I dotarliśmy do ostatniej pozycji, w której pewnie sie rozpisze aż za bardzo. Jest to lista TOP10, lecz u mnie będzie to TOP9 oraz pozycja 10 czyli "Fail życia". BMW 520d (F10) - sedan z automatyczna skrzynia biegów. Samochód zakupiłem w maju 2012 roku i sprzedałem go w lutym 2013 roku z przebiegiem niespełna 3 tysięcy kilometrów. Auto więcej czasu spędziło w serwisie, niż na drogach. A oto lista rzeczy, przez które BMW wizytowało w serwisie:

- Reflektory zachodzące rosą, przez co ksenon ulegał przepaleniu
- 2 razy była wymieniana kolumna kierownicza w ramach akcji gwarancyjnej (dotyczyło to rownież modeli x3,x5,x6 oraz 7)
- Problem z elektroniką. Podczas przymrozków samochód nie uruchamiał się.
- Największy problem tego samochodu - SKRZYNIA BIEGÓW. 3 razy został wgrany nowy soft do przekładni. Niestety bezskutecznie. Koniec końców skrzynię trzeba było wymienić, lecz już na własny koszt. Sprawa trafiła do sądu, gdyż auto było na gwarancji, jednak jak można było się tego spodziewać przegrałem batalię z prawnikami bawarskiego producenta. BMW uznało, że nie jest to na tyle uciążliwa usterka, by wymieniać przekładnię na nową i pokryć koszty w ramach gwarancji.

Po przegraniu sprawy samochód natychmiast sprzedałem. Niestety koszmar z tym modelem sie nie skończył, ponieważ pomimo tego, iż pozbyłem sie swojej prywatnej "piątki", tak nowa flota służbowych samochodów, gdzie pracuje, została zaopatrzona w 520d... Mamy 4 sztuki w sedanie z automatyczną skrzynią biegów, jeden egzemplarz z "manualem" w sedanie, oraz wersję kombi z "automatem". 2 litrowy silnik diesela o mocy 184KM jest jedną z najwiekszych zbrodni motoryzacyjnych! Ten silnik w "piątce" nie jedzie. Samochód jest za ciężki na tak mały motor, który nie chce współpracować ze skrzynią biegów. Wieczne szarpanie miedzy 1 a 2 biegiem doprowadza mnie do szału. Nawet usterkowość tego silnika jest fenomenalna. Chciałbym również zaznaczyć, iż owa jednostka nie jest produkcji BMW a spółki PSA, co za czym idzie, pod maską mamy Peugeota w bardzo drogim opakowaniu. Dlatego jeśli zamierzacie kupić "ef dziesiątkę" kupcie 535i xDrive.

środa, 4 grudnia 2013

Wyścig na ¼ mili – BMW 428i xDrive


Moc czwórek

Tę cyfrę można znaleźć w ilości napędzanych kół, liczbie cylindrów i mojej ocenie końcowej. Czemu tylko tyle? Odpowiedź w dzisiejszym  artykule.

Od jakiego czasu zapowiadano zmianę nazewnictwa dla dwudrzwiowych wersji serii 3. W końcu dwa lata po premierze ostatniej generacji monachijskiego samochodu klasy średniej świat ujrzało auto z nowym numerkiem. „Czwórka” – bo to o niej mowa – prezentuje się po prostu fantastycznie. Sylwetka jest bardzo elegancka i nie brak jej sportowego zacięcia. Dla laika przód wydaje się wręcz żywcem przeniesiony z serii 3, jednak dla bardziej spostrzegawczej osoby różnice zaczynają się pojawiać już kształcie nerek. Te są szersze i mają kształt zbliżony bardziej do odwróconego trapezu. Reflektory również niby wyglądają jak z sedana, jednak są ostrzej zarysowane i delikatnie mocniej podcięte. Dzięki temu facjata wygląda na bardziej dynamiczną i chętniej przepędzającą inne samochody z lewego pasa.

Przednia część auta z profilu cały czas prezentuje się bardzo dynamicznie za sprawą opadającej, długiej maski, zaś zaokrąglony dach łagodnie przechodzący w bagażnik nadaje sylwetce eleganckiej linii. Tył moim zdaniem jest najlepszym elementem nadwozia. Dlaczego? Nie wiem czemu, ale przypomina mi serię 8. Może to przez muskularne zderzaki, albo trochę inaczej zarysowane światła. Prawdopodobnie jedno i drugie, ale takie skojarzenie nie przeszkadza mi ani trochę.

Czas otworzyć drzwi z bezramkowymi szybami, które skrywają wnętrze niemal w całości przeszczepione tradycyjnych „trójek”. Jedyną zauważalną różnicą jest brak drugiej pary drzwi (to tylko kwestia czasu, bo wersja Gran Coupe jest potwierdzona) i zmodyfikowany – po raz kolejny – system iDrive. Jeszcze nie zdarzyło mi się jeździć żadnym BMW, w którym owy system był taki sam. Tu nie tylko poprawiono płynność działania, ale też zmodyfikowano grafikę nawigacji satelitarnej. Największa zmiana zaszła jednak gdzie indziej – pod prawą dłonią. Nowe, większe pokrętło ma teraz na szczycie touch pada, na którym można zapisywać kolejne literki np. nowego miejsca, do którego chcielibyśmy pojechać. Przyznam, że to duże udogodnienie, bo już nie trzeba bawić się z pokrętłem i odrywać oczu od drogi, by sprawdzić, czy to, co wybraliśmy jest właściwą literą.

Nie jestem tu jednak po to, by pisać jak działa iDrive, bo to i tak Was najmniej interesuje. Z pewnością bardziej jesteście ciekawi tego, czy „czwórka” inaczej się prowadzi względem „trójki”. Otóż nie. Auto zachowuje się stabilnie i przewidywalnie nawet podczas skakania między pasami przy dużej prędkości. To, co wyróżnia dzisiejszego bohatera, to bardziej rasowy gang silnika. Aż miło go posłuchać. Zwłaszcza, kiedy zmienianie biegów powierza się sobie, bo skrzynia działa tak szybko i z taką brutalnością, jakby była wyposażona w drugie sprzęgło. Mimo tego auto pozwala na przekroczenie bariery 100 km/h w niespełna 6 sekund. „Czwórka” jest tak szybka, że musi się wtrącać elektrokaganiec za każdym razem, kiedy będziecie chcieli przekroczyć 250 km/h.

A ile kosztuje przyjemność opierania się o ogranicznik prędkości? Co najmniej 177 tysięcy złotych, jednak testowy egzemplarz, wyposażony w fantastyczną sportową automatyczną przekładnię, napęd na cztery koła, pakiet M Sport, lakier metallic, czujnikami parkowania, zestawem audio Harman Kardon, reflektory diodowe, nawigacją satelitarną i parę innych bajerów jest wart już 258,5 tysiąca złotych. Podczas konfigurowania prosiłbym o przestrzeganie pewnej zasady – nigdy, ale to przenigdy nie łączcie czerwonej skórzanej tapicerki z drewnianym wykończeniem wnętrza. Takie zestawienie nie może dobrze wyglądać.

4 to bardzo dobry samochód – szczerze powiedziawszy to jeden z lepszych modeli BMW nie mający w nazwie litery M. O miano tego „naj” bije się w moich myślach z Z4 i nadal nie wiem, czy dobrze bym zrobił wybierając jednak to coupe.




Tak zgrabnego tyłu nie było od serii E46









Na taki widok w lusterku lepiej ustąpić lewego pasa
Ledowe reflektory słono kosztują, ale są warte
swoich pieniędzy






Sportowa kierownica M wygląda fantastycznie i jeszcze
lepiej trzyma się w dłoniach







Na ten przód można patrzeć w nieskończoność

28i = 245 rączych koni mechanicznych






Fot. Łukasz Walas, Marcin Koński