Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą E63. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą E63. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 stycznia 2015

Plebiscyt najlepszego auta Redline Motoblog 2014

Tradycyjnie, jak co roku (czyli po raz drugi) wybieram najlepszą dziesiątkę, która ukazała się tutaj w moich testach. W 2014 r konkurencja była bardzo zacięta, bowiem szybkich aut nie brakowało. Tak samo nie brakowało też artykułów, które na koniec oceniałem kompletem gwiazdek.


Sami więc widzicie, że nie było łatwo przebrnąć się przez przytłaczającą większość niemieckich samochodów. Mimo wszystko większość i tak wygrała wynikiem, który można byłoby spotkać w głosowaniach jedynie w Rosji i Korei Północnej, bowiem pozycji zza Odry jest aż 8. Skąd pochodzić mogą dwa pozostałe rodzynki? Stany Zjednoczone? Francja? Włochy? Zaskoczenie gwarantowane.

10. Mercedes-Benz E63 AMG S 4MATIC


Powstał wyłącznie jako odpowiedź na szybkie Audi RS6 Avant, chociaż wróć. „Szybkie” to zbyt wolne słowo. Jest ono zabójczo szybkie, z resztą nie będę Wam o nim dłużej mówił, bo na RS6 też przyjdzie pora w tym zestawieniu. Tak, czy siak. Sprint do 100 km/h w wykonaniu rywala Mercedesa trwał mniej, niż 4 sekundy, a to dla wielkiej i niezbyt lekkiej limuzyny z napędem na jedną oś było nieosiągalnym wynikiem. Sami więc widzicie, że zastosowanie napędu na wszystkie koła było sztuczne i wymuszone, jednak spójrzcie tylko na wyniki. Mercedes w 585 konnej wersji z „czterołapem” rozpędza się do „setki” w 3.6 sekundy. W tym samym czasie 100 km/h osiąga m. in. Ferrari 599 GTB Fiorano.


Czemu więc dopiero 10 miejsce? Bo w środku mogłoby być trochę głośniej, trochę mniej komfortowo i sterylnie. Kiedy za kierownicą tonę w luksusie, pod maską i w okolicach tylnego zderzaka dzieją się prawdziwe orgie dla uszu, a ja chciałbym być wtedy tam. Nawet napęd jest tutaj winny degradacji, bo już nie udało się mi zrobić zdjęć z produkowania zasłony dymnej marki Pirelli.

Więcej o Mercedesie E63 AMG S 4MATIC przeczytacie tutaj.

9. Mercedes-Benz SL500


Możecie mówić co chcecie, ale wybitnie nie podoba mi się obecna generacja Mercedesa SL, a wszystkiemu winny jest przód, który jest rekordowo ociężały. Brawa za to może zbierać wielki grill z gwiazdą niewiele mniejszą od tarcz hamulcowych oraz reflektory o trudnym do określenia kształcie. Dużo lepiej prezentuje się tył, choć i tam nie mogę pozbyć się wrażenia, że można było zrobić ten samochód zgrabniej. Jedynie wnętrze jest takie, jakie powinno być, pod warunkiem, że nie jeździłeś wcześniej żadnym innym Mercedesem. Taki sam kokpit znajdziecie w SLK, podobne zegary są w klasach A, B, GLA, ML, GL i bodajże G. Poprzedni SL nie dość, że był ładniejszy, to i pod względem wykonania dużo bardziej unikalny i to w nowym modelu boli najbardziej.

Na otarcie łez producent zaserwował podwójnie doładowane V8 o pojemności 4.6 litra i mocy 435 KM. Taki zaprzęg bez trudu porywa do zabawy ponad 1700 kg i przenosi je na drugą stronę 100 km/h w 4.6 sekundy. Niewiele później do interwencji musi wkraczać ogranicznik, gdyż na prędkościomierzu Mercedesa wskazówka znalazła się dokładnie pomiędzy wartościami „240” i „260”. I choć jest piekielnie szybki, wygląda jakby kosztował grube miliony, to i tak wolałbym coś, co jest warte ułamek jego ceny...

(Artykuł o Mercedesie SL500 znajdziecie tutaj)

8. Mazda MX-5 2.0 MZR


... i jest w stanie dostarczyć co najmniej tyle samo wrażeń za kierownicą. Mowa właśnie o Maździe MX-5, która w nieco ponad 4 metrach długości zmieściła absolutnie wszystko, co było mi potrzebne do życia. I choć przed rokiem ta sama Mazda (ze słabszym silnikiem 1.8) zajęła 2 miejsce, a teraz jest dopiero na 8, to i tak dla mnie jest absolutnym numerem 1 samochodu za rozsądne pieniądze. Tylko pomyślcie, że za cenę hot hatcha możecie kupić niewiele słabszy samochód (ale za to zdecydowanie lżejszy!), z możliwością pozbycia się dachu w słoneczne dni, z napędem na tylne koła. Co więcej, centrum dowodzenia tym autem znajduje się kilkanaście centymetrów przed nimi, milimetry nad asfaltem.


Kocham to auto całym sobą nie za to, że 100 km/h osiąga w niespełna 8 sekund i potrafi rozpędzić się do 218 km/h, ale za to, że nieziemska frajda z jazdy towarzyszy wam przy całkowicie normalnej jeździe, w sznurze aut zmierzających letnim popołudniem do kąpielisk w Nieporęcie.

Wrażenia z jazdy Mazdą MX-5 2.0 MZR znajdziecie tutaj.

7. Porsche Cayman S


To był wyjątkowo trudny czas dla Porsche 911 Carrery 4S, którą jeździłem dosłownie tydzień przed Caymanem. Gdyby nie on, to byłbym pod niezwykłym wrażeniem właściwości jezdnych i opanowania, mimo silnika umieszczonego za tylną osią. Jako, że ten samochód nie jest niewolnikiem tradycji, to w jego przypadku umieszczenie serca jest zdecydowanie lepsze, co już teraz dobitnie daje do zrozumienia, dlaczego w pierwszej dziesiątce siedzi Cayman S, a nie 911 4S.


Pod względem wyczucia, prowadzenia i odczuć na ile można sobie pozwolić w czasie jazdy, Cayman jest po prostu nie do pobicia. Wsiadając do auta, ubierasz się w niego, chwytając kierownicę przedłużasz sobie ręce, aż do momentu poczucia nimi asfaltu, zaś wciskając stopami pedały, regulujesz tętno, którego wskazania możesz odczytać na największym z zegarów. Niespełna 5 sekund później pędzisz już ponad 100 km/h a prędkość maksymalna to ponad 280 km/h.

Więcej o Porsche Caymanie S przeczytacie pod tym adresem.

6. Porsche Boxster S


Skoro tak kwieciście wypowiedziałem się o Porsche Caymanie, to wyższa pozycja Boxstera S nie powinna dziwić. Dlaczego? Odpowiem pytaniem na pytanie. Czy przy tej samej masie własnej, warto poświęcić 0.1 sekundy przy sprincie do 100 km/h i mniejszą o 4 km/h prędkość maksymalną dla ciągłej gęsiej skórki, która towarzyszy przy wsłuchiwaniu się w ryk silnika? Jak najbardziej! Dźwięk silnika bez bariery z blachy, czy materiału jest jednocześnie bardziej przerażający, wszechogarniający i zdecydowanie bardziej hipnotyzujący. Jak wpadniesz w trans, to nie poprzestaniesz na jednym sprincie spod świateł.

Więcej o Boxsterze S przeczytacie tutaj.

5. Audi RS6 Avant


To od niego zaczął się ten cały wyścig zbrojeń i pojedynek na sprint do 100 km/h w mniej, niż 4 sekundy w klasie średniej wyższej. Przez RS6, Mercedes posunął się do oferowania napędu 4MATIC w E63 AMG a BMW najpewniej od kolejnej generacji M5 również będzie serwować klientom xDrive-a, jednak żaden z rywali nie wygląda tak groźnie we wstecznym lusterku i nie jest aż tak bardzo pojemny, by zabrać całą rodzinę na wypad nad morze, czy góry.


RS6 jest w stanie zaoferować kierowcy i pasażerom nie tylko wielkie i groźnie wyglądające nadwozie, które potrafi pędzić nawet i 304 km/h, ale w przeciwieństwie do Mercedesa, jego elegancja w zdecydowanie lepszy sposób łączy się ze sportowym klimatem. Szkoda tylko, że przy tym wszystkim standardowy wydech nie jest odpowiednio donośny, by był w stanie przekrzyczeć radio samochodowe. Jedyną rzeczą, do której mógłbym się przyczepić, to rozczarowująca precyzja prowadzenia.

O tym, co jeszcze mi się spodobało i nie spodobało przeczytacie tutaj.

4. Audi RS7


Audi RS7 było spełnieniem jednego z wielu moich marzeń motoryzacyjnych. Dlaczego? Bo to pierwszy luksusowy fastback tego producenta od bardzo dawna. To też jedno z niewielu aut, gdzie bardzo podoba mi się tył, tylko dlatego, że nie przypomina żadnego innego auta spod znaku czterech pierścieni. Wystarczy spojrzeć na światła, chowany spoiler, czy czarne rury sportowego układu wydechowego (chociaż jeszcze lepiej ich posłuchać), by zrozumieć o co mi chodzi. Co prawda w środku nie ma już tej samej wyczynowej elegancji, jak w RS6, jednak ten model nadrabia zdecydowanie lepszą precyzją prowadzenia i dużo bardziej rasowym brzmieniem, godnym literek RS.


Jest jednak pewna rzecz, przy której ciągle się waham, bo mimo tego, iż umieściłem ten samochód wyżej od RS6, to nie jestem pewien, czy mając do wyboru oba auta, wsiadłbym akurat do RS7. Jedno jest pewne – RS6 z przodu wygląda zdecydowanie groźniej.

Wrażenia z jazdy Audi RS7 znajdziecie pod tym adresem.

3. Mercedes-Benz C63 AMG Edition 507


Najniższe miejsce na podium przyznaję prawdziwemu Musce Carowi, tyle, że w europejskiej wersji. Krótko mówiąc – 6.1 litrowe V8 z turbodoładowaniem o mocy 507 KM. Taka gromada jest w stanie cisnąć kierowcą do 100 km/h w nieco ponad 4 sekundy i pędzić z prędkością 280 km/h. Jest to też o stopień niższy model od całkowicie hardcore-owego Black Series, a jedyne, co je różni to rozstaw kół i 10 koni mechanicznych. Nie mniej jednak odnoszę wrażenie, że taka różnica sprawia, że C63 AMG Edition 507 jest jeszcze w stanie służyć jako normalne auto na co dzień, by raz na jakiś czas dać solidny wycisk kierowcy.


A samochód jest po prostu fantastyczny. Jeśli jesteś leniwy i nie chcesz skręcać za pomocą kierownicy, bo na przykład nie masz ochoty machać rękami (rozumiem to doskonale), to ten Mercedes jest wręcz stworzony dla Ciebie. Kierownicą narzucasz jedynie początkowy kierunek jazdy. Resztę zaś wykonujesz za pomocą pedału gazu przy akompaniamencie niebiańsko brzmiącego silnika. Można chcieć czegoś więcej? Trudno mi czegokolwiek więcej sobie wyobrażać.

Artykuł o Mercedesie C63 AMG Edition 507 przeczytacie tutaj.

2. Audi R8 V10
Trudno o lepsze zwieńczenie walentynek, jak za kierownicą Audi R8 V10. Szczerze przyznam, że nigdy wcześniej nie byłem fanem tego samochodu, ponieważ nie jestem zwolennikiem robienia tańszych i bardziej cywilizowanych substytutów, jednak po zajęciu miejsca w przytulnym kubełku pomyślałem sobie, że chyba nie jest aż tak źle. Przekręciłem kluczyk, czego odzewem było szybkie warknięcie silnika za plecami – jest naprawdę dobrze. Silnik rozgrzany, więc mogę posłuchać ryku w garażu podziemnym, zanim dotrę do wyjazdu. Wszechogarniający ryk jest po prostu bezbłędny.


Na drodze jest jeszcze lepiej – Podczas gwałtownego przyspieszenia i przy mocnym hamowaniu R8 wykazuje się ogromną chęcią zatańczenia czegoś w rytm własnego silnika a ja szalałem ze szczęścia, bo Audi wyprodukowało samochód, który wymaga od kierowcy czujności i zaangażowania, przy tym jednocześnie nie jest wyzbyty dobrych manier – przy zmianie biegów skrzynia nie szarpała a w obawie przed progami zwalniającymi można zamówić dodatkowo opcję podniesienia zawieszenia, jak w Lambo Gallardo. Swoją drogą R8 V10 jest właśnie idealnym aperitifem przed wspomnianym Lamborghini (bo również miałem okazję przejechać się najmniejszym bykiem z Sant’Agata. Zainteresowanych odsyłam do Moto Collection). Ten może nie jest tak obszerny, jak Audi, ale jest za to znacznie brutalniejszy w stosunku do właściciela, czym jeszcze bardziej mnie urzekł. Tymczasem w zestawieniu Redline Motoblog jest moim absolutnym numerem 2.

O najszybszym z Audi przeczytacie tutaj.





1. KTM X-Bow


Czy może być coś lepszego od lekkiego jak worek pierza bolidu, bez przedniej szyby, wspomagania kierownicy, systemów ABS, ESP, z centralnie umieszczonym, 2 litrowym silnikiem z turbo, o mocy 220 KM w gorący, lipcowy dzień? Szczerze przyznam, że do momentu ruszenia przed siebie, słońce wyciskało ze mnie ostatnie poty. Potem zaś za wysuszanie mnie z płynów zabrał się ten czarno-biały bolid. W międzyczasie musiałem zająć miejsce na plastikowym fotelu Recaro, ustawić odległość pedałów, zamontować kierownicę na kolumnie i wykonać rytuał uruchomienia silnika.


A potem zaczyna się zabawa! Wyczucie układu kierowniczego i pedałów jest po prostu fenomenalna, silnik gwałtownie zaczyna przybierać na mocy po przekroczeniu 4 tysięcy obrotów na minutę, a po niespełna 4 sekundach, X-Bow pędzi już 100 km/h. To jednak nie jest w nim najlepsze. Najbardziej podoba mi się fakt, że każdy ruch trzeba tutaj dokładnie przemyśleć, a granica błędu w tym KTM-ie może być niebezpiecznie cienka. Z resztą po więcej zaproszę Was ponownie do artykułu.

Fot. Marcin Koński

środa, 24 września 2014

Wyścig na ¼ mili – Mercedes-Benz E63 AMG S 4MATIC


Rodzinny supersamochód


Jeszcze kilka lat temu wynik poniżej 4 sekund do 100 km/h był zarezerwowany wyłącznie dla supersamochodów. Teraz takimi osiągnięciami są w stanie pochwalić się najszybsze limuzyny na rynku, ale to Mercedesa E63 AMG S można nazwać absolutnym rekordzistą.


Rosnąca gromada koni mechanicznych i topniejące przyspieszenie do 100 km/h z każdą generacją modelu to coś, do czego producenci samochodów zdążyli nas przyzwyczaić. Pokażę to na przykładzie Mercedesa klasy wyższej. Zaczęło się od 300E AMG Hammer, którego moc sięgała 385 KM. Kolejne generacje „okularowych” E AMG miały co prawda mniejsze o 4 konie stado pod maską, lecz mogły pochwalić się krótszym sprintem do przysłowiowej setki. I tu zaczyna pojawiać się pewien dylemat.


Wraz z ciągłym wzrostem nagromadzonych rumaków pod maską, osiągi E klasy coraz bardziej zaczęły przypominać możliwości nie stuningowanej limuzyny, a samochodu sportowego, zaś obecna odmiana, to już prawdziwy supersamochód. E63 AMG S spod świateł może popędzić jak równy z równym do 100 km/h razem z Porsche 911 Turbo (997), Ferrari 430 Scuderia i klasycznym Lamborghini Miura Jota. Wszystko za sprawą napędu na cztery koła i liczącemu 585 KM agregatowi siedzącemu pod maską. Wyobrażacie to sobie? Rasowe auta pędzą łeb w łeb razem ze stateczną, niemiecką limuzyną.


Kiedy siedzicie za kierownicą takiej rakiety, wszelkie przemyślenia dotyczące „etyczności” rozwijanych osiągów przestają mieć znaczenie. W końcu znajdujecie się w dużej i ekskluzywnej limuzynie, która jest zdolna do rozpędzenia się do 100 km/h w 3.6 sekundy. Niestety radość z przyspieszenia nie trwa zbyt długo, bo kończy się na 250 km/h (ew. na 305 km/h po zakupieniu pakietu kierowcy AMG). Wszystko przez oszałamiający moment obrotowy, który wynosi równo 800 Nm! Tak sprawa wygląda „na sucho”. Jak więc auto prowadzi się w rzeczywistości?


Nie da się powiedzieć, że E63 AMG S jest motylem. Jego 1865 kg czuć właściwie zawsze i wszędzie, pod warunkiem, że nie chodzi o przyspieszanie o hamowanie. Tutaj zarówno silnik, jak i ogromne ceramiczne dyski zdają się niewiele robić z panowania nad prawie 2 tonami zgrabnie ukrytymi pod poszyciem karoserii. Kilogramy czuć podczas pokonywania zakrętów, ale sama jazda od wirażu do wirażu bardziej przypomina zjazd na nartach i balansowanie z jednej nogi na drugą. Mimo tego auto cały czas pozostaje niesamowicie stabilne i pewne w prowadzeniu. Ciężko mi jednak stwierdzić, czy topowa E klasa lubi delektować się pokonywaniem zakrętów. Zdecydowanie bardziej nazwałbym go zwierzem autostradowym, mimo 1,5 sekundowej przewagi nad A45 AMG na torze Kielce.


Inna sprawa – kto chciałby być rzucanym w tych megakomfortowych fotelach z funkcją dopompowywania boczków, które pod wpływem przeciążenia muszą znieść większy nacisk ciała? Powiem może inaczej. W miejscu wypełnionym po brzegi skórą, lakierem fortepianowym i aluminium nie będziecie raczej chcieli walczyć z przeciążeniami, bo najzwyczajniej w świecie po zajęciu miejsca będziecie relaksować się. I nieszczególnie dużo będzie miał tu do powiedzenia prędkościomierz wyskalowany do 320 km/h, czy podcięta z góry i dołu kierownica. Wduszenie startera i treściwe chrząknięcie rozrusznika jest preludium do krótkiego i niezbyt wysokiego warknięcia. Mimo, że wewnątrz jest on wyraźnie słyszalny, to przydałoby się mieć go tak donośnego, jak w Gelendzie z 5.5 litrowym silnikiem V8. Nawet i bez tego motoryzacyjny meloman będzie miał zapewniony tak zwany „eargasm”. Nie tylko ten wewnątrz auta (nie ma tu mowy o „ulepszaniu” dźwięków za pomocą głośników), ale przede wszystkim na zewnątrz.


To też dla laika może być jedyny wyróżnik E63 AMG S, ponieważ samochód nieszczególnie zdradza po sobie to, iż skrywa pod maską prawie 600 KM. Inne są zderzaki, progi. Zmieniony jest też układ wydechowy, bo bardziej dyskretny nie ma tu racji bytu – do epickich organów potrzebne są przecież odpowiednio dobre rury. Jeśli i to nie pomoże, to na pewno w oczy błyśnie napis V8 Biturbo na błotnikach, albo całkowicie rozwiewający wszelkie możliwości E63 AMG S.


To niewątpliwie najskuteczniejszy „cichy zabójca” wśród sportowych limuzyn. Nie dość, że wygląda niepozornie, to jeszcze jest w stanie pokazać miejsce w szeregu ponad 95% samochodów dostępnych na rynku. To prawdziwy supersamochód opakowany w nadwozie niepozornej limuzyny. Niezwykle drogiej limuzyny, bo aby wejść w posiadanie E63 AMG S, trzeba na dzień dobry zaszastać prawie 565 tysiącami złotych. Jeśli jednak chcielibyście mieć auto tak skonfigurowane, jak testowe, musielibyście doposażyć je w m. in. pakiet kierowcy AMG, pakiet wspomagający bezpieczeństwo jazdy, panoramiczne okno dachowe, ceramiczny układ hamulcowy, podgrzewany komplet miejsc, czy system audio Harman Kardon. Wszystkie elementy windują cenę do poziomu ponad 725 tysięcy złotych.










Fot. Krystian A. Kwaśniewski

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Noworoczna moc nowości

Ubiegły tydzień obfitował w masę nowości motoryzacyjnych. Mercedes zakończył maraton pokazów nowej odsłony E-klasy, Lincoln przedstawił dość ciekawego SUVa MKC, Audi zrobiło benzynową wersję SQ5, Nissan, jak co roku przedstawił nowego i mocniejszego GT-R’a a Peugeot i Citroen pokazały swoje małe crossovery. Poniżej najciekawsze nowości zeszłego tygodnia.






1. Peugeot 2008
Fot. Peugeot

Miejskie Crossovery robią coraz większą karierę, a najważniejszy samochód tej klasy – Nissan Juke – ma coraz większą konkurencję. Oprócz ulubieńca wszystkich blokersów – Renault Kaptura – do klasy dołącza też podwyższony Peugeot 208 – 2008. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że samochód będzie miał wyłącznie napęd na przednią oś. W jeździe po bardziej sypkich szutrach ma pomagać system Grip Control, który jest połączony z układem ESP i ma za zadanie usprawnić jazdę w lekkim terenie. Pod maską będzie można znaleźć zarówno małe silniki 1,2, jak i mikrohybrydy 1,6 e-HDI.


2.  Audi SQ5 3.0 TFSI

Fot. Audi

Wydaje się, że Audi w końcu zrozumiało, że w przeciwieństwie do benzyniaków, możliwości turbodiesli zaczynają osiągać już wszystko. W tym celu producent z Ingolstadt zaserwował swojemu najmocniejszemu średniemu SUVowi porządny silnik benzynowy o pojemności 3 litrów i mocy 354 KM. To pozwoli na osiągnięcie zablokowanych 250 km/h, a pierwsza „setka” mija tu po 5,3 sekundy. Stylistycznie samochód nie różni się właściwie niczym w porównaniu do odmiany wysokoprężnej.


3. Lexus IS
Fot. Lexus


Pamiętacie pierwszą generację IS? Był to jeden z najfajniejszych samochodów swojej klasy. Fajna sylwetka i zdecydowanie najciekawsze zegary wzorowane na sportowych zegarkach. Druga generacja okazała się szczytem nudy skierowanym do starszych ludzi i kobiet niewiedzących do końca, za co odpowiada kierownica – takie ot coś do wożenia się z punktu A do B. Najwidoczniej producentowi znudził się ten target i przedstawił IS’a zgodnie z pierwszym wzorcem – ciekawym samochodzie, który potrafi porywać dynamicznych ludzi. Z tą porywczością nie przesadzam, bo we wnętrzu znajdziemy zegary łudząco podobne do tych w wyczynowym LFA, którego produkcja właśnie się zakończyła. Znowu Lexus zacznie wyznaczać nowe trendy, a model IS znów będzie mógł dostarczać tyle radości z jazdy, co seria 3.


4. Mercedes-Benz E63 AMG
Fot. Mercedes-Benz

Tymi dwoma modelami Mercedes ostatecznie zakończył proces odświeżania swojego średniego sedana dla podstarzałej populacji Europy i Ameryki Północnej. Samochód w edycji AMG zdecydowanie odmłodniał, a to za sprawą zderzaka z monstrualnymi wlotami powietrza. Zdecydowanie więcej zmieniło się tam, gdzie wzrok nie sięga na pierwszy rzut oka. 550 konny silnik V8 o pojemności 5,5 litra rozpędza samochód do ograniczonych umownie 250 km/h, zaś przyspieszenie do 100 km/h zadziwi nie tylko właścicieli kilkuletnich Ferrari – 3,5 sekundy. Jest jeszcze mocniejsza odmiana – Performance, w której moc rośnie do 575 KM. Wtedy też auto potrafi pędzić aż 300 km/h. Dla czujących respekt przed taką gromadą koni producent umożliwił wyposażenie auta w napęd na 4 koła, ale czy to rzeczywiście może być dobry pomysł?


5. Nissan GT-R
Fot. Nissan

Nissan na rok modelowy 2013 przygotował kolejne nowinki w swoim najszybszym modelu. GT-R nie dostał, co prawda większej mocy, choć 550 KM wcale nie jest małą wartością. Jednak poprzez poprawę rozwoju mocy i zawieszenia udało się jeszcze skrócić przyspieszenie – tym razem auto osiąga „setkę” w 2,7 sekundy (urywając z tego wyniku 0,1 s.). Wielkim sukcesem inżynierowie nazywają też „urwanie” pół sekundy na okrążeniu na torze Nurburgring (7:18:6). Ponadto auto nie zmieniło się wcale. Mimo, że od debiutu minęło już 5 lat, to ten samochód nadal jest ciekawą alternatywą dla Porsche 911 Turbo.

6. Renault Captur

Fot. Renault

Cały crossover na bazie Clio z całą pewnością stanie się miłośnikiem blokersów. Nie ze względu na bryłę nadwozia, czy ponadprzeciętne osiągi. „Swojak” przyjmie się przez nazwę elementu obowiązkowego każdej bluzy właściciela z miejskiej dżungli. Sam samochód właściwie tylko tam może się sprawdzić ze względu na najprawdopodobniej napęd, który będzie trafiać wyłącznie na przednie koła. Powodem takiego rozwiązania będzie gama silnikowa, podobna do tej w Clio, tak więc podstawową jednostką będzie turbobenzyniak o pojemności 0,9 litra. Topowym dieslem ma zostać 1,5 litrowy motor.