Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S1. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą S1. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 września 2014

Wyścig na ¼ mili – Audi S1 Sportback


Stachanowiec

Audi zbudowało najmocniejszego miejskiego hot hatcha na świecie. Ciężko bowiem szukać wśród aut pokroju Skody Fabii, czy Opla Corsy samochodu, który rozwija ponad 230 KM i przyspiesza do 100 km/h w mniej, niż 6 sekund. Czy przekroczenie normy mocy idzie w parze z wyrabianiem górki frajdy z jazdy?

Kiedyś nie było podziału klasowego samochodów GTI. Czy były one miejskie, czy kompaktowe, wsadzano do jednego wora i w sumie nie ma czemu się dziwić. W końcu Golf GTI pierwszej generacji jest mniejszy od obecnego Volkswagena Polo, który pozycjonowany jest niżej od bestsellera z Wolfsburga. Na przestrzeni lat rynek kompaktów rozrósł się do tego poziomu, iż konieczne było podzielenie go na kilka klas, zaś te właściwe bez kompleksów mogą służyć jako samochody rodzinne.

Oczywiście czym byłyby kompakty, gdyby nie GTI, które są przez wszystkich ubóstwiane. Wśród największych hatchbacków prym swój wiedzie Renault Megane RS, które pokazało SEAT-owi swoje miejsce przebijając jego czas na Nurburgringu o 4 sekundy. Wśród miejskich GTI jest nie mniej ciekawie, bo najmocniejsze seryjne samochody osiągają już całe 200 KM przy masie zaledwie 1100-1200 kg. Najmniejsze hot hatche to przeważnie auta o mocy około 130-150 KM, jednak jest wśród nich zawodnik, który mocą nie ustępuje mieszczuchom rozmiar większym. Mowa o MINI Cooperze S, który pod maską skrywa solidnych rozmiarów (jak na jedno z mniejszych aut segmentu) silnik o pojemności 2 litrów i mocy 192 KM, a znając producenta, to nie jest to ostatnie słowo.

Ten długi wdech przed powiedzeniem ostatniego wykorzystuje Audi prezentując najmocniejszego od czasów krótkiej serii A1 quattro małego hot hatcha na świecie. S1 co prawda nie będzie mieć więcej, niż 265 KM. Nie będzie ich mieć nawet 250, choć tyle i tak bez problemu pojedzie. Pod maską najmniejszego auta z „S” w nazwie zamieszka delikatnie zmodyfikowany silnik z Volkswagena Golfa GTI, który rozwija tu 231 KM. To pozwala na sprint do 100 kmh/ w mniej, niż 6 sekund, czyli dużo, dużo szybciej, niż jest w stanie osiągnąć MINI.

Małe, niewiele zdradzające nadwozie, które zostało podzielone na krwisto-czerwony dół i smoliście czarną górę skrywa technikę, która z pewnością pomaga mu w dystansowaniu od siebie rywali. Napęd na cztery koła to świetne rozwiązanie – nie wpływa ono negatywnie na zwrotność malucha, ale poza poprawą przyczepności i prowadzenia, niweluje też efekt „torquesteer”, który zmusza do walki z silnikiem o panowanie nad kierownicą. W sumie to niewiele detali zdradza, z kim potencjalny rywal zadziera, a wszystkie z nich umieszczone są raczej z tyłu, co może być całkiem zabawne.

Wyobraźcie sobie, że jedziecie sobie jakimś lekko wzmocnionym hatchbackiem i widzicie w lusterku małe Audi, które niebezpiecznie szybko zbliża się do was i mimo usilnych starań, by uciec delikwentowi, ten mruga lewym kierunkowskazem i zaczyna wyprzedzać. Przez te kilka sekund, które dla poprawienia efektu spowolniłbym, zastanawiacie się, co to za diabeł wcielony siedzi pod maską auta wielkości większego wózka na zakupy. Dopiero, kiedy samochód wróci na prawy pas, zauważycie dyskretną, choć pofalowaną lekko lotkę dachową i rząd dość pokaźnych, czterech końcówek układu wydechowego, które jakby ustawić obok siebie, stanowiłyby ponad połowę szerokości S1.

W środku jest nie mniej ciekawie, bo znaleźć można dokładnie wszystko, co potrzebne jest w miejskim hot hatchu. Kubełki, aluminiowe pedały, gruba kierownica i dźwignia manualnej skrzyni biegów. Do tego można dodać takie elementy luksusu, jak nawigacja satelitarna, przycisk startera, czy klimatyzacja. Chciałoby się rzec – perfekcyjny hot hatch! No chciałoby.

Daruję sobie jednak te okrzyki i wiwaty, bo S1 na nie nie zasługuje. Silnik mimo, że ma mnóstwo niedźwiedziej mocy do dyspozycji, brzmi jak piła łańcuchowa, co mnie trochę rozczarowało. Dzień wcześniej testowałem S3, które też ma pod maską 2 litrowy motor, jednak mimo niedoboru cylindra, auto brzmiało zdecydowanie lepiej. Skrzynia biegów za bardzo przypomina przekładnie w Skodzie Octavii, czy Volkswagenie Polo, co może tam dobrze działa, jednak w sportowym S1 precyzja jest mocno niewystarczająca, zaś drogi przełożeń są tak odległe od siebie, jak Kraków i Gdańsk.

Konsola centralna (tu też to poruszę) jest tak okropna, że nie można na nią patrzeć, ekran MMI nie otwiera się elektrycznie, a za pomocą palca, który naciska na zewnętrzną obudowę wyświetlacza w celu wysunięcia go z kokpitu. Najcięższy zarzut jest jednak taki, że jak bardzo nie bawiłbyś się tym S1, nie dostarczałby Ci tylu endorfin co dużo, dużo tańszy (jak bardzo? Cierpliwości) Ford Fiesta ST, czy nawet trochę tańsze MINI.

Podczas jazdy odnosiłem wrażenie, że co bym nie robił z S1, ten ciągle był myślami gdzieś daleko, jakby zastanawiał się, czy odwiozłem dzieci do szkoły (a przecież ich nie mam), albo czy może nie zapomniałem kupić w sklepie mleka (a tego białego płynu po prostu nie cierpię). Przecież nie o to chodzi. Małe GTI powinno nie spocząć, póki nie sponiewiera wszystkich rywali spod świateł, po czym zgubi ich w labiryncie miejskich uliczek, a największą radością z tego drogowego hultajstwa powinien być obdarzony kierowca, razem ze swoimi pasażerami. Tu tego nie zaznacie. Szkoda.

Wspomniałem coś o cenie. Uprzedzam, że to będzie pigułka, którą ciężko będzie przełknąć. Po pierwsze dlatego, że cena wyjściowa S1 Sportbacka rozpoczyna się od 132 tysięcy złotych. A przecież kupujecie auto wielkości Skody Fabii. Żeby przejść zawał, musicie wybrać m. in. dwubarwne nadwozie, ogrzewanie foteli przednich, MMI, audio Bose, wielofunkcyjną kierownicę, czy 18 calowe koła. Za prezentowany model trzeba zapłacić zdrowo ponad 181 tysięcy. Pewnie powiecie, że MINI Cooper S Works kosztowałby podobne pieniądze, co pewnie będzie prawdą. Nie będzie mnie to jednak interesowało, bo mając taką ilość pieniędzy, wolałbym zainwestować w prawdziwą gwiazdę chuligańskich hot hatchy – Mercedesa A45 AMG.




















Fot. Marcin Koński

poniedziałek, 17 lutego 2014

Europejska dominacja


Nie da się ukryć, że zdecydowanie najlepsze samochody pochodzą z kolebki motoryzacji – ze Starego Kontynentu. To tutaj można kupić najbardziej wyrafinowane technicznie i technologiczne auta. Niemcy, Włosi, Francuzi, przy czym ci pierwsi wiodą zdecydowany prym nie tylko na europejskim rynku, ale i na całym świecie. A co dziś przygotowałem? Zobaczcie sami.





1. Mercedes-Benz S Coupe

Fot. Mercedes-Benz


Tak prezentuje się następca Mercedesa CL. Patrząc na przód można mieć skojarzenia z modelem CLA za sprawą kształtu grilla i przednich świateł, za to tył stał się obiektem drwin, gdyż wszystkim przypomina Renault Lagunę Coupe. Może i tak, ale moim zdaniem i tak prezentuje się co najmniej ciekawie. Pod maską początkowo znajdzie się tylko jeden silnik – o pojemności 4,7 litra i mocy 455 koni.

Ciekawostką jest udoskonalony system Magic Body Control, który będzie przechylać nadwozie na zakrętach, by pasażerowie nie byli narażeni na przeciążenia boczne. Pomysł zupełnie bez sensu, bo ciężko mi uwierzyć, by wielkie GT było w stanie zapewnić przeciążenie boczne sprawiające, że wyleje się woda z kubka. Drogowe pendolino będzie można po raz pierwszy zobaczyć na salonie w Genewie.

2. Audi S1/S1 Sportback
Fot. Audi


Może to kwestia koloru nadwozia, albo po prostu wydatniejszej lotki nad szybą, ale zdecydowanie bardziej podoba mi się wersja Sportback. A to dziwna rzecz, ponieważ zawsze upierałem się, że lepszą wersją nadwoziową dla hot hatcha jest 3 drzwiowa. Nie mniej jednak oba auta mogą dużo namieszać wśród najmniejszych GTI. 2 litrowe turbo z Golfa GTI Performance (wzmocniony dodatkowo o... 1 koń mechaniczny!) gwarantuje sprint do 100 km/h w 5,8 sekundy i osiągnięcie 250 km/h. Wewnątrz to, co wyróżni samochód od zwykłych A1, to pedały ze szczotkowanego aluminium i kubełkowe fotele. Auto nie będzie dużo droższe od MINI Coopera S – ceny mają zaczynać się od 120 tysięcy złotych.

3. Ferrari California T
Fot. Ferrari


Nadeszła pora na przedstawienie najnowszego modelu Ferrari – California. Jak widać nie zdecydowano się na kontynuację kształtu świateł znanego z modeli LaFerrari, 458, FF i F12. Nowa California nie ma też już pionowego układu wydechowego z tyłu i świateł stop na wysokości tablic rejestracyjnych. Znalazł się za to – pierwszy raz od czasu F40 – turbo. I to w silniku z Maserati Quattroporte. Podobno w aucie z Cavallino Rampante ma nie mieć turbodziury, a 560 KM i 755 Nm mają być gwarantem sprintu do 100 km/h w 3,6 sekundy i 316 km/h prędkości maksymalnej. Oficjalna premiera ma odbyć się na szwajcarskiej ziemi już w marcu.

4. Renault Twingo
Fot. Renault


W czasach, kiedy nawet BMW przechodzi na złą stronę mocy i zaczyna stosować napęd na przód, Renault w swoim najmniejszym maluchu stawia na RWD. Mało tego, silnik również znajdzie się po tej samej stronie nadwozia, co napęd. To pozwala na okrzyknięcie najfajniejszym małym autem na rynku. Nie spodziewajcie się jednak, że Twingo będzie mieć w ofercie – przynajmniej teraz – coś mocniejszego. Z tego, co widać na tylnej klapie, będzie to silnik TCe i raczej będzie mieć 900 centymetrów sześciennych. Ja już nie mogę się doczekać, kiedy dostanę go w swoje ręce.

5. Volkswagen Scirocco/Scirocco R
Fot. Volkswagen


Jak można się było spodziewać po Volkswagenie, zmiany nie będą rzucały się w oczy. Poprawiono światła, zderzaki i klapę bagażnika. Ponadto znalazło się kilka nowych kolorów nadwozia i wzorów felg, oraz dodano rząd wskaźników na szczycie deski rozdzielczej, znanych z Garbusa. Zdecydowanie też uszczuplił się asortyment dostępnych wariantów silnika 1,4 TSI, który w tej chwili ograniczy się do wersji 125 konnej. 2 litrowe TSI ma za to dostarczać 180, 220 i 280 KM, zaś diesel o tej samej pojemności ma oferować 150, bądź 184 konie. Nowe Scirocco ma pojawić na rynku za pół roku.

piątek, 23 listopada 2012

Szybkie i nieznane: Invicta S1

Fot: gomotors.net


Invicta, to najstarsza marka samochodów, która nie osiągnęła zbyt wiele. Z przerwami ten brytyjski producent produkował auta od 1925 roku. Obecnie produkowane modele zaprezentowano w 2002 roku na salonie samochodowym w Birmingham (może też właśnie dlatego nikt o nim nie wie), a pierwsze modele zostały wyprodukowane rok później.

Auto jest osadzone na stalowej ramie, do której złożono nadwozie z włókna węglowego. Dla poprawienia poczucia bezpieczeństwa drzwi oraz zderzaki wzmocniono dodatkowo Kevlarem. Samochód ma idealny środek ciężkości, poprzez zastosowanie silnika z przodu i 100 litrowego zbiornika paliwa z tyłu. 

Invicta hamuje na 350 mm tarczach hamulcowych z przodu i aż 340 mm z tyłu. Najciekawsze tutaj jest jednak własnej produkcji zawieszenie, które bez większych modyfikacji może sprostać standardom wyścigów GT.

Najmniej ciekawym elementem jest jednak nadwozie, które jest po prostu nieproporcjonalnie brzydkie. Nie za długi przód, długa kabina i prawie tak samo długi tył. Idealnie wpasowałby się bardziej w samochód do gry GTA, ponieważ wygląda lekko karykaturalnie. Najśmieszniejsze jednak przed wami. Tym czymś są... tylne światła zapożyczone z Volkswagena Passata B5 i przekręcone o 90 stopni. W aucie za 150 tysięcy funtów (czyli prawie 800 000 zł) to po prostu niesmaczny żart.


Do napędzania tego brzydala służy uturbione 5 litrowe V8 o mocy 608 KM. W połączeniu z niską masą prawie 1400 kg daje nam przyspieszenie do 100 km/h w 3,8 sekundy i prędkość maksymalną na poziomie 322 km/h. Dziesięć lat temu musiało to robić wrażenie, bo obecnie sportowe limuzyny BMW i Audi są w stanie dostarczyć podobnych wrażeń.





Fot: seriouswheels.com
Fot: mad4wheels.com


Fot: rsportscars.com
Fot: supercarford.blogspot.com