Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renault. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renault. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 marca 2015

Ostatecznie Genewskie premiery, część 4/6

18. Suzuki iK-2 Concept
Fot. Suzuki

Suzuki postanowiło iść na całość i obok potencjalnego następcy Jimny, zdecydwało się pokazać coś, co mogłoby zastąpić obecnie produkowanego Swifta, a iK-2 jest zwrotnym mieszczuchem, który idealnie wpasowywałby się w segment dobrze znanego modelu. To, co charakteryzuje iK-2 to bardzo wyraźne przetłoczenia, stosunkowo niewielkie reflektory oraz niewielki grill w kształcie trapezu. Pod maską znajdzie się nowa jednostka z rodziny Boosterjet o pojemności 1 litra.

19. Porsche 911 GT3 RS
Fot. Porsche

Jeśli jeździłeś 911 GT3 991 i jakimś cudem dochodzisz do wniosku, że Ci za mało, to musisz być „niezłym hardkorem”. Na szczęście GT3 to nie jest ostatnie słowo, na jakie stać Porsche, ponieważ nie widać jeszcze ani GT2, ani GT2 RS, ale jeśli chodzi o torowe zabawki, to całkowicie powinien usatysfakcjonować Cię równie hardcore-owy GT3 RS. Dlaczego? Bo ma największy, wolnossący silnik w historii – to 6 cylindrowy, 4 litrowy motor o mocy 500 KM  i gromadzie niutonometrów wynoszącej 480. W takich okolicznościach sprint do 100 km/h trwa 3.3 sekundy, do kolejnych 100 już niespełna 11 sekund.

To jeszcze nie koniec nowinek – w porównaniu do „zwykłego” GT3, RS ma szerszy rozstaw kół, szperę ze zmiennym rozdziałem momentu obrotowego oraz tylną skrętną oś. Samo nadwozie jest zapożyczone z 911 Turbo, jednak z pewnymi modyfikacjami. Dach został wykonany z magnezu, maska i pokrywa silnika oraz błotniki wykonano z plastiku wzmocnionego włóknem węglowym. Z resztą większość podzespołów jest w większym, bądź mniejszym stopniu odchudzona. Dlatego też masa własna wynosi 1420 kg (o 10 kg mniej, niż w GT3). Jeszcze jednym niuansem są wyloty powietrza na przednich błotnikach. Ich istnienie nie służy chłodzeniu tarcz hamulcowych, a... zwiększaniu docisku przedniej osi.

Pozostaje też kwestia Nurburgringu – GT3 RS zrobiło okrążenie o 9 sekund szybciej (7 minut 20 sekund) od wspaniałej Carrery GT, a żeby ściągnąć Was na ziemię, to dodam, że w Polsce auto kosztuje 887 600 zł.

20. Lamborghini Aventador LP750-4 SV
Fot. Lamborghini

Przepis na nowego Aventadora SV wydaje się być banalnie prosty. Wystarczy podnieść moc, zwiększyć przyczepność i obniżyć masę. Nic prostrzego. 6.5 litrowe V12 z Sant’Agata Bolognese rozwija 750 KM i 690 Nm. Te wartości nie mają zbyt wiele do dźwigania, bo 1525 kg (50 kg mniej, niż w normalnym Ave) przekłada się na sprint do 100 km/h w 2.8 sekundy, zaś prędkość maksymalna ma przekroczyć 350 km/h.

Przejawem odchudzania się za wszeką cenę jest szersze zastosowanie w nadwoziu i konstrukcji włókna węglowego. Karbon znajdziecie między innymi w ramie, panelach drzwi, wlotach powietrza, spoilerze, nakładkach na progi, czy zderzakach. Co do skrzydła to rzekomo zwiększa docisk tylnej osi o solidne 170% a za taki i inne dodatki trzeba zapłacić 1 355 000 złotych. Bez podatków.

21. Lexus LF-SA Concept
Fot. Lexus

Patrzę i oczom nie wierzę. Co też ten Lexus zrobił! Jedno jest pewne – z przodu nie zmieści się nawet mała, włoska tablica rejestracyjna, więc nawet nie ma co myśleć o takim samochodzie po naszej stronie świata (w USA są stany, gdzie obowiązkowa tablica jest wyłącznie z tyłu). A szkoda, bo wygląda rewelacyjnie. Nie będę nawet zbyt mocno rozwodzić się na temat linii nadwozia, bo na jej temat można byłoby napisać grubą ksiązkę. Nie mniej jednak jakbym miał wybierac lepszą stronę, to bez zastanowienia wskazałbym na tył z mocno podpompowanymi błotnikami i bardzo pochyloną tylną szybą. Trudno wypowiedzieć się na temat zastosowanego napędu. Podejrzewa się, że napęd hybrydowy pochodzi z Toyoty Yaris, zaś sam samochód ma posłużyć do zbadania szans Lexusa w segmencie klasy B.

22. Renault Clio RS220 Trophy EDC
Fot. Renault

Seria Trophy ma się w najlepsze, czego dowodem jest kolejny model Renault sygnowany tą nazwą. Nowe Clio RS 220 Trophy ma zmienioną mapę silnika, większą turbosprężarkę, wydajniejszy kolektor dolotowy i przekonstruowany kolektor wylotowy. Dzięki tym zmianom 1.6 litrowy silnik jest w stanie wykrzesać z siebie 220 KM i 280 Nm. Aby uwydatnić przyrost mocy oraz momentu obrotowego, poprawiono szybkość przekładni (o 30%), a dla lepszego prowadzenia dodatkowo obniżono zawieszenie (o 1 cm z przodu i 2 cm z tyłu), a także zwiększono czułość układu kierowniczego.

Poza tym samochód wyróżnia się matowym białym lakierem, który może być przełamany metaliczną czernią dachu. Poza tym auto toczy się na 18 calowych felgach i jest miejscami oznaczone napisami „Trophy”. W środku Clio RS220 wyróżnia się podgrzewanymi kubełkami, karbonowymi obramowaniami kratek nawiewu z aluminiowymi wstawkami, a także dźwignią zmiany biegów wykonaną z tego samego stopu. Samochód ma trafić na rynek w czerwcu.

wtorek, 10 lutego 2015

Spokojnie! Do Genewy jeszcze miesiąc!

O ile mnie kalendarz nie myli, to od najważniejszych targów motoryzacyjnych na świecie dzielą nas 23 dni, a o nowościach, które zobaczą światło dzienne akurat tam mówi się już od momentu targów motoryzacyjnych w Detroit. Czy to nie za wcześnie? Trochę tak, choć z mojej perspektywy to bardzo dobrze, że wieści zostają rozładowane w czasie. W innym wypadku przez prawie 2 miesiące nie miałbym dla Was prawie niczego do przekazania, zaś nawał nowości (jak w przypadku wspomnianego Detroit) przytłoczyłby mnie na co najmniej dwa dni.


1. Nissan GT-R LM Nismo Racecar
Fot. Nissan

Czytacie GT-R, Nismo i zastanawiacie się gdzie on może się kryć na tych zdjęciach. Główny bohater tej informacji znajduje się przed Wami – jest czerwony, płaski, szeroki i ma skrzydło wielkości wiaduktu. Jeśli oczekujecie, że to coś ma jakiekolwiek konotacje z GT-Rem, o którym możecie przeczytać tutaj, to znowu Was rozczaruje. Pod maską nie ma tutaj 3.6 litrowego V6 z podwójnym doładowaniem. Z tego, co przedstawił producent w reklamie podczas finałów Superbowl (dobrze przeczytaliście), to 3 litrowe V6 Twin Turbo napędza przednie koła (!) i jest zasilane dodatkowym zastrzykiem mocy w postaci systemu KERS.

2. Renault Kadjar
Fot. Renault

Dla jednych będzie to po prostu Renault Kadjar, zaś dla innych (w tym i mnie) to będzie po prostu przestylizowany Nissan Kumkwat. Dlaczego? Wystarczy przyjrzeć się dokładniej sylwetce – podobna linia okien, błotniki. Nawet sama bryła nadwozia nie pozwala oprzeć się wrażeniu, że gdzieś to już było. Z resztą auto kopiowanie ma we krwi, bowiem ten model będzie produkowany w ojczyźnie podróbek, czyli nigdzie indziej, jak w Chinach.

Niemal na pewno można spodziewać się tego, co jest znane w Nissanie – będą odmiany z napędem na przednie, bądź na wszystkie koła (tutaj raczej z topowym turbodieslem o mocy 130 KM). W palecie jednostek znajdziecie również dychawiczne 1.2 DIG-T przemianowane na TCe, a o tym wszystkim będziecie mogli przekonać się już latem tego roku.

3. Ferrari 488 GTB
Fot. Ferrari

Bardzo dużo spekulowało się na temat nowe nazwy odświeżonego 458 Italia. Początkowo mówiło się o 458M, 458M Italia, następnie 458M GTA, no i wreszcie stanęło na 488 GTB. To jednak nie pierwsza rewolucja, bowiem dotychczas wszystkie numery w nazwie modeli Ferrari zawsze miały konkretne znaczenie, np. w 458 Italii, pierwsze dwie cyfry oznaczają pojemność silnika, zaś ostatnia – liczbę cylindrów. W obecnym modelu takie podejście do liczb nie będzie miało najmniejszego sensu. Co prawda pod maską nadal będzie siedzieć V8, ale już o pojemności 3.9 litra, który za pomocą dwóch turbosprężarek będzie produkować 670 KM i 760 Nm. Teraz pora na najlepsze – sprint do 100 km/h ma trwać równo 3 sekundy. Kolejne 100 km/h na prędkościomierzu ma pojawić się 5.3 sekundy później, zaś prędkość maksymalna ma przekraczać 330 km/h. Coś jeszcze? Ponadto, co widać na zewnątrz i w kokpicie, to GTB w porównaniu do Italii jest szczuplejsze o 10 kg.

4. Porsche 911 Turbo Aerokit
Fot. Porsche

Nazwa może sugerować, że nowy zestaw zderzaków dostepny jest wyłącznie do modeli Turbo. Uspokajam więc, że do Turbo S również będziecie mogli zamówić Aerokit. A co wchodzi w jego skład? Nowe zderzaki, progi i spoiler. Co więcej lotka na przednim zderzaku i skrzydło na pokrywie silnika mają regulowany kąt pochylenia, a wszystko dlatego, by siła docisku przy prędkości 300 km/h (w trybie Speed) wzrosła z 9 do 26 kg, zaś w najostrzejszym Performance regulowane lotki przyklejają auto do jezdni z siłą zwiększoną o 18 kg (do 150 kg). Zainteresowani będą mogli przebierać wśród dwóch odmian Aerokita – w kolorze nadwozia, bądź połyskującej czerni.

5. Ford Focus RS
Fot. Ford

Szczerze nie pamiętam bardziej udanego roku dla Forda od 2015. Nowy Raptor, Mustangi Shelby, a teraz Focus RS. Ten jak zawsze wygląda odpowiednio rasowo – wielkie wloty powierza, równie pokaźne końcówki wydechów, pomiędzy którymi gryzie powietrze swoimi zębami dyfuzor, ogromne skrzydło i sowitych rozmiarów felgi, ale nie tylko o to producent postanowił zadbać. Pod maską siedzi długo zapowiadany 2.3 EcoBoost, który odpowiada za wytwarzanie 320 KM. Te zaś po raz pierwszy będą przenosić się na asfalt za pomocą wszystkich kół. I bardzo dobrze, bo niutonometrów jest aż 433. Na tym jednak nie koniec dobrych wieści. Najlepsza z nich jest taka, że skrzynia biegów będzie miała 6 przełożeń i będzie w pełni manualna! Tyle wygrać!

6. Nissan Juke Nismo RSnow Concept
Fot. Nissan

Nissan zaprezentował coś odpowiedniego na wszelki wypadek, jakby jednak zima stulecia miała nas w końcu zaatakować. Co prawda auto nie bazuje na szalonym Juke-R, ale 218 KM wytwarzanych przez silnik 1.6 również powinny być wystarczające do sprawnego wgryzania się gąsienic w śniegu. Nawet jeśli te ważą 370 kg, ale umówmy się – to prawie tyle, ile waży normalnych 4 facetów, siedzących w środku. Inżynierowie chwalą się, że Juke RSnow pomyślnie przeszedł testy w śniegu o głębokości pół metra, rozpędził się do ponad 80 km/h i był w pełni sprawny przy -35oC. W takim razie czekam na zimę pokroju tej z filmu Pojutrze.

7. Porsche Cayman GT4
Fot. Porsche

Oto i on! Najbardziej wyczynowy Cayman i – jak na chwilę obecną – ostatni element serii GT. Mówi się, że Cayman GT4 w końcu jest szybszy od 911 i wszystko wskazuje na to, że musi być to prawdą, bo silnik jest zapożyczony z 911 Carrery S. Ten zaś legitymuje się mocą 385 KM. To stado trafia na tylne koła za pomocą 6 biegowej, ręcznej skrzyni biegów, co oznacza, że osiągnięcie setki w 4.4 sekundy zależy tylko i wyłącznie od Was samych. Prędkość maksymalna wynosi 295 km/h. Jeśli chcecie mieć Caymana GT4, to możecie już składać zamówienia. Pierwsze sztuki gotowe do odbioru trafią do klientów w maju.

8. Opel Corsa OPC
Fot. Opel

Długo nie musieliśmy czekać na usportowioną Corsę. Większe jest tutaj chyba wszystko – spoilery, koła, końcówki wydechów oraz wloty powietrza. Te ostatnie mają konkretne zadania. Przede wszystkim muszą doprowadzić do silnika odpowiednio dużo tlenu, który potem będzie musiał być równie efektywnie wydalony w postaci dwutlenku węgla. Po co więc tyle powietrza? Po to, by 1.6 litrowy silnik wykrzesał z siebie 207 KM i 245 Nm (z overboostem 280 Nm). Te parametry za pomocą 6 biegowej, ręcznej przekładni rozpędzają Corsę do 230 km/h mijając kreskę z numerem „100” po 6.8 sekundy. Jeszcze jedną ciekawostką jest opcjonalny pakiet wyczynowy, zawierający większe koła i hamulce, sztywniejsze zawieszenie, a także mechaniczną szperę.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Premiery w grach zaczynają mieć coraz to większe znaczenie

Tak, wiem, że już o tym gdzieś kiedyś wspominałem. Coraz bardziej zadziwia mnie rosnące zainteresowanie producentów na chwalenie się swoimi odważniejszymi pomysłami w grze Gran Turismo. Jeszcze kilka lat temu takiego pomysłu dopuścił się bodajże jedynie Citroen i długo trzeba było czekać na to, by inni producenci zaczęli się zagłębiać w temat samochodów pokazywanych wyłącznie za pośrednictwem konsoli do gier. Kto wie, czy ta droga nie będzie przyszłością, która wyprze dotychczasowe targi motoryzacyjne na świecie. Tylko sobie wyobraźcie. Genewa, Detroit, Tokio, Lipsk, Paryż, czy nawet nasz mało znaczący przy reszcie Poznań mógłby być dostępny dla każdego na całym świecie za pomocą jedynie konsoli do gier. Skoro coraz więcej producentów zaczyna się interesować „Hot Wheelsami” (czyli samochodami przypominającymi normalne auta tylko w szczególe), to czemu nie? Może to w końcu popchnęłoby mnie do zainwestowania w to centrum domowej rozrywki, gdyż mój laptop już przynajmniej od 2 lat wypadł z obiegu, a nie mam ochoty inwestować kolejnych ciężkich pieniędzy na następny, tylko po to, by móc na nim grać przez 2-3 lata. Konsola jest dużo tańsza i wystarcza na dłużej.

1. Renault Alpine Vision Gran Turismo Concept
Fot. Renault

Czy Alpine mogłoby lepiej świętować 60 urodziny marki? Nie, może inaczej. Czy Renault mogłoby lepiej świętować 60 urodziny marki Alpine? Oczywiście, że mogło. Przecież mogłoby wybudować przynajmniej jedną sztukę tego naleśniora, a tak to będzie można nacieszyć nim oczy wyłącznie przez ekran, do którego podłączona zostanie konsola z grą Gran Turismo 6. A szkoda, bo jeżdżący koncept byłby nie lada gratką dla dziennikarzy motoryzacyjnych, którym udałoby się dostać do VGTC.

No ale koniec gdybania, czas na fakty – auto pojawi się z darmową aktualizacją 3 marca, ma być zbudowane w pełni z włókien węglowych i ważyć równo 900 kilogramów. Jak sami więc widzicie wcale nie będzie trzeba dużo, by ta deskorolka mogła szybko jeździć, jednakże peu będziecie mogli odnieść jedynie do czasu przyspieszenia, bo to faktycznie będzie niewielkie. Wszystko za sprawą 4.5 litrowego V8 o mocy 450 KM i 580 Nm, który za pośrednictwem sekwencyjnej, 7 biegowej przekładni będzie kierować wspomniane wartości na tylne koła. Te zaś będą w stanie katapultować samochód do prędkości 320 km/h.

2. Infiniti Q70/Q70 L
Fot. Infiniti

Ostatnimi czasy Infiniti dość gęsto raczy nas swoimi nowymi projektami, co mnie bardzo cieszy, gdyź są to po prostu ładne samochody. Tym razem zaprezentowany został następca seri M, który potem został przemianowany na Q70. To, co wyróżnia go na tle poprzednika, to jeszcze wyraźniej poprowadzone przetłoczenia, nowy, bardziej charyzmatyczny grill, groźniej wyglądające zderzaki, lusterka, światła i smuklej poprowadzona linia bagażnika. W sumie to można byłoby powiedzieć, że zdecydowanie bliżej tu do face liftingu, niż całkiem nowego modelu.

Jak zapewnia producent, nowe Q70 ma zapewnić godziwy komfort pasażerom zarówno z przodu, jak i na tylnej kanapie, ale nie tylko za pomocą skórzanej tapicerki i szaletnego wykończenia. Na straży wygody mają też stać wyposażenie tj. podgrzewane siedzenia, lampki do czytania, 12 woltowe gniazdka, rozbudowany system Audio, czyli właściwie wszystko to, w co wyposaża się konkurencję. Gama silnikowa ma rozpoczynać się 2.1 litrowym turbodieslem o mocy 170 KM i 400 Nm, następnie znajdą się benzynowe silniki V6 i V8 (o mocach odpowiednio 330 i 420 KM; ten ostatni w Polsce niedostępny), zaś na końcu palety ma znajdować się hybrydowa jednostka (z Q50) o mocy 360 KM. Samochód można już zamawiać w salonach dealerskich – ceny zaczynają się od 189 tysięcy zł.

A, zapomniałbym. Wersja przełdużona zapewnia pasażerom z tyłu dodatkowe 15 centymetrów przestrzeni na kolana.

3. Volkswagen Golf GTD Variant
Fot. Volkswagen

Skoro jest już SEAT Leon ST z tym silnikiem oraz Skoda Octavia Combi RS TDI, to nie mogło też zabraknąć flagowego wariantu koncernu, jakim jest Volkswagen Golf. Tutaj usportowiony diesel jest oznaczony literami GTD, toteż ten wariant również został nimi ochrzczony. Co one oznaczają? Mniej więcej tyle, co 2 litry pojemności, 184 KM, 380 Nm, 7.9 sekundy do 100 km/h i 230 km/h prędkości maksymalnej.

Ponadto samochód wyróżnia się obniżonym zawieszeniem, zmienionym zderzakiem z przodu oraz grillem, biksenonowymi reflektorami, a także opcjonalnie 18 calowymi felgami aluminiowymi i czerwonymi zaciskami hamulców (ten kolor chyba już nigdy nie znudzi się producentom). Golf GTD Variant ma pojawić się na rynku po genewskich targach motoryzacyjnych (w Polsce zapewne po poznańskich).

środa, 17 grudnia 2014

Wyścig na ¼ mili – Renault Twingo Energy TCe 90


Warm Hatch, jakiego dawno nie było

Waży mniej, niż tonę, ale pomimo niezbyt imponującej mocy może zwracać na siebie uwagę paroma względami. Silnik z tyłu, napędzający tylną oś. Jeszcze niedawno w Polsce był całkiem podobny samochód – FIAT 126p – ale ten nawet z Warm Hatchem miał tyle wspólnego, co z Porsche 911.

Najpierw pewnie zechcielibyście lekkiego wyjaśnienia, bo od kiedy klasa samochodów GTI rozrosła się do tego stopnia, iż zaczęto nadawać im kolejne nazwy, coraz trudniej się w tym wszystkim połapać. Hot Hatche, to typowe samochody segmentu GTI, które są dość szybkie, a nawet bardzo szybkie, jednak nie mogą się jeszcze pochwalić osiągami godnymi samochodów sportowych z prawdziwego zdarzenia. Przynajmniej według mnie. Takowymi wynikami mogą poszczycić się auta, które określiłem, jako Super Hatch. Są wyposażone w silniki o mocy ponad 300 KM i umieją rozpędzić się do 100 km/h w mniej, niż 5 sekund. To dość młoda kategoria, bowiem tego typu samochody można zliczyć na palcach jednej ręki. Volkswagen Golf R, Audi RS3, BMW M135i, MercedesA45 AMG. W drodze wyjątku można byłoby dodać jeszcze Renault Clio Sport V6, za centralnie umieszczony silnik (zaraz za fotelami) V6. To było chyba najbardziej zwariowane GTI na świecie.

Przerwałem na dłuższy czas pisanie, bo rozmarzyłem się o własnym Clio V6. Koniecznie będę go mieć, ale wracając do tematu. Jak widzicie, poza samochodami klasy GTI, bez problemu znajdziecie w ofercie coś, co znajdzie się pomiędzy zwykłymi, miejskimi autami, a szybkimi Hot Hatchami. Owe samochody nazywa się mianem Warm Hachy. Nie powalają może mocą, ani tym bardziej osiągami, ale stanową idealny wstęp do sporo mocniejszej ligi. Takie auta mają też jedną bardzo ważną zaletę – w dużo łatwiejszy sposób można osiągnąć maksymalny potencjał aut, co wcale nie umniejsza radości za kierownicą, za to bardzo buduje młodych, niedoświadczonych kierowców.

To, co teraz oglądacie, może nie wygląda, jakby miało sprawiać nieziemską radość z jazdy. Nie ma tutaj wielkich kół, spoilerów, ani pokaźnego wydechu. Nawet jeśli popatrzycie na to auto z tyłu, to stwierdzicie, że jest wyższe niż szersze, a pomimo tego idea Warm Hatcha zaszczepiona jest tu perekcyjnie, o czym opowiem Wam za chwilę. Nadwozie nawiązujące do dobrze znanego Renault 5 charakteryzuje się okrągłymi światłami LED-owymi do jazdy dziennej, gdzie na każdy reflektor przypadają cztery żarówki. Element numer dwa, to spadzista, duża szyba pełniąca funkcję klapy bagażnika, trzy to felgi, które wyglądem przypominają te z „resoraków” i to byłoby właściwie na tyle.

Wnętrze z pewnością trudno będzie zaliczyć do nudnych, gdyż typowa czerń dość często przełamuje się z czerwonymi tkaninami i plastikami na desce rozdzielczej, a jeśli popatrzycie na fotele (z zintegrowanymi zagłówkami), obramowanie lewarka zmiany biegów oraz loga i przeszycia na kierownicy, to znajdziecie też trzeci kolor – biały. Pod tym względem kabina Renault Twingo niczym nie ustępuje szalonemu kokpitowi bliźniaczego Smarta fortwo. Znajdziecie tu nawet... torebkę, która wewnątrz pełni rolę schowka przed pasażerem (schowek da się bez problemu wyjąć, zaś w środku znajdziecie pasek do przewieszenia przez ramię). A skoro znajdujemy się środku usportowionego mieszczucha, to znajdą się tu również aluminiowe nakładki na pedałach i gałkę dźwigni zmiany biegów wykonaną z tego samego materiału. Aż chce się przekręcić kluczyk w stacyjce.

Krótkie jęknięcie rozrusznika budzi do życia jeden z najmniejszych silników dostępnych na rynku. I to doskonale słychać i czuć, gdyż turkot trzech cylindrów jest bardzo wyraźnie słyszalny, zaś dla nieprzekonanych, Twingo przygotowało dość silną terapię wstrząsową – wibracje przy wolnych obrotach są więcej, niż odczuwalne, a to znaczy, że mogą irytować. Nie mniej jednak wybaczam jej braki dobrego wychowania, ponieważ silnik: 1. Znajduje się tam, gdzie jest bagażnik; 2. Jest pierońsko skuteczny!

Malutki silnik 0.9 wyposażono w turbodoładowanie, czego efektem jest moc 90 KM i moment obrotowy na poziomie 135 Nm. Jeśli dodacie do tego masę własną wynoszącą mniej, niż tona, otrzymacie samochód, którym naprawdę da się szybko jechać. 100 km/h pojawia się na prędkościomierzu po niespełna 11 sekundach, zaś prędkość maksymalna przekracza 160 km/h. Sam silnik okazuje się być wystarczająco elastyczny przy dość szerokim zakresie obrotów, ale dopiero w górnych partiach pokazuje, na co je stać, czego objawem jest wyraźne kopnięcie w plecy. Od tego momentu wskazówka pnie się po skali w zaskakująco szybkim tempie, co dla pewnych siebie ścigantów staje się już nie lada problemem. W końcu taka miejska zabawka nie może z nimi igrać, a co gorsza – broń Boże! – sponiewierać ich.

Żeby było jeszcze śmieszniej dodam, że w końcu i z takich twardzieli Twingo potrafi spuścić powietrze pokazując, że małe miejskie autko też ma pazury. A jeśli myślicie, że skoro samochód ma mały silnik, to wcale nie brzmi, to Was rozczaruje. Brzmi! I to z pewnością lepiej niż Wasze auto! W zakrętach również nie będzie się gorzej zachowywać, mimo zdecydowanie mniejszych rozmiarów nadwozia i opon. Sztywne zawieszenie bardzo dobrze radzi sobie z utrzymywaniem auta w ryzach, co oznacza, że można je zaatakować z dość sporą prędkością. Szkoda tylko, że jedynym sposobem na dezaktywację kontroli trakcji jest wypięcie odpowiedniego bezpiecznika, bo coś czuję przez skórę, że zarówno w deszczowy dzień, jak i zimą Twingo będzie sprawiać ogromną ilość frajdy.

Znaczy się wiem, że na mokrej nawierzchni można sprowokować do wyjechania tylnej osi przed szereg (co niestety dość szybko, ale łagodnie koryguje ESP). Trzeba przy tym jednak uważać, by nie spalić bardzo delikatnego sprzęgła, bo charakterystyczny, metaliczny swąd szybko dociera do nosa. Podsumowując, Renault Twingo z 90 konnym silnikiem to świetna propozycja, która poza sprawdzeniem się w mieście (przede wszystkim brawa za zwrotność!), potrafi popisać się osiągami, miło Was nimi zaskakując.

Wystarczy, że przygotujecie minimum 46 tysięcy złotych (za wersję 0.9), ale jeśli chcielibyście wyposażyć samochód do poziomu testowego, musielibyście wybrać topową wersję wyposażeniową i dokupić do niej lakier metallic, podgrzewane fotele oraz nabyć kilka pakietów: Sport, Klimat Plus oraz Connect & Go. Cena końcowa powinna zamknąć się na poziomie 58 250 zł.




















Fot. Marcin Koński