Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeep. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeep. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 listopada 2014

Wyścig na ¼ mili – Jeep Grand Cherokee SRT


Bestia


Jeśli myślisz, że tak nazwany może być jedynie samochód prezydenta USA, to wierz mi, że przy Jeepie Grand Cherokee SRT ta limuzyna będzie co najwyżej diabłem tasmańskim.


Na początku przybliżę rysopis Cadillaca One, na wypadek, jakbyście nie kojarzyli auta. Wielka, czarna limuzyna z gigantycznym grillem i równie okazałymi kołami. Krótko mówiąc jakieś 5,5 metra długości i 177 cm wysokości. Ponadto samochód „uzbrojony” jest w 5 centymetrowe opancerzenie, zaś same szyby są grubości 12,5 cm. Ponadto w wyposażeniu są butle z tlenem oraz krwią dla głowy państwa amerykańskiego, zaś w razie ataku auto może bronić się zasłoną dymną i podczerwonymi granatami dymnymi. Całość waży 8 ton i kosztowało około 1,5 miliona złotych.


Przyznam szczerze, że niezbyt trudno o droższą opancerzoną limuzynę, więc wartość tzw. Bestii z całym osprzętem można uznać za promocyjną. Co więcej, osiągi również ciężko uznać za elitarne. Fakt, turbodiesel V8 o pojemności 6.6 litra robi wrażenie, ale moc oscylująca w granicach 300-330 KM już nie. Zupełnie inaczej wygląda sprawa z momentem obrotowym, który wynosi albo 705, albo 841 Nm (w zależności od wersji silnika). Jeśli jednak pamiętacie ile ten samochód waży, z pewnością zrozumiecie, że do najszybszych to on nie należy. Z drugiej jednak strony to chyba jeden z najszybciej rozpędzających się do prędkości maksymalnej pojazdów na świecie. Do 96 km/h „Bestia” rozpędza się w 15 sekund.


To skoro przedstawiłem Wam bestię tylko z nazwy, to pora przejść do auta, któremu zdecydowanie bardziej należy się ten tytuł. Panie i Panowie, oto Jeep Grand Cherokee SRT.  Nie jest może tak duży jak Cadillac One prezydenta Obamy, ale i tak swoimi rozmiarami budzi nie tylko szacunek, ale i strach. Wystarczy spojrzeć w lusterku wstecznym na szybko zbliżające się gniewne LED-owe oczy i bardzo agresywnie narysowany spoiler, by ze strachu automatycznie zjechać na prawy pas. O masce nie wspominałem, bo we wstecznym lusterku normalnego samochodu praktycznie nie ma szans jej dostrzec. A to właśnie tam znajdują się ogromne wyloty wściekle gorącego powietrza. Z profilu auto nie zmieniło się praktycznie wcale względem grzeczniejszych Grand Cherokee. Jedyne, co zauważyłem, to plastikowe wstawki w tylnych nadkolach, których zadaniem jest całkowite ukrycie szerokich walców oraz gigantycznych rozmiarów tarcze hamulcowe z niewiele mniejszymi zaciskami od Brembo.


Tył zdradza chyba najwięcej bestialskiego zacięcia i chyba nawet wiem dlaczego. To ta strona będzie najczęściej oglądana przez innych użytkowników dróg. Dlatego też tutaj znajdziecie lekko przestylizowane światła, ogromną lotkę dachową, bardzo masywny zderzak oraz dwie, rozszerzające się końcówki wydechu, który przemawia soczyście, groźnie i gęsto – wręcz dżdżyście, ale o tym trochę później. Dla jasności na klapie widnieją tylko trzy literki będące potwierdzeniem najgorszych obaw dla tych, którzy zadarli z niewłaściwym Jeepem pod światłami.


Ale to nie jedyne miejsce, gdzie znajduje się skrót „Street & Racing Technology”. Wewnątrz jest ich kilka, począwszy od oparć siedzeń, a kończąc na kierownicy. Samo wnętrze robi dużo lepsze wrażenie, niż w np. Overlandzie, jednak nadal nie udało się uniknąć plastiku spływającego na tunel środkowy, czy absurdalnie przeładowanej kierownicy. Pomijając jednak te drobne szczegóły, wszystko wygląda tak, jak powinno się prezentować od początku. Jest tu wszechobecna skóra, listwy wykończeniowe utrzymane w sportowym szyku, odpowiednio wyskalowane zegary, aluminiowe nakładki na pedały, bardzo przyjemnie grające audio, poprawione polskie menu (podobno jestem pierwszy, który testował zaktualizowany system i stwierdzam, że teraz nie mam do czego się przyczepić), całe mnóstwo przestrzeni, zwłaszcza na tylnej kanapie i najważniejsze – przycisk, który równie dobrze mógłby wystrzelić rakiety z głowicami jądrowymi, jednak został zamontowany, by budzić do życia ciut słabsze serce.


Nie znaczy, że nie jest odpowiednio wybuchowe, bo jest. I to jak! Potwór zbudowany według starej dobrej receptury, która nazywa się HEMI ma 6.4 litra pojemności, 468 najsilniejszych amerykańskich koni mechanicznych i 624 rwących asfalt niutonometrów. Taki zestaw rozpędza do 100 km/h ważącą ponad 2300 kilogramów górę żelastwa w 5 sekund i ustaje w przyspieszeniu dopiero po osiągnięciu 257 km/h. Czuć to dosłownie zawsze i wszędzie, czy przemierzacie wiejską szutrową drogę, czy też autostradę, Grand ma niewyobrażalnie dużo mocy. Wystarczy tylko wdusić czerwony guzik zagłady, by usłyszeć jęknięcie rozrusznika podobnego do tego, jaki uruchamia potężne dragstery, by chwilę potem ustąpił miejsca grzmotu.


Oczywiście uruchamiam silnik wedle starej zasady – przy otwartych drzwiach, by móc w pełni delektować się głębią pomruku niedestylowanego przez nadwozie. Grzmoty dobiegające z wydechu po uruchomieniu są tłuste i przeładowane testosteronem, ale to nic w porównaniu z tym, jak brutalnie i głośno potrafi zaryczeć SRT przy obciążeniu. To trzeba przeżyć na własnej skórze, bo żadne video na YouTube nie odda w pełni tych wszystkich smaczków, jakie towarzyszą wgniataniu pedału gazu. A jeśli przeholowalibyście z gazem przed zakrętem, to zdradzę, że to chyba pierwszy Jeep, który nie boi się szybko wjechać w wiraż.  Poważnie! Jeep zdaje się pokonywać zakręty niewzruszenie, jakby wcale nie urodził się w Toledo w Ohio, a pochodził z Monachium w Bawarii.


Do tego spalanie. W mieście faktycznie osiągnąłem lekką ręką 30 litrów na 100 km, jednak po wyjechaniu na trasę, spokojnie można zredukować konsumpcję silnika o połowę, dzięki systemowi odłączania cylindrów. Co więcej, przy spokojnej jeździe poza trasą, możliwe jest osiągnięcie spalania – uwaga – niższego, niż 10l/100 km. Jeśli więc twierdzicie, że Grand Cherokee jest zupełnie bezsensownym samochodem, to z czystym sumieniem mówię Wam, że taki nie jest. Ogromny silnik tylko pozornie wydaje się być zupełnie nie przystający do naszych realiów. Jeep jednak pokazuje, że nawet taka bestia wyposażona w odpowiednie nowinki techniczne, może zadowolić się racjonalnymi ilościami paliwa.


Tradycyjnie na koniec pozostawiam kwestię finansową. Jeep Grand Cherokee SRT to najtańszy SUV wyposażony w tak mocny silnik. W sumie to ciężko czymkolwiek z mocą ok. 470 KM przebić cenę 338 tysięcy złotych. Co więcej, wyposażenie auta jest praktycznie kompletne. Jedynymi płatnymi opcjami są lakiery metalizowane, bądź perłowe, beżowa, skórzana tapicerka i odtwarzacz DVD montowany w zagłówkach. Testowy samochód był wyposażony dodatkowo jedynie w głęboki, czarny lakier, co wywindowało wartość SRT do poziomu 342 200 zł. Chyba nie muszę mówić, że rywale z Niemiec kosztowaliby mniej więcej 150-200 tysięcy zł więcej. Przekonani? Bo ja chyba tak.




















Fot. Marcin Koński

poniedziałek, 15 września 2014

Obfity zestaw nowości

Dawno nie było tak wielu nowości motoryzacyjnych. Dziś wachlarz otwiera się na sedanie klasy średniej, sięga przez kompaktowe cabrio, crossovery i kończąc na najjaśniejszej gwieździe Mercedesa tego roku. Po więcej zapraszam niżej.









1. Jaguar XE S
Fot. Jaguar

Mercedes, BMW, Audi i Volvo muszą zacząć się bać. Jaguar ma bowiem bardzo solidny argument dla klientów, którzy nie są zdecydowani na klasyczny wybór auta klasy średniej premium. Zdecydowanie najważniejszym argumentem jest przód wyglądający agresywne jak w XF i XJ. Tył uniesiony nawet trochę mi coś przypomina. Może którąś z ostatnich generacji Mazdy 626, albo Forda Mondeo? Bardziej dociekliwi znajdą tam pas diod utrzymany w schemacie z F-Type-a. Wnętrze to jego chyba najmocniejsza cecha. Jeśli bardzo podoba się Wam wspomniany F-Type, to nie muszę Was dalej przekonywać do XE S. Wewnątrz jest praktycznie to samo – identyczne zegary i kierownica. Bajkowo! Do tego dodajcie 3 litrowy silnik V6 wprost z F-Type-a. Mowa o 340 KM, 450 Nm, 5.1 s do 100 km/h i 250 km/h. Nie wiem jak Wy, ale ja uważam, że na chwilę obecną XE S jest jedną z ciekawszych pozycji w klasie średniej.

2. BMW 2 Convertible/M235i Convertible
Fot. BMW

Wreszcie są. Przyjechały, zastąpiły wysłużone 1 Cabrio i gnając z prędkością do 50 km/h są w stanie złożyć dach (chwała Bogu, że materiałowy) w czasie 20 sekund. Poza tym nie da się zauważyć poważniejszych różnic między coupe, a cabrio. Pod maską będą służyły silniki 2 litrowe zasilane benzyną, bądź dieslem. Te pierwsze będą mogły pochwalić się wariantami mocy 184, bądź 245 KM. Te zasilane mniej szlachetnym paliwem dostarczają na tylną oś 190 KM, ale wierzcie mi. Testowałem coupe z dieslem i okazał się być złotym środkiem między osiągami, a spalaniem (zainteresowanych zapraszam do testu na stronie www.motocollection.pl). Ci, co mniej na to baczą, mogą wybrać sobie prawdziwą bestię spod znaku M (ale jeszcze nie to właściwe M). M235i ma pod maską 3 litry i 326 KM.

3. Jeep Renegade
Fot. Jeep

Hasłem tego samochodu jest „naj!”. Najmniejszy Jeep, najmniejsze silniki, najdzielniejszy w terenie w klasie (przynajmniej w niektórych wersjach) i jest też najbrzydszy. Zacznijmy od końca. Samochód został zbudowany na podwoziu FIAT-a 500X, co oznacza, że jest naprawdę mały. Pytanie co zrobić, by na tak małej powierzchni wcisnąć wszystko, co charakteryzuje Jeepa. Jest pudełkowate nadwozie, jest 7 szczelin wlotu powietrza, są okrągłe światła z przodu, zaś tylne mają motyw „X”, być może nawiązujący do wspomnianej 500X. Drugi punkt, to dzielność w terenie – Renegade otrzyma dwa rodzaje napędu na cztery koła. Pierwszy to Haldex z dołączoną tylną osią, zaś druga opcja uzbrojona jest w reduktor, który pozwoli pokonać dość ambitne przeszkody.

Co do samych silników, to do Europy mają trafić wersje benzynowe – 1.4 (138, bądź 168 KM), 1.6 (108 KM), jak i wysokoprężne 2.0 (też 138, bądź 168 KM, ale za to z 350 Nm). Niewiele mniej będzie wariantów skrzyni biegów. Ma się znaleźć do wyboru 5, bądź 6 biegowy „manual”, skrzynia dwusprzęgłowa i 9 biegowy automat.

4. Honda HR-V
Fot. Honda

Tak będzie wyglądać rywal Suzuki SX-4 i Opla Mokki. Choć to miejski crossover, to na zdjęciach prezentuje się bardzo masywnie, jakby był o klasę większy. Wszystko przez bardzo wyraziste przetłoczenia i solidnie napompowane błotniki (zwłaszcza przednie). Niestety na jego temat nie wiadomo nic więcej. Rąbka tajemnicy producent ma ujawnić dopiero na początku października.

4. Mercedes-Benz AMG GT
Fot. Mercedes-Benz

Na koniec prawdziwa gwiazda – długo zapowiadane AMG GT. Samochód, który mi przypomina pomniejszonego i unowocześnionego SLS-a, co zdradza atrapa chłodnicy, światła, długa maska i linia nadwozia począwszy od pierwszego słupka. Najbardziej podobającym mi się elementem jest wnętrze. Dodam jeszcze, że jest Przesmaczne! Można jeść je łyżkami. Jest tam pełno skóry i aluminium a wszystko urządzono w stylu C klasy. Tak jak ostatnio robi się modne w AMG, pod maską znajdzie się 4 litrowy silnik V8, ale w dwóch wariantach mocy. Słabszy będzie produkował 462 KM, mocniejszy solidne 510 KM (GT S). To przekłada się na sprint do 100 km/h w odpowiednio 4, bądź 3.8 sekundy i prędkość maksymalną rzędu 304, albo 310 km/h.

środa, 30 stycznia 2013

Wyścig na ¼ mili - Jeep Wrangler Unlimited Mountain Edition 2,8 CRD



Cywilizowany na siłę

Pierwsze skojarzenia, kiedy słyszymy słowo Jeep, to niezniszalny pogromca wszystkiego, co można nazwać szeroko pojętym "terenem". Wrangler to chyba ostatni samochód amerykańskiego producenta, którego duch jeszcze się zachował. 


To chyba najbardziej rozpoznawalna terenówka w historii motoryzacji. Samochód ten wyznacza szlaki innych aut zdolnych do jazdy w terenie od czasów, kiedy jego pra-pra-pradziadek – Jeep Willys – wygrywał II Wojnę Światową. Wrangler pomimo wielu lat, ciągle kontynuuje linię stylistyczną swojego przodka, zupełnie jak auto z  innej bajki – Porsche 911.

Trzecia generacja Wranglera została zaprezentowana w 2007 roku. Po raz pierwszy wprowadzono wtedy przedłużone, czterodrzwiowe nadwozie (Unlimited). Pod względem technicznym samochód przeszedł ogromne zmiany – doskonale widać to choćby na przykładzie zawieszenia, które w pierwszych modelach było archaicznie proste(resory piórowe i amortyzatory), ale i bardzo łatwe w naprawie. Obecnie za tłumienie nierówności odpowiada zawieszenie wielowahaczowe z amortyzatorami i resorami.

Prezentowany model to wersja Mountain, która z zewnątrz wyróżnia się 17 calowymi felgami aluminiowymi i satynową atrapą chłodnicy. Do przeniesienia mocy i momentu obrotowego posłużono się skrzynią automatyczną o 5 przełożeniach. To, co siedzi pod maską, to 4 cylindrowy silnik o pojemności 2,8 litra i mocy 200 KM. Moment obrotowy, jakim dysponujemy już właściwie od wartości „jałowych” to 460 Nm. Do dyspozycji mamy napęd na tylne koła, ale możemy też do pracy zaprząc przednią oś za pomocą dźwigni obok drążka skrzyni biegów. Poza tym to dobrze znany nam od lat Wrangler – solidny, twardy i niezwyciężony.

Z całym tym oprzyrządowaniem samochód wydaje się być prawdziwym pożeraczem wertepów. Tym bardziej zastanawia fakt, że aż 90% kupowanych Wranglerów w Polsce trafia do nie tej dżungli, gdzie ich dom – do miasta. Dlatego zadałem sobie bardzo ważne pytanie – czy ten samochód rzeczywiście nadaje się tam?

Moim zdaniem tak bardzo, jak supersamochód nadawałby się do podróży w głęboką puszczę, gdzie schowany jest domek letniskowy. Wrangler, co prawda jest zwrotny (i w tej wersji nadwoziowej całkiem pojemny), jednak jego wymiary zewnętrzne nie pozwalają dorównać pseudoterenówkom w znajdowaniu dla siebie miejsc parkingowych. Jedyną zaletą jest prześwit wynoszący 26 cm, dzięki któremu nie tylko wjedziemy na dowolnej wielkości krawężniki, ale też na mniejsze bloki mieszkalne i kamienice.

Z drugiej strony duży prześwit, to niemały problem przy wsiadaniu. Stopień ułatwiający wejście, co prawda jest, ale zamontowany tak wysoko, że równie dobrze Jeep mógł pomyśleć o instalacji windy. Jak już wdrapiemy się na górę, naszym oczom ukarze się dość nisko poprowadzony, surowy kokpit wykonany z twardych materiałów. Kierownica nie jest duża, ale zamontowana pionowo, co też wymaga przyzwyczajenia. Z niską przednią szybą również musimy się oswoić – później przestaje ona przeszkadzać. Wbrew pozorom widoczność wokół auta jest bardzo dobra, a ogromne lusterka boczne tylko poprawiają możliwości obserwacyjne.

Dłuższe nadwozie to dodatkowe centymetry w drugim rzędzie foteli i większy bagażnik. Dzięki temu auto może przewieźć w przyzwoitych warunkach 5 osób i cały ich pakunek. Wszystkie Wranglery to tak naprawdę kabriolety wyposażone w hard top, który łatwo można zdemontować. Niestety panele nie są w żaden sposób osłonięte matami, przez co w dotyku są (o tej porze roku) nieprzyjemnie zimne.

Podczas jazdy nie jest lepiej. Samochód świetnie radzi sobie z wybieraniem nierówności, jednak gigantyczny profil opony sprawia, że auto nie jest stabilne przy jeździe na wprost. Twarde zawieszenie nie lubi również dynamiczniejszych kierowców, zwłaszcza, kiedy trzeba gwałtownie hamować – jeszcze w żadnym aucie podczas nagłego wytracania szybkości tył nie miał aż takiej tendencji do uciekania jak w tym aucie. Sam kąt uślizgu może czasami okazać się niebezpieczny.

Silnik, to dobra strona Wranglera – pod warunkiem, że nie poruszamy się szybciej, niż 70 km/h. Później dynamika szybko wyparowuje pod względem dużej masy własnej i bryły nadwozia, którego opór aerodynamiczny jest porównywalny do palety z cegłami. Samo brzmienie jednostki na wyższych obrotach jest irytujące – miałem wrażenie, że rozpędzam się w starym Fordzie Transicie. Dodatkowo efekt psuje już archaiczna automatyczna skrzynia, która ze zmianami biegów dość mocno się ociąga. I choć z tą przekładnią moment obrotowy silnika jest wyższa o 50 Nm, to różnica w przyspieszeniu jest właściwie żadna w porównaniu z modelami wyposażonymi z tradycyjną manualną skrzynią biegów. Niepodważalną zaletą automatu jest to, że to chyba jedna z niewielu przekładni, która potrafiłaby hamować silnikiem.

Jeśli już wybierzemy się samochodem gdzieś w teren, musimy pamiętać o dezaktywacji przewrażliwionego systemu ESP, który zaczyna interweniować właściwie zanim auto wpadnie w jakikolwiek poślizg. Wtedy dobra zabawa na kopnym śniegu, czy błocie będzie prawdziwą przyjemnością. Ten rewir to prawdziwa dżungla dla Wranglera, a nie miasto, gdzie auto czuje się trochę jak słoń w składzie porcelany. Cena prezentowanego samochodu wynosi około 150 tysięcy złotych.

Zysk prawie 53 cm długości przekłada się na większą ilość
miejsca dla pasażerów drugiego rzędu oraz
przepastniejszy bagażnik
Satynowe felgi i atrapa chłodnicy, to nie jedyny
wyróżnik odmiany Mountain




Wnętrze wygląda dość topornie i... rzeczywiście takie jest
Na pierwszy rzut oka może tu być ciasno, ale w
rzeczywistości miejsca jest całkiem sporo

Kierownica zainstalowana pionowo wymaga
chwilowego przyzwyczajenia
Automat o 5 przełożeniach okazał się ospały

Zegary są bardzo czytelne. Pod prędkościomierzem
znalazł się kompas

Fot. Łukasz Walas (lukaszwalas.blogspot.com), Marcin Koński



wtorek, 22 stycznia 2013

Detroit znów jest centrum motoryzacji

Ostatni tydzień, to eksplozja premier motoryzacyjnych, których miejsce miało w stolicy motoryzacji – Detroit. Jeep odświeżył niemalże całą gamę oferowanych modeli. Infiniti pokazało średnią sportową limuzynę. Volkswagen przedstawił dużego SUVa, Cadillac ekologiczne coupe, a Nissan przedstawił następcę Note’a i Murano. Ford – gospodarz – pokazał koncepcyjny model Atlas będący zapowiedzią następcy serii F. Acura przedstawiła kolejne wcielenie średniego SUVa – MDX. KIA pokazała kolejne podejście dużej reprezentacyjnej limuzyny – Cadenzy. Chrysler przedstawił kolejną edycję modelu 300. Honda pokazała mały samochód GEAR.

1. Acura NSX
Fot. Acura

To pierwsza taka zapowiedź legendy japońskich samochodów sportowych. Acura/Honda NSX tej generacji będzie jednak bardziej „eko”, trendy, modna, nowoczesna, szybka, sportowa, emocjonująca, itp. Wszystkie te reklamowe hasła na pewno zabłysną jak nie podczas prezentacji, to w czasie reklam, czy na broszurach samochodu. A auto ma wyjątkowo udaną linię. Przód jest bardzo agresywny, ba, to za małe słowo – wręcz bije cię po twarzy podśmiewając się z twojej mamy. Jakby to pokazał Maks Paradys – agresja – 10. Pod maską oczywiście technologia hybrydowa i napęd na wszystkie koła. My jednak czekamy na bardziej bezkompromisowego Type-R.


2.  Aston Martin Vanquish Centenary Edition

Fot. Aston Martin

W zeszłym tygodniu Aston Martin obchodził swój jubileusz – 100-lecie istnienia. Nie ma chyba lepszego prezentu z tej okazji jak specjalna edycja. Prezentowany Vanquish powstanie w 100 egzemplarzach. To, co wyróżnia ten model od innych, to specjalny lakier, którego nakładanie trwa aż 68 godzin. Wszystkie emblematy wykonano z czystego srebra. Wnętrze zdobi skóra, która dotychczas była dostępna wyłącznie w modelu One-77. Jak wspomniałem – to jeden z najładniejszych prezentów, jaki może sprawić producent swoim klientom.


3. Corvette C7 Stingray
Fot. Chevrolet

Ostra i fajna Corvette została dodatkowo poprawiona. Agresja aż kipi z samochodu, choć wielu zarzuca podobieństwo przodu do konkurencyjnego Vipera. Auto ma jeszcze krótszy tył, rząd 4 końcówek wydechu. Powiększono wylot powietrza z błotników, dach z włókna węglowego możliwy do demontażu oraz pokaźna lotka z tyłu auta. Pod maską zawita nowe V8 o pojemności 6,2 litra i mocy 457 KM. Setkę auto połyka w mniej, niż 4 sekundy. Aż ciekaw jestem jak będzie wyglądać Z06 i ZL1.


4. Audi RS7 Sportsback

Fot. Audi


Stało się – Audi pokazało najostrzejszą odmianę swojego gigantycznego fastbacka. Ociekająca agresją sylwetka wzbogacona została doposażona w wielkie zderzaki i pokaźne rury wydechowe, a auto ma, czym straszyć. 560 konne V8 rozpędza samochód do 100 km/h w 3,9 sekundy – pomyśleć, że całkiem nie dawno ten wynik był zarezerwowany dla najszybszego drogowego Ferrari – F50. Auto osiąga standardowe 250 km/h, bądź, jeśli dokupimy odpowiednie pakiety – 280, albo 305 km/h. Audi chwali się, że w czasie spokojnej jazdy tego potwora zaspokaja spalanie poniżej 10l/100 km. Na oficjalne ceny musimy jeszcze poczekać. Szacuje się, że RS7 będzie wart około 600-700 tysięcy złotych.


5. Jeep Grand Cherockee SRT
Fot. Jeep

Po zaledwie dwóch latach od prezentacji postanowiono unowocześnić Grand Cherockee. Auto zyskało nowe światła, oraz inne zderzaki. Najwieksza zmiana zaszła jednak we wnętrzu, gdzie klasyczne zegary zostały zastąpione cyfrowymi. Tak samo prezentuje się sytuacja u najmocniejszego przedstawiciela marki – Cherokee SRT. 470 KM katapultuje wręcz tego giganta do 100 km/h w mniej, niż 5 sekund, a prędkość maksymalna dalece przekracza ustalone 250 km/h, których SRT nie ma zamiaru się trzymać. Nowy model powinien pojawić się w sprzedaży w drugiej połowie tego roku.

5. Mercedes-Benz CLA
Fot. Mercedes-Benz

A klasa od swojego ostatniego debiutu stała się bardzo fajna. Jeszcze ciekawiej zapowiada się sedan-coupe – CLA . To znacząca zmiana producenta tak nudnych i maksymalnie poprawnych samochodów ze Stuttgartu (biorąc pod uwagę starsze „cywilne” auta z klas A-S). Samochód jest najbardziej opływowym autem na świecie – Cx wynosi tu 0,22. Auto rozmiarów C klasy będzie zasilany silnikami 1,6 (o mocy od 122 do 211 KM) . Wśród diesli znajdziemy silniki 1,8 (136 KM) i 2,1 (170 KM). Nowy model będzie kosztować od 119 tysięcy złotych.