Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Corvette. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Corvette. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Witamy po nieoczekiwanej przerwie


Na początku strasznie Was przepraszam za to, że w zeszłym tygodniu nie mogliście rano przeczytać, co nowego działo się w świecie motoryzacji. Kajam się i oblewam kubłem zimnej wody (w końcu dziś śmigus dyngus). W rewanżu postaram się przedstawić kilka najciekawszych nowinek z nowojorskich targów motoryzacyjnych.





1. Land Rover Dicovery Vision Concept
Fot. Land Rover

Tak mniej więcej będzie prezentował nowy Disco. Nie będzie już charakterystycznego okienka nad tylnymi oknami, ani nietypowych tylnych drzwi do bagażnika. Będziecie też musieli zapomnieć o przednich reflektorach z wyraźnie zarysowanymi światłami mijania. Można tu za to doszukać się całkiem wyraźnych podobieństw do Range Rovera Sporta, a wspomniane światła to chyba najwyraźniejszy dowód. Mam nadzieję, że wersja produkcyjna nie będzie mocno odbiegać od prezentowanego samochodu.

2. Corvette Z06 Convertible
Fot. Corvette

Pierwszy raz w historii auta, tak hardcore-owa wersja otrzyma wariant bez dachu. Z06 – bo o nim mowa – ma taki sam silnik, co standardowa odmiana, jednak silnik o pojemności 6,2 litra otrzymuje tutaj doładowanie, czego efektem są  625 KM i 861 Nm. Skutkiem ubocznym takiego stada upchniętego pod maskę są zniszczone tylne opony, sprint do 100 km/h w mniej, niż 4 sekundy i prędkość maksymalna grubo przekraczająca 300 km/h.

3. Dodge Challenger

Wreszcie Challenger doczekał się facjaty godnej koncepcyjnego modelu. Nie zmieniło się tutaj co prawda zbyt wiele, bo tylko zderzak, przednie reflektory i atrapa chłodnicy, ale dzięki tym zabiegom auto zaczęło wyglądać jak należy. Tył również nie uchronił się od modyfikacji, czego najwyraźniejszym efektem są tylne światła, już bez łączącego ich pasa świateł wstecznych z napisem „Dodge”. Jeszcze bardziej można zdziwić się po obejrzeniu wnętrza – wreszcie zniknęły stąd paskudne i kanciaste plastiki, a zegary wyglądają tak klasycznie, jak tylko możliwe.  Z resztą co ja będę mówił – na dole zamieszczam zdjęcia.

Pod maskami będą gościły silniki V6 i V8 o pojemnościach 5,7, albo 6,4 litra. Pierwszy będzie się chwalił następującymi parametrami: 3,6 litra, 305 KM i 363 Nm. Sprint do setki ma zająć nieco ponad 6 sekund. To, co bardziej zainteresuje publikę, to jednostki HEMI. Mniejsza będzie produkowała 372 KM i ponad 540 Nm i pozwoli na przekroczenie 100 km/h w około 5 sekund. Topowy wariant o mocy 485 KM gromadzi na tylnej osi już ponad 644 Nm, które pozwolą wystrzelić wielkiego Dodge-a do 100 km/h w około 4 sekundy.

Wszystkie wersje będzie można wyposażyć w manualne, 6 biegowe przekładnie, bądź – co będzie nowością – automat mający do dyspozycji aż 8 przełożeń. Ponadto auta będą mogły mieć tempomat z radarem, własny router Wi-Fi z hot spotem, czy kontrolę startu.


Fot. Dodge

4. Dodge Charger
Fot. Dodge

Zmiany nie mogły ominąć też Chargera. Auto ma zupełnie nowy przód przypominający trochę najmniejszego Darta. Czy to korzystne skojarzenie? Chyba niezupełnie, bo Charger zasługuje na kultywowanie własnej tradycji, niezupełnie rodzinnego auta. Pod maską nie zagości też odpowiedni olbrzym o pojemności 6,4 litra z Challengera, zaś mniejsze jednostki będą również kilka KM słabsze. I tak z V6 wyparuje tu  13 KM, zaś z V8 znikną jedynie 2 KM. Wewnątrz znajdziemy niemal to samo, co w wcześniej opisywanym samochodzie. Jedyną różnicą będzie inna czcionka zegarów.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Szybko i (niekoniecznie) drogo

Na samym początku cała redakcja kłania się przed Wami tłukąc czołami w podłogę z powodu nieopublikowania wiadomości w ubiegłym tygodniu. Ciężko właściwie powiedzieć co było tego powodem i już raczej nie będziemy sobie tym zawracać głowy, skoro tym razem wiadomości pojawiają się u Was punktualnie o 1 w nocy. W rekompensacie za to przedstawiamy tylko i wyłącznie najciekawsze samochody.





1. Infiniti Q50 Eau Rouge Concept
Fot. Infiniti

Ten samochód ma całkiem sporo wspólnego z F1. Nie chodzi mi zupełnie o osiągi, czy zastosowanie odpowiednich elementów z bolidu Red Bulla. Q50 Eau Rouge jest zapowiedzią sportowego modelu, który zapewne konkurowałby z BMW M3, Mercedesem C AMG i Audi A5 RS, a nazwa modelu wywodzi się z imienia najsłynniejszego zakrętu na torze Spa-Francorchamps. Z zewnątrz auto wyróżnia się pokaźnym zestawem elementów z włókna węglowego. Na więcej konkretów trzeba jeszcze zaczekać.

2. Toyota FT-1 Concept
Fot. Toyota

Na temat następcy Toyoty Supry mówi się od długiego czasu. W końcu Toyota postanowiła pokazać, co faktycznie mogłoby nosić takie określenie, choć imię tego auta zdecydowanie bardziej trzeba potraktować, jako robocze (Future Toyota). Auto powstawało przez 2 lata i otrzymało nawet jednostkę napędową. Co ciekawe nie jest to silnik z pralki i prawdziwa jednostka spalinowa. Niestety nie zanosi się na to, by samochód miał trafić sprzedaży, pomimo iż zarząd bardzo chce mieć w ofercie duże sportowe GT. Zniecierpliwieni są za to zapraszani do gry Gran Turismo 6. Tam będą mogli odbyć przejażdżkę czerwonym bolidem.

3. Mercedes-Benz S600
Fot. Mercedes-Benz

Nie będę tu się rozwodzić nad tym, co wiadomo – nowa S klasa jest mistrzem w komforcie jazdy i nie będzie miał racji ten, kto uważa inaczej. Po prostu nie ma takiej opcji. Teraz do oferty niemieckiego producenta dołączył iście królewski silnik V12, który generuje 530 KM (47 KM mniej, niż 63 AMG, ale to i tak pokaźna gromada). Co ciekawe tak duża jednostka cały czas jest w stanie spełniać najsurowsze wyniki norm emisji spalin EURO 6. Osiągi? Na pewno będą piorunujące, za to prędkość maksymalna z całą pewnością nie przekroczy 250 km/h. Cena? Z pewnością od około miliona złotych.

4. Corvette Z06

Fot. Corvette

Jestem bardzo rozczarowany. Poważnie. C6 Z06 miało olbrzymi, 7 litrowy silnik bez doładowania, który umożliwiał ruszenie z miejsca na 5 biegu i rozpędzenie auta na tym samym biegu do ponad 280 km/h. Nowy Z06 nie dość, że otrzyma silnik od standardowego Stingraya (swoją drogą bardzo dobrego), to jeszcze zostanie doposażony w doładowanie. Równie dobrze w tym wypadku auto mogło otrzymać oznaczenie ZR1, bo Z06 powinien mieć wolnossący motor o pojemności minimum 7 litrów. 625 koni to nie jest argument przemawiający za tymi zmianami. Chcę 7 litrowego potwora!

5. Porsche 911 Targa

Fot. Porsche

Nareszcie Targa wygląda jak Targa. Porsche właśnie pokazało jedną z najładniejszych odmian 911. Ta charakteryzuje się srebrnym pałąkiem, jak w modelach z lat 60. Jednocześnie jest to chyba najdziwniejsze 911, jakie póki co zostało pokazane (planowana jest terenowa odmiana 911), bo panele dachu chowane są automatycznie, a tylna szyba razem z pałąkiem unoszą się jak tylne klapy w kabrioletach. Targa będzie dostępna w wersjach 350 i 400 konnych, które będą wyposażone w napęd na cztery koła. Ceny będą rozpoczynały się od 460 tysięcy złotych.

6. Subaru WRX STI
Fot. Subaru

Jest nowy samochód, nowa nazwa, ale silnik jakby taki sam. Ciągle pod maską można znaleźć amerykański wariant boksera o pojemności 2,5 litra i mocy 305 KM. Na szczęście stare pozostały też barwy wojenne – błękitu na nadwoziu i złota na felgach – to odwołanie do najlepszych lat dla Imprezy (ta już najprawdopodobniej się skończyła i wszyscy poszli już do domów). Pomimo, że moc jest taka sama, auto ma być wyraźnie szybsze od poprzedniego modelu, a to za sprawą nowego napędu. Jest jednak coś, co stanowczo mi się nie podoba. Do tej pory Subaru i odwieczny rywal Mitsubishi Evo wyraźnie różnili się między sobą. Teraz auto spod znaku plejad – zwłaszcza z przodu – wyraźnie się upodobniło do Lancera.

poniedziałek, 11 marca 2013

Genewska gorączka


Ubiegły tydzień stał pod znakiem genewskich premier motoryzacyjnych. Kia pokazała, że zmierza ku samochodom lifestylowym pokazując model Provo. Auto ciekawe, ale póki jest to koncept, nic nie jest pewne – samochód może diametralnie się zmienić stając się po prostu ulicznym „szarakiem”. Toyota pozazdrościła Renault i wyprodukowała swoistą wersję Twizzy – iRoad Concept. Audi na poważnie interesuje się samochodami elektycznymi, co pokazało w wydaniu „A3”. Dużych różnic stylistycznych nie ma, jednak w portfelu po zakupie już tak.

SEAT przedstawił 3 drzwiową wersję Leona. To pierwszy kompakt hiszpańskiego producenta, który ma nadwozie przypominające Coupe. Nowy model jest całkiem ładny, ale nudny. To samo będzie i z bardziej sportową odmianą. Volkswagen pokazał Golfa w odmianie kombi, którego zdjęcia wyciekły do sieci parę dni przed premierą. Jakieś zaskoczenie? Prędzej bym był zaskoczony wyglądem kolejnej generacji Porsche 911.

Rolls Royce też miało premierę. Model Wraith jest odmianą coupe modelu Ghost, choć tutaj bardziej pasowałoby stwierdzenie fastback. Problem tylko w tym, że słowo „fastback” brzmi zbyt plebejsko. Takie słowa u arystokraty nie wypadną z ust, nawet jakby chciał powiedzieć po angielsku „szybki tył”. Opel pokazał, że modelem Adam chce zawojować rewir MINI, dlatego pokazał odpowiednika modelu Countryman – Adam Rocks. Parę plastików, podwyższone zawieszenie i to w zasadzie wszystko. Robione niepotrzebnie na siłę.

Mitsubishi przedstawiło rodzinkę elektrycznych samochodów – pierwszy CA-MiEV Concept, to coś pomiędzy hatchbackiem a minivanem. Drugi, GR-HEV Concept to pick-up. Oba z całą pewnością nie mają miejsca na produkcję seryjną. Przynajmniej w najbliższej dekadzie. Dacia również nie próżnowała i pokazała odmianę kombi Logana – MCV. W tym wydaniu jest już normalnym samochodem rodzinnym, a nie jak do tej pory konceptem upchnięcia do kabiny jak największej ilości pasażerów.

Subaru Viziv Concept, to auto przedstawiające prawdopodobnie zmiany trendów wyglądu kolejnych modeli spod plejady gwiazd. Szczerze powiedziawszy ja nie doszukuję się tutaj niczego rewolucyjnego. Skoda przedstawiła odmianę kombi Octavii i szczerze powiedziawszy samochód wygląda bardzo dostojnie nie odstając stylistycznie od liftbacka. Teraz producent powinien jak najszybciej zrobić coś z tym okropnym Superbem.

Dużo tych nowości, a nawet nie dobrnęliśmy do głównych punktów programu. Jeszcze trochę cierpliwości...
Honda wraca do odmiany kombi w Civicach. Po pierwszych zdjęciach można stwierdzić, że auto wygląda fantastycznie. To już kolejny samochód, który to rodzinne nadwozie przedstawia z dużo ciekawszej perspektywy i oby takich więcej. Suzuki przedstawiło następcę modelu SX4, który moim zdaniem zbyt mocno przypomina... Nissana Qashqaia – zwłaszcza z tyłu. Ferrari poza LaFerrari pokazało jeszcze model Sergio Concept, który mógłby być konkurentem dla Aventadora J. Prawdę powiedziawszy auto wygląda jak żaden inny samochód z Modeny, co jest wielkim komplementem. Aż prosi się o parę egzemplarzy dopuszczonych do ruchu.

Alfa Romeo też nie chciało poprzestać na prezentacji 4C i pokazała Disco Volante Touring – kolejne coupe nawiązujące do historycznych modeli. Tym razem auto jest hołdem dla modelu C52 Disco Volante Coupe z 1953 roku. W moim odczuciu tył wygląda tak, jakby przed premierą w Genewie styliści mieli za mało czasu. Jest okropny. Italdesign również nie daje o sobie zapomnieć i prezentuje koncepcyjny usportowiony SUV. Model Parcour Concept mógłby być świetnym następcą, bądź konkurentem Stratosa. Szkoda tylko, że Lancia woli robić przerobione Chryslery.

Ostatnie trzy samochody to elektryczne dostawcze pudełko Volkswagena, które jeśli wejdzie do produkcji, będzie usytuowany w ofercie pomiędzy modelami Caddy i Transporter. Maksymalny zasięg tego modelu szacuje się na 200 km. Hyundai HB20S, to odmiana sedan popularnego modelu i20. Tak samo, jak w przypadku hatchbacka model ten zachwyci tylko klientów salonów pogrzebowych. Nudna stylistyka i zachowawczość ponad wszystko. Na koniec odmiana sedan-coupe klasy A – auto wygląda wręcz rewelacyjnie w przeciwieństwie do niedorobionego kompaktu. Co ciekawe wersja AMG miała już swoją prapremierę w pierwszych screenach nowej gry Drive Club.

1. Porsche GT3
Fot. Porsche

Porsche bardzo ciekawie świętuje 50. Lecie modelu 911. Nowe GT3 oprócz innego wyglądu otrzymało zmodyfikowany silnik o pojemności 3,8 litra, który jest w stanie kręcić się do 9 tysięcy obrotów na minutę. Trochę niżej, bo przy 8250 obrotach na minutę uzyskujemy pełną moc składającą się z 475 KM. Dzięki temu auto przyspiesza do 100 km/h w 3,5 sekundy. Prędkość maksymalna nadal utrzymuje się na wartości „315”. A mogliby trochę podciągnąć ją... Prawdziwą ciekawostką jest system czterech kół skrętnych. Ponadto jedyną dostępną przedkładnią będzie siedmiobiegowa skrzynia PDK. Cena? Co najmniej 600 tysięcy złotych. Okres oczekiwania na samochód to mniej więcej 8 miesięcy.


2. Lamborghini Veneno
Fot. Lamborghini

Lamborghini już od dawna zapowiadało, że wyprodukuje limitowaną serię nowego modelu na 50 rocznicę istnienia marki. Wiele spekulowało się, że tym samochodem będzie Sesto Elemento, który dzięki masie poniżej 1000 kg rozpędza się do 100 km/h w czasie 2,5 sekundy. Niestety efektem końcowym jest przeprojektowany Aventador, którego rozcinano za pomocą lasera. Na koniec przyklejono gigantyczny spoiler zespolony z wlotem powietrza na dachu. Samochód rozpędza się do 355 km/h, czyli tylko 5 km/h szybciej, niż Aventador, zaś pierwsza „setka” zostaje „połknięta” w 2,8 sekundy (czyli 0,1 krócej niż w Aventadorze). Wszystko za sprawą mocy podniesionej z 700 do 740 KM. Powstanie zaledwie 3 sztuki tego auta i niestety wszystkie zdążyły znaleźć swoich nabywców. Cena? 3 600 000 euro. Pomyśleć, że Aventador, który ma podobne osiągi kosztuje jakieś 300 tysięcy euro. Z całą pewnością możemy się spodziewać, że do dużego Lambo powstaną pakiety tuningowe upodabniające samochód do Veneno i podnoszące jego moc do niebotycznych granic.


3. Corvette C7 Sting Ray Convertible
Fot. Corvette


Kilka tygodni temu pokazano Vette w odmianie coupe. Samochód podzielił ludzi na zwolenników zachwycających się agresywną stylistyką i na przeciwników szukających podobieństwa do nowego Vipera. Z całą pewnością obie grupy krytykują rząd czterech końcówek układu wydechowego. Czemu jeszcze nie doczepić po dwa takie kwartety z lewej i prawej strony? Ostre brzmienie byłoby gwarantowane. Auto stanowi dopełnienie oferty nadwoziowej Chevroleta. Nie trzeba się jednak obawiać, że ten model będzie ciut wolniejszy od coupe. Tak samo jak w zamkniętej wersji, ta osiąga „setkę” w mniej, niż 4 sekundy. Co ciekawe producent nie chwalił się, w jakim czasie Corvette jest w stanie schować dach. Poinformował tylko, że można to zrobić przy prędkości do 50 km/h. Podejrzewam, że jadąc 50 km/h dach będzie się składać do tego czasu, aż się całkowicie urwie.

4. Alfa Romeo 4C
Fot. Alfa Romeo

Jest! Najpiękniejsza, najbardziej wyczekiwana i najbardziej ekscytująca Alfa od czasu debiutu 8C Competizione. Model ten otrzymał nazwę 4C, ponieważ na każdy KM przypada tu mniej, niż 4 kg masy samochodu. Pod maską, która znajduje się za fotelami znajduje się silnik 1,75 z podwójnym turbodoładowaniem, którego moc wynosi 240 KM. Należy jednak pamiętać, że samochód będzie ważyć ok. 950 kg – emocje gwarantowane, bo auto rozpędza się do 100 km/h w 4,5 sekundy. Prędkość maksymalna została ograniczona do 250 km/h. Zanim 4C na dobre trafi do sprzedaży, pierwsze egzemplarze pojadą już do 1000 właścicieli. Obiecujemy, że przetestujemy tę Alfę tak szybko, jak to tylko możliwe.

5. McLaren P1
Fot. McLaren


Oto następca modelu F1. Na początku przedstawimy jego parametry: Silnik V8 o pojemności 3,8 litra, dwiema turbosprężarkami i jednostkami elektrycznymi. Cały zestaw daje 916 KM. Przyspieszenie 0-100 km/h trwa tu zaledwie 2,9 sekundy, zaś prędkość maksymalna została ograniczona do „zaledwie” 350 km/h. Zaledwie, ponieważ poprzedni rozpędził się do blisko 390 km/h. Aż ciekaw jestem, czy powstaną jeszcze wersje GT, LM i GTR. Te może już nie będą mieć elektrokagańca.

6. Ferrari LaFerrari
Fot. Ferrari

Następną gorącą nowością jest następca Ferrari Enzo. Nowy model ma mieć silnik V12 o pojemności 6,2 litra, który jest dodatkowo wspomagany systemem HY-KERS, dzięki któremu moc maksymalna sięga aż 963 KM. Moc przenoszona za pomocą 7 stopniowej skrzyni DCT katapultuje samochód na drugą stronę „setki” w mniej, niż 3 sekundy. Prędkość maksymalna nie jest jeszcze zmierzona i asekuracyjnie inżynierowie szacują ją na 350 km/h. Najwięcej kontrowersji wzbudza tu nazwa modelu LaFerrari. Ogólnie nie jestem zwolennikiem nazywania modelu imieniem, czy nazwiskiem założyciela. Po co, skoro cała marka nazywana jest zazwyczaj nazwiskiem „ojca”. 8 lat temu powstało Enzo (tak miał na imię Ferrari) ochrzczone właśnie dlatego, że był on najlepszym drogowym Ferrari. Następca nie mógł przejąć imienia założyciela, zaś nazwiskiem nie mogło być ochrzczone (jak Wam brzmi nazwa Ferrari Ferrari?), dlatego dodano ten głupi przedrostek. Założę się, że za 8-10 lat Ferrari znów będzie mieć problem z nadaniem nazwy następcy, dlatego też pewnie auto będzie się nazywało Ferrari Enzo Ferrari, a F90 będzie musiał się nazywać po prostu F90, choć znając upór w nadawaniu głupich nazw, samochód równie dobrze może się nazywać Ferrari F100-10.

7. Spyker B6 Venator Concept
Fot. Spyker


Jest to pierwszy kompaktowe auto sportowe będące konkurencją dla m. in. Porsche Caymana, czy bardziej wymagających rywali – Ferrari 458 Italia, czy Lamborghini Gallardo. Wnętrze wygląda typowo dla holenderskiego producenta – najlepszej jakości skóra i aluminium. Nie ma tu miejsca nawet dla włóka węglowego, które znalazły się w nadwoziu samochodu. Pod maską znalazła się jednostka V6, której moc wynosi ponad 375 KM, która znalazła się za siedzeniami. Producent nie chwali się osiągami. Chwali się, że masa własna nie powinna przekraczać 1400 kg.

wtorek, 22 stycznia 2013

Detroit znów jest centrum motoryzacji

Ostatni tydzień, to eksplozja premier motoryzacyjnych, których miejsce miało w stolicy motoryzacji – Detroit. Jeep odświeżył niemalże całą gamę oferowanych modeli. Infiniti pokazało średnią sportową limuzynę. Volkswagen przedstawił dużego SUVa, Cadillac ekologiczne coupe, a Nissan przedstawił następcę Note’a i Murano. Ford – gospodarz – pokazał koncepcyjny model Atlas będący zapowiedzią następcy serii F. Acura przedstawiła kolejne wcielenie średniego SUVa – MDX. KIA pokazała kolejne podejście dużej reprezentacyjnej limuzyny – Cadenzy. Chrysler przedstawił kolejną edycję modelu 300. Honda pokazała mały samochód GEAR.

1. Acura NSX
Fot. Acura

To pierwsza taka zapowiedź legendy japońskich samochodów sportowych. Acura/Honda NSX tej generacji będzie jednak bardziej „eko”, trendy, modna, nowoczesna, szybka, sportowa, emocjonująca, itp. Wszystkie te reklamowe hasła na pewno zabłysną jak nie podczas prezentacji, to w czasie reklam, czy na broszurach samochodu. A auto ma wyjątkowo udaną linię. Przód jest bardzo agresywny, ba, to za małe słowo – wręcz bije cię po twarzy podśmiewając się z twojej mamy. Jakby to pokazał Maks Paradys – agresja – 10. Pod maską oczywiście technologia hybrydowa i napęd na wszystkie koła. My jednak czekamy na bardziej bezkompromisowego Type-R.


2.  Aston Martin Vanquish Centenary Edition

Fot. Aston Martin

W zeszłym tygodniu Aston Martin obchodził swój jubileusz – 100-lecie istnienia. Nie ma chyba lepszego prezentu z tej okazji jak specjalna edycja. Prezentowany Vanquish powstanie w 100 egzemplarzach. To, co wyróżnia ten model od innych, to specjalny lakier, którego nakładanie trwa aż 68 godzin. Wszystkie emblematy wykonano z czystego srebra. Wnętrze zdobi skóra, która dotychczas była dostępna wyłącznie w modelu One-77. Jak wspomniałem – to jeden z najładniejszych prezentów, jaki może sprawić producent swoim klientom.


3. Corvette C7 Stingray
Fot. Chevrolet

Ostra i fajna Corvette została dodatkowo poprawiona. Agresja aż kipi z samochodu, choć wielu zarzuca podobieństwo przodu do konkurencyjnego Vipera. Auto ma jeszcze krótszy tył, rząd 4 końcówek wydechu. Powiększono wylot powietrza z błotników, dach z włókna węglowego możliwy do demontażu oraz pokaźna lotka z tyłu auta. Pod maską zawita nowe V8 o pojemności 6,2 litra i mocy 457 KM. Setkę auto połyka w mniej, niż 4 sekundy. Aż ciekaw jestem jak będzie wyglądać Z06 i ZL1.


4. Audi RS7 Sportsback

Fot. Audi


Stało się – Audi pokazało najostrzejszą odmianę swojego gigantycznego fastbacka. Ociekająca agresją sylwetka wzbogacona została doposażona w wielkie zderzaki i pokaźne rury wydechowe, a auto ma, czym straszyć. 560 konne V8 rozpędza samochód do 100 km/h w 3,9 sekundy – pomyśleć, że całkiem nie dawno ten wynik był zarezerwowany dla najszybszego drogowego Ferrari – F50. Auto osiąga standardowe 250 km/h, bądź, jeśli dokupimy odpowiednie pakiety – 280, albo 305 km/h. Audi chwali się, że w czasie spokojnej jazdy tego potwora zaspokaja spalanie poniżej 10l/100 km. Na oficjalne ceny musimy jeszcze poczekać. Szacuje się, że RS7 będzie wart około 600-700 tysięcy złotych.


5. Jeep Grand Cherockee SRT
Fot. Jeep

Po zaledwie dwóch latach od prezentacji postanowiono unowocześnić Grand Cherockee. Auto zyskało nowe światła, oraz inne zderzaki. Najwieksza zmiana zaszła jednak we wnętrzu, gdzie klasyczne zegary zostały zastąpione cyfrowymi. Tak samo prezentuje się sytuacja u najmocniejszego przedstawiciela marki – Cherokee SRT. 470 KM katapultuje wręcz tego giganta do 100 km/h w mniej, niż 5 sekund, a prędkość maksymalna dalece przekracza ustalone 250 km/h, których SRT nie ma zamiaru się trzymać. Nowy model powinien pojawić się w sprzedaży w drugiej połowie tego roku.

5. Mercedes-Benz CLA
Fot. Mercedes-Benz

A klasa od swojego ostatniego debiutu stała się bardzo fajna. Jeszcze ciekawiej zapowiada się sedan-coupe – CLA . To znacząca zmiana producenta tak nudnych i maksymalnie poprawnych samochodów ze Stuttgartu (biorąc pod uwagę starsze „cywilne” auta z klas A-S). Samochód jest najbardziej opływowym autem na świecie – Cx wynosi tu 0,22. Auto rozmiarów C klasy będzie zasilany silnikami 1,6 (o mocy od 122 do 211 KM) . Wśród diesli znajdziemy silniki 1,8 (136 KM) i 2,1 (170 KM). Nowy model będzie kosztować od 119 tysięcy złotych.