Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Acura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Acura. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 lutego 2015

Ostatni RedliNEWS przed zasłużonymi wakacjami


Tak jak pisałem kilka tygodni temu, nastaje właśnie ten czas. Po 138 tygodniach, 123 wydaniach RedliNEWS i pierwszy raz od 2 lipca 2012 roku pora powiedzieć sobie „Czas na przerwę!”, co właśnie nie omieszkam robić. Miałem o tym pisać w piątek (przy okazji ostatniego wydania „Szybkie i nieznane”), ale sami widzicie, że sytuacja oraz brak weny zmusiły mnie do tego, by zrobić niejakie podsumowanie akurat teraz.


Nie robię tego dlatego, że popularność bloga jest niezadowalająca, czy dlatego, że nie zbierał on tyle polubień, ile myślałem, że będzie mieć, bo nie o to chodzi. Po prostu najzwyczajniej w świecie wyczerpały mi się pomysły na kontynuowanie piątkowego cyklu, co pozwoliło mi też przemyśleć sprawę testów. Ostatni taki artykuł specjalnie do bloga przygotowałem 9 października i dotyczył on BMW i8. Reszta wydań – jak sami zauważyliście – od dłuższego czasu są kalką tego, co możecie przeczytać na Moto Collection, gdzie testuję wszystko, co wpadnie mi w ręce, a najciekawsze z nich przemycam do siebie.


Nie mówię, że kończę z testami dla Redline Motoblog (obiecanego Lotusa opublikuję Wam jak tylko uda mi się nim przejechać ;) ). Chętnie coś przygotuję, ale nie chcę też robić czegoś na zasadzie „kopiuj, wklej”, bo to za bardzo nie ma sensu. Kwestię poniedziałkowych wiadomości również będę chciał zmodyfikować, a wszystko po to, by blog nie był dla mnie aż tak bardzo absorbujący, bo wszyscy w koło skarżą się, że nie mam dla nich czasu i słyszę „ciągle tylko piszesz”.


Najczarniejszy scenariusz przewiduję dla tapet, bo jak przestanę publikować testy tutaj, to i nie ma co spodziewać się nowych zdjęć na pulpit – te będą pojawiać się zapewne coraz rzadziej, również dlatego, że ich popularność w porównaniu do tekstów była bardzo mała (co też wybiło mnie z myślenia, że dźwignią popularności Redline są właśnie zdjęcia).


Ogólnie rzecz ujmując nowa forma ma być bardziej do strawienia dla mnie i moich bliskich, za to co najmniej równie interesująca dla Was. Mam nadzieję, że stanę na wysokości zadania. Tymczasem proszę wnieść nowości!

1. Acura ILX
Fot. Acura


Po Detroit i lawinie nowości z NSX-em na czele, przyszła pora na Chicago i kompaktowy sedan o nazwie ILX. Zaczynam trochę żałować, że w Europie mamy taką małą bezpłciową szkaradę w postaci Civica Sedan, kiedy za Oceanem można mieć coś tak ciekawego, jak ILX. Co tu jest, czego nie ma w nas? Przede wszystkim ładnego wyglądu, LED-owych świateł, dużych, aluminiowych felg, normalnie wyglądającego kokpitu i mocnego silnika.


Czy wiecie, że topowy motor ma taką samą moc, co jeszcze do niedawna produkowany Civic Type-R? Dokładnie siedzi tu 201 KM, którego domem jest 2.4 litrowy (do wyboru jest jeszcze 2 litrowy motor), wolnossący silnik o czterech cylindrach. Mało tego, do przeniesienia mocy na asfalt ma mu pomóc m. in. 8 biegowa, dwusprzęgłowa skrzynia 8DCT, a o komfort podróżnych zadba cała góra wyposażenia z adaptacyjnym tempomatem i zestawem audio z 10 głośnikami. Tylko tak się zastanawiam, dlaczego tego u nas nie montują?

2. BMW 2 Gran Tourer
Fot. BMW


Zmęczeni życiem i znudzeni egzystencją mogą wzdechnąć z typową dla nich radością, bowiem do grona najnudniejszych samochodów służących transportowaniu głównie zapasów tlenu dołączył BMW, jeszcze bardziej rozdmuchując 2 Active Tourera (szkoda, że zapomniało jednocześnie o rozsuwanych tylnych drzwiach). Zauważyłem też, że chyba i BMW ma świadomość tego, że ludzie szukający takiego samochodu gdzieś mają emocje, więc nawet nie próbuje oferować tutaj 231 konnej wersji 225i. Najmocniejszy wariant to 192 konne 220i i 220d o mocy 190KM.


Żeby Wam poprawić humor dodam, że auto będzie dostępne w kilku liniach modelowych. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wśród nich znajdzecie wersję Sport i M. Panowie z Monachium bez wątpienia mają poczucie humoru.

3. Kia Trailster Concept
Fot. Kia


Widać, że Kia zapatrzyła się na to, co Skoda zrobiła z Roomsterem i również postanowiła mieć coś w rodzaju Roomstera Scout. Trailster Concept w odróżnieniu od Soula ma w pełni LED-owe światła, przestylizowane zderzaki, większe i ciekawiej wyglądające felgi. Jak sami widzicie, tak samo jak Roomster Scout, Trailster w terenie będzie równie bezużyteczny, bo prześwit nie zmienił się praktycznie wcale.


Ciekawostką jest jednak fakt, że jest to dość specyficzna hybryda – silnik elektryczny (36 KM) napędzający tylne koła działa tylko przy niskich prędkościach poprawiając stabilność auta na śliskiej nawierzchni oraz usprawniając start spod świateł. A jest w czym pomagać, bo za napęd przedniej osi odpowiada benzynowy silnik 1.6 GDI Turbo o mocy 185 KM.

4. Honda Pilot
Fot. Honda


O ile nowa Acura ILX bardzo mi się podoba, tak Honda Pilot już nie. Powiem więcej – po tym samochodzie chyba najwyraźniej widać ambicje Hondy, by ta w Stanach miała rywalizować z Kią i Hyundaiem, bo rzucają się w oczy oszczędności, gdzie tylko się da. Samochód został zaprojektowany bez polotu, co z resztą widzicie sami. W środku jest jeszcze gorzej – kokpit wygląda jak składak z kilku różnych modeli, gdzie uwagę zwraca ogromna zaślepka kryjąca port USB. To jeszcze nic, bo w zegarach zrobiono jeszcze gorszą rzecz.


Pomiędzy obrotomierzem, a wskaźnikami tempteratury cieczy i poziomu paliwa umieszczono duży ekran komputera pokładowego. To już powoli norma w Stanach. Jest jednak pewne ale – nie wyświetla on prędkości. Jak więc poradzono sobie z tym problemem? Ponad nim wcisnęli mały lufcik monochromatycznego wyświetlacza, na którym po dziadowsku będą wyświetlane numerki wyrażające prędkość – jak w Renault Twingo z 1992 roku. Te zaś będą miały co robić, bo za napęd odpowiada 3.5 litrowe V6, które będzie dostępne z przekładniami automatycznymi – 6, bądź 9 biegową.

5. Mazda MX-5 Acessiories Design Concept
Fot. Mazda


Mazda nie daje o sobie zapomnieć z nową MX-5 i w sumie dobrze, bo do wiosny jeszcze przynajmniej półtora miesiąca. Tym razem producent postanowił zaprezentować paletę dodatków, dedykowany swojemu sztandarowemu roadsterowi – znajdziecie tu 17 calowe felgi BBS obute w opony o rozmiarze 205/45 R17, układ hamulcowy Brembo, lotkę na klapę bagażnika i kilka mniej widocznych dodatków. Ponadto ofertę poszerzy 2 litrowy silnik SKYACTIV-G o mocy 155 KM, który będzie dostępny zarówno z „manualem”, jak i automatyczną skrzynią.

6. Acura RDX
Fot. Acura


Bez wątpienia odświeżona Honda CR-V prezentuje się bardzo obiecująco, ale to, czym reprezentuje siebie Acura RDX robi takie wrażenie, że z miejsca chcę zaapelować do władz Hondy, by wprowadziła markę Acura na rynki Europy. Samochód robi świetne wrażenie za sprawą dużego grilla, LED-owych świateł ale i estetycznego kokpitu, w którym jedynie zegary trochę wieją nudą. Pod maską znajdziecie znacznie większy silnik, niż SUV-ie przeznaczonym na europejski rynek – to 3.5 litrowe V6 o mocy 279 KM i momencie obrotowym równym 342 Nm, który w zależności od wersji, przenosi moc na przednie, bądź wszystkie koła. Jeśli zaś obawiacie się wysokiego spalania, to dzięki systemowi odłączania cylindrów RDX zużywa 8.1-11.8 l/100 km (dla wersji z napędem na przód), bądź 8.4-12.4 (dla napędu na cztery koła).

7. Nissan 370Z Nismo Roadster Concept
Fot. Nissan


Nie pamiętam, czy kiedkolwiek Nismo interesowało się wcześniej modyfikowaniem samochodów z otwartym nadwoziem. Z drugiej strony jak BMW M4 Cabrio było dla mnie trochę bez sensu, tak i 370Z Nismo również takie jest. Przede wszystkim dlatego, że tak poważnie torowa prezencja nie bardzo ma już cokolwiek wspólnego ze spokojną jazdą połączoną z zażywaniem kąpieli słonecznej. Poza tym do nowych zderzaków i spolera dołączy 344 KM, 373 Nm, dyfuzor, fotele Recaro i trochę kontrastujący z nimi zestaw audio Bose. Oznacza to, że z jednej strony mamy rasowego, torowego zawodnika, który może też rozpieścić komfortem w postaci m. in. obiecującego brzmienia serwowanego przez Bose. Ponadto 370Z Nismo Roadster obiecuje kierowcy sprint do 100 km/h w 5 sekund i prędkość maksymalną na poziomie 250 km/h.

8. Ram 1500 Laramie Limited
Fot. Ram


W Polsce Pick-up kojarzony jest z surową ciężarówką, wołem roboczym do przewozu towarów na pobliski plac budowy, albo na budowę autostrady. Nie muszę chyba nikomu mówić, że za Oceanem te samochody nabierają zupełnie innego wymiaru i nie chodzi mi tylko o wymiary zewnętrzne. Tam nawet jeśli samochód służy wyłącznie do pracy, to nic nie stoi na przeszkodzie, by było bogato wyposażone (z resztą u nas też to się powoli zmienia). Wersja Laramie Limited to wyróżnik najhojniej wyposażonych odmian, które odznaczają się nawigacją satelitarną, kamerą cofania, skórzaną tapicerką obszywaną ozdobnymi szwami, podgrzewane siedzenia w obu rzędach, w tym przednie fotele są też klimatyzowane, drewnianym (choć znając amerykańskie standardy to z drewnem ma to niewiele wspólnego) wykończeniem, rozbudowanym systemem multimedialnym, a nawet elektrycznie regulowanymi pedałami.

 9. Toyota Avalon
Fot. Toyota


Toyota w klasie premium? Tak, ale nie w Europie. Avalon, bo o nim mowa, to samochód klasy wyższej średniej, którego obecna generacja oferowana jest od 2012 roku. Teraz zaś przyszła pora na gruntowną modernizację, której największym wyróżnikiem jest przedni zderzak z wlotem powietrza wielkości prezentowanej wcześniej Mazdy MX-5. Ponadto zmieniono tylne światła, kierunkowskazy, felgi, wzbogacono wyposażenie seryjne oraz dodano więcej chromowanych wstawek.

10. BMW M4 MotoGP Safety Car
Fot. BMW


Z zewnątrz jak wygląda samochód, każdy widzi. Ot zwykłe M4 ze spoilerem, kogutami i specjalnym oklejeniem. To, co jednak go wyróżnia, to nowatorskie rozwiązanie mające na celu redukcję zużycia paliwa. Co to za rozwiązanie? Wtrysk wody. Już wyjaśniam o co chodzi. W kolektorze dolotowym zainstalowano wtrysk, którego zadaniem jest wprowadzenie do cylindrów mgiełki wodnej mającej za zadanie obniżenie temperatury spalin, jednocześnie też uwalnia życiodajny również dla silników tlen, który wzbogaca mieszankę podnosząc moc.


Sam zbiornik z wodą znajduje się w bagażniku i pomieści 5 litrów płynu, zaś producent zaleca, by uzupełniać go przed każdą intensywną jazdą, ale nie rzadziej niż co 5 tankowań paliwa. Co jeśli zbiornik pozostanie pusty? Najprawdopodobniej nic. Zmniejszona zostanie moc, ale i tak najpewniej nie dostrzeżecie różnicy, dlatego też uważam, że to kolejny – obok systemu Start-stop – pic na wodę, fotomontaż, którego zadaniem ma być zwiększenie zystków producenta (nie sądzę, by można było lać do zbiornika zwykłą „kranówkę”).

wtorek, 20 stycznia 2015

Chcesz zajmować się dziennikarstwem motoryzacyjnym w internecie? Szykuj się na wyścig szczurów


Na początku chciałbym Wam napisać, byście nie rezygnowali zbyt szybko z czytania dzisiejszego tekstu, tylko dlatego, że postanowiłem zacząć go dość obszernym felietonem, bo nowości z Detroit (i nie tylko) wyglądają wyjątkowo smacznie. Zanim jednak do nich wrócę, napiszę o czymś, co mnie ostatnio bardzo wkurzyło.

Jest takie powiedzenie, że do własnego gniazda się nie sr... nie wypróżnia się. Mimo wszystko opowiem Wam na co musicie się przygotować, jeśli chcielibyście założyć choćby bloga o tematyce motoryzacyjnej z pomysłem testowania samochodów za pośrednictwem salonów dealerskich. Na początku będzie bardzo przyjemnie – znajomi będą Was poklepywać po plecach pytając o wrażenia z jazdy najciekawszymi autami, zaś Wy sami zaczniecie pracować nad wyrobieniem jak najbardziej charakterystycznego dla siebie stylu. Jeśli staniecie się wystarczająco popularni, by móc zacząć współpracę z oficjalnymi PR-ami, poczujecie się prawie jak władcy sytuacji. Sam tak początkowo miałem – w końcu będziecie mogli rozkoszować się nowym, przeważnie pachnącym jeszcze autem o zazwyczaj symbolicznym przebiegu. Nic, tylko jeździć, a potem pisać, pisać i jeszcze raz pisać!


No i tutaj zaczynają się pierwsze schody. Czasami warto uważać na słowa krytyki, bo mogą przerodzić się w co najmniej niezrozumienie szefa PR-u (bądź innej osoby o podobnej funkcji), od którego otrzymaliśmy łaskawie samochód. Część z Was z resztą wie, że raz spotkałem się z taką sytuacją, że osoba z PR-u marki koniecznie musiała się ze mną skontaktować, by przez 16 minut truć mi głupoty, że nie zgadza się z tym co napisałem, a lwia część krytyki to czysta złośliwość. No i bardzo dobrze – skoro coś mnie irytuje, to jestem złośliwy na całej linii, bo uznaję, że samochód jest po prostu (delikatnie ujmując) okropny. Według takowych powinieneś być dozgodnie wdzięczny za wspomniany akt łaski i kwieciście wypowiadać się w artykule, który zobowiązałeś się napisać.


I tutaj znajdziecie drugie schody, bo wedle takowej logiki pracuje bardzo dużo redakcji, zwłaszcza internetowych. Ile zdążyłem przeczytać testów o autach (już przetestowanych przeze mnie), w których to, co jest zaletą jest wychwalane bardziej od szatana na czarnej mszy, zaś o wadach albo się nie mówi wcale, albo robi się delikatne przytyki w stylu: to mi się nie podoba, ale w sumie, generalnie chyba może być. Totalnym dnem jest jednak branie samochodów prasowych, by potem napisać za pomocą translatora artykuł przełożony z języka angielskiego (o tym przypadku z resztą opowiedział mi znajomy z Mercedesa). Ostatnio jednak przez czyjąś rządzę dowartościowywania się, zostaliśmy wciągnięci (jako redakcja Moto Collection) do gówniarskiej bitwy na jedzenie.


Dla jasności dodam, że po internetowych stronach o tematyce motoryzacyjnej zaczęło panoszyć się 2-3 jegomościów, robiących przytyki w każdy możliwy sposób, aby tylko ulżyć sobie i możliwie jak najbardziej dowartościować się. Kiedy jeden z nich zostanie sowicie zripostowany, do zabawy dołącza się kolejny próbując sprzedać swoje 3, nic nie warte grosze, jednocześnie wskazując autorom tekstów nieprofesjonalizm. Najbardziej rozśmieszyła mnie odpowiedź na moje stwierdzenie, iż Leon Cupra jest debilna, a brzała ona mniej więcej tak: „Ale jak mogła Ci się nie podobać? Przecież to genialne i szybkie auto jest, a ty nie jesteś Steve-m Sutcliffem, czy Harrisem, by mieć swoje własne i odrębne zdanie”. No niestety mam swoje zdanie i nie, nie mam erekcji na myśl o jeździe Cuprą, bo bycie szybkim (po tym, jak auto nie będzie już chciało rozerwać przednich opon na strzępy) to dla mnie trochę za mało.


To jednak pokazuje do jak niskiego poziomu upadło dziennikarstwo internetowe, by „koledzy po fachu” musieli ze sobą prowadzić otwartą wojnę w komentarzach pod tekstami. I żeby chociaż była to otwarta wojna, ale nie! Nie po to jest internet, by każdy mógł jawnie mówić kim jest i co tu robi. Najlepiej nazwać się imieniem księcia ołomunieckiego, czy margrabia Branderburgii, by stworzyć pozór nieusatysfakcjonowanego czytelnika, którego erudycja i znajomość języka polskiego ograniczają się do tego, co sam 15 minut wcześniej przeczytał na Wikipedii. Dla osoby, która faktycznie jest czytelnikiem i widzi takie smarowanie się jedzeniem to żenujący obrazek, który pokazuje „pismaków” (bo tak jesteśmy nazywani) w jeszcze gorszym świetle.


Ja nie piszę typowego testu, jaki możecie znaleźć na pierwszej lepszej stronie (nawet takich, jakie zostały określone jako „konkurencyjne), bo to co tworzę, jest połączeniem felietonu i artykułu zawierającego moje wrażenia i końcową kalkulację. Nie poświęcam tu uwagi przełożeniom skrzyni biegów, czy rozmiarom śrub do mocowania silnika, gdyż prawdę powiedziawszy nikogo to nie interesuje. Z mojego punktu widzenia, dla odbiorcy istotne jest to jak jeździ i czy mi się ostatecznie spodobał. Słowami zakończenia chciałbym tylko życzyć moim „kolegom po fachu” większej dojrzałości i klasy. W internecie na każdego znajdzie się miejsce i wcale nie trzeba zniżać się do tak mało eleganckich kroków bo bardzo łatwo wpaść w dołek, którego kopało się dla kogoś innego. A teraz zapraszam na ogłoszenia parafialne.

1. Ford Mustang Shelby GT350R
Fot. Ford


Pod koniec listopada zaprezentowano Mustanga Shelby GT350, który w moim przeczuciu miał zastąpić Bossa 302. W Detroit przedstawiono zaś odmianę, która zamiast 500 KM, pod maską skrywa... równo 500 KM. W czym więc różnica? W zmniejszonej masie, ale nie spodziewajcie się szyb z plexi, czy maski z włókna węglowego. Karbon posłużył jako budulec felg, dzięki czemu oszczędzono w sumie 24 kilogramy. Pozostałe 35 kg nadwagi zrzucono poprzez rezygnację z klimatyzacji, tylnej kanapy, wykładziny bagażnika, wstecznej kamery i systemu audio. Ponadto popracowano również nad aerodynamiką, co z resztą widać po spoilerze, dyfuzorze oraz wlotach powietrza.

2. Ford F-150 Raptor
Fot. Ford


Muszę przyznać, że Raptor zawsze mi się szalenie podobał. Ba! Nawet miałem szczęście go zobaczyć w Macedonii i szczerze powiedziawszy jadowicie pomarańczowy lakier w połączeniu z bojowo prezentującym się nadwoziem prezentował się niezwykle. Bardzo żałowałem, że nie miałem okazji pojeździć tym potworem, ale kto wie... Nie mniej jednak nowy model wygląda jeszcze bardziej zjawiskowo za sprawą zmienionego grilla i agresywnie narysowanych świateł, ale na tym nie koniec nowości. Najbardziej zaskakująca siedzi pod maską i nazywa się EcoBoost. Niestety zamiast wielkiego V8, pod maską tego samochodu siedzi doładowane V6, który według zapewnień, ma mieć więcej koni mechanicznych, niż 411 z poprzednika, a gromadka niutonometrów ma przekraczać 590. Dobrze będzie, jeśli usiądziecie, bo skrzynia biegów ma mieć aż 10 przełożeń!

3. Ford GT
Fot. Ford

Zaskoczeni? Ja do teraz przecieram oczy ze zdumienia, że Ford zrobił coś, co do tej pory odważyłby się wykonać wyłącznie względem samochodów koncepcyjnych, a tymczasem owe GT ma trafić na drogi publiczne już w przyszłym roku. Jak sami też widzicie, z klasycznym GT to auto ma jako tako wspólny którtki przód, z wydatnymi błotnikami, reflektorami i wlotami powietrza na masce. Cała reszta, włączając w to również wnętrze i napęd to zupełnie inna bajka, ale po kolei. Mimo tego, że tył auta nie przypomina żadnego innego samochodu, to mi się nawet podoba. Lubię tą wąską talię i płaty blachy schodzące z dachu na błotniki. Trochę gorzej prezentuje się sam pas tylny, bowiem przypomina trochę świnię z gry Angry Birds, ale to nie będzie jeszcze powodem do szoku.


Szok przeżyjecie teraz, ponieważ za szybą umieszczono (pierwszy raz w historii) doładowany silnik V6 (EcoBoost), który ma rozwijać równo 600 KM, ale czy moc w tym wypadku to wszystko? Chyba nie do końca, bo akurat tutaj V8 było tak mocno wryte w tożsamość auta, jak Big Mac w McDonald’sa. Żeby jeszcze mocniej odczuć różnicę pomiędzy tym autem, a poprzednikiem, zdecydowano się na mocną redukcję masy, której ma pomóc konstrukcja samochodu oparta na aluminium oraz włóknie węglowym.

 4. Porsche Cayenne Turbo S
Fot. Porsche


Z zewnątrz Porsche Cayenne Turbo S wyróżnia się zmienionym u dołu przednim zderzakiem i ogromnymi felgmi aluminiowymi, ale nie o tym chciałbym pomówić przy okazji topowego SUV-a z Zuffenhausen. Ten gracz ma komplet asów – 570 KM (+20 KM w stosunku do wcześniejszego modelu), 800 Nm (tutaj zysk to 50 Nm), 3.9 sekundy do 100 km/h (!) i prędkość maksymalna na poziomie 284 km/h. Jakby tego było mało, Panowie z Porsche pochwalili się, że ten kolos jest w stanie pokonać północną pętlę w niespełna 8 minut. Jakieś pytania? Mnie już wystarczy.

5. Porsche 911 Targa 4 GTS
Fot. Porsche


Dotychczas Porsche 911 Targa prezentowała się bardziej jako ekskluzywny samochód do spokojnej przejażdżki w słoneczny, czerwcowy dzień i nie specjalnie mogło od tego odwieźdć nawet 400 koni mechanicznych kryjących się za tylnymi kołami. Tym razem jednak Porsche ma być bardziej stanowcze, co mogą sugerować szprychowe felgi, za którymi pobłyskują żółte zaciski ceramicznych tarcz hamulcowych oraz poszerzone nadwozie (rozstaw kół zwiększył sięo 1 cm). Ponadto zdecydowanie chętniej stosuje się tu czerń, gdyż ta znalazła się na końcówkach wydechu, kloszach reflektorów i kratce wylotu powietrza z silnika.


Ale to jeszcze nie koniec. Pod ową kratką zdołano upchnąć dodatkowe 30 KM (do 430 KM), dzięki którym – jeśli ktoś napawdę potrzebuje – można przekroczyć 300 km/h i rozpędzić się do 100 km/h w 4.3 sekundy. Pytanie tylko czy faktycznie znajdzie się ktoś, kto będzie chciał sprawdzić te parametry.

6. Acura NSX
Fot. Acura


W końcu doczekaliśmy się produkcyjnej wersji nowego NSX, ale że premiera miała miejsce w Stanach, to zamiast Hondy (która najprawdopodobniej ukaże się w Genewie), na masce znalazło się logo Acury. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale nie byłem tą premierą ani trochę zaskoczony. Samochód praktycznie nie zmienił się w stosunku do koncepcyjnego modelu, co nie musi oznaczać, że wygląda źle. Po prostu brak trochę takiego „wow” towarzyszącego prezentacji ostatecznej wersji. Pojawiły się głosy, że z przodu styliści za mocno zapatrzyli się na Audi R8. Być może trochę, ale Honda również ma charakterystyczny dla siebie grill, który ma kształt pięciokąta (i ten symbol wprwadziła znacznie wcześniej, niż Audi wróciło do „Single Frame”), więc trudno tu zainstalować cokolwiek innego.


Oczywiście znak czasów musiał wkraść się do silnika, który co prawda uchował się przed downsizingiem – motor to nadal V6 – ale już z podwójnym doładowaniem i 3 dodatkowymi jednostkami elektrycznymi. Niestety nie wiadomo na co stać taki kwartet, ale dla podkręcenia sytuacji dodano, że samochód będzie wyposażony w nową, 9 biegową, automatyczną przekładnię dwusprzęgłową.

7. Lincoln MKX
Fot. Lincoln


Odnoszę wrażenie, że Lincoln MKX mógłby spokojnie wejść na rynek europejski ciesząc się całkiem dużą popularnością na Starym Kontynencie. Jedynym warunkiem sukcesu jest jakość wykonania, która nieodbiegałaby od naszych standardów. Pytanie tylko z jakim autem MKX byłby w stanie rywalizować? Może z Nissanem Murano, czy Lexusem RX. Ja bym tu jeszcze widział Audi A6 Allroad. Wszystko za sprawą jednostek benzynowych dostępnych w ofercie – pierwszy, 3.7 litrowy rozwija równo 300 KM i 379 Nm, zaś drugi (EcoBoost) ma cały litr pojemności mniej, za to osiąga 330 KM i 501 Nm.

8. Ram 1500 Rebel
Fot. Ram


Dla ścisłości, nie jest już to Dodge. Marka ta po wyparciu się Vipera, postanowiła również pozbyć się jednego ze swoich znaków firmowych, jakim z całą pewnością był Ram. Co to miało na celu? Szczerze nie wiem i nie bardzo rozumiem taki ruch, ale nie o tym chciałem mówić. 6 lat – tyle czasu musiał czekać Ford na rywala dla swojego Raptora. No i w końcu się doczekał. Auto jest równie okazałe i podłe z twarzy i nie tylko to sprawia, że nie chciałbyś z nim zadzierać. W przeciwieństwie do nowego Raptora, ten poza silnikiem V6 (3.6, 305 KM) otrzyma również jednostkę V8, 5.7 HEMI z Jeepa Grand Cherokee, o mocy 395 KM. No i tutaj zapał się kończy, bo Ford obiecuje moc ponad 411 KM, czyli przynajmniej 27 KM więcej.


Na szczęście w tym wypadku moc to nie wszystko. Samochód otrzymał zawieszenie Blisteina zwiększające prześwit o 2.5 cm, a tylną oś doposażono o dodatkowy stabilizator. Jakby tego było mało, zbuntowany Ram wozi się na 17 calowych felgach, owiniętych w 33 calowe balony od Toyo.

9. Skoda Fabia Combi
Fot. Skoda


Nowa Fabia może się podobać. Już hatchback miał w sobie coś, co sprawiało, że patrzyłem na niego przychylniejszym okiem, choć nie ukrywam, że to tył jest tą częścią auta, która mi się bardziej podoba. Ostro zakończone światła nadały dużej dawki wyrazistości. Kombi wygląda jeszcze lepiej, bo z mojego puntku widzenia, jest dopełnieniem tego, co miała do zaoferowania podstawowa Fabia. A co może znaleźć się pod maską? Tylko i wyłącznie silniki z przedziału od 1 do 1.4 litra, z czego 1.0 MPI (75 KM) i 1.2 TSI (90 bądź 110 KM) to jednostki benzynowe, zaś turbodiesel 1.4 TDI ma dawać kierowcy do dyspozycji 90, albo 105 KM. Ceny rozpoczynają się od niespełna 44 tysięcy złotych.

10. BMW 1
Fot. BMW


Jak sami widzicie, zmiany dotyczą nowych zderzaków, klap bagażnika, tylnych świateł, ale to jeszcze nie koniec. W wyposażeniu dodatkowym znajdą się również przednie reflektory LED-owe, co pozwoli dołączyć BMW do grona budżetowych kompaktów, które już od co najmniej roku oferują takowe oświetlenie. Wewnątrz zmieniono panel radia i klimatyzacji. Poprawiono też wyposażenie standardowe samochodów, oferując dodatkowo automatyczną klimatyzację, czujnik deszczu, system audio Radio Professional, czy też iDrive z nowym wyświetlaczem.


Na tym nie koniec zmian. Pod maską mają pojawić się po raz pierwszy 3 cylindrowe silniki 1.5 w wersjach benzynowych oraz diesla (116i i 116d). Topowy wariant M135i został wzmocniony do 333 KM, dzięki czemu sprint do 100 km/h ma trwać o 0.1 sekundy krócej (dla wersji xDrive), czyli 4.7 s.

11. Volkswagen Polo R WRC Racecar
Fot. Volkswagen


Jak już zdążyliście zauważyć, dziś piszę nie tylko o nowościach z Detroit. Rzadko kiedy też przez owe niuanse przebijają się samochody rajdowe, ale dziś jest właśnie ten moment. Przed Wami druga odsłona Polo R WRC. I to by było na tyle dla kogoś, kto nie śledzi rajdów i oczekuje czegoś niesamowitego. Przepisy dotyczące samochodów WRC nie zmieniły się, dlatego też najistotniejszą różnicą jest nowy wzór kolorystyczny, w którym dominująca biel ustępuje miejsca granatowi.

12. Citroen C3-XR
Fot. Citroen


Jeśli jakimś cudem na tyle spodobało Wam się to auto, że już zbieracie się do wyjścia do najbliższego salonu Citroena, by go kupić, to zaapeluję o spokój. Najbliższy salon Citroena, gdzie moglibyście kupić C3-XR znajduje się najprawdopodobniej w Kashgaze (możliwe, że znajdzie się salon Ciroena gdzieś bliżej w Chinach), który oddalony jest od Warszawy o 17 godzin lotu samolotem. Jak sami widzicie, auto ma niewiele wspólnego z naszym europejskim C3 zarówno pod kątem prezencji, jak i wyposażenia standardowego oraz komfortu, który rzekomo ma równać się z najlepszymi sedanami tej marki (jak np. C6 – wysoka poprzeczka). Do napędu posłużył 4 cylindrowy silnik benzynowy 1.6 o mocy 160 KM, który przenosi moc na wszystkie koła za pomocą automatycznej skrzyni biegów. A i jeszcze jedno – być może w przyszłości producent rozważy wprowadzenie C3-XR-a na rynki Europy.

13. Buick Avenir Concept
Fot. Buick


Jak patrzę na ten samochód to nie wiem czemu, ale przypomina mi się jedno z wielu wizualizacji następcy Opla Signum i Omegi. Tam też auto miało długą maskę, bardzo obszerną kabinę, która najczęściej kończyła się – z grubsza – jak w Jaguarze E-Type, tylko dużo bardziej tłusto i zwaliście, co zdecydowanie bardziej przypominało odwłok królowej mrówek. Tutaj aż tak nie jest, co nie zmienia faktu, że i tak Avenir jest bardzo obłym samochodem, z reflektorami przypominającymi trochę te z Insigni sprzed modernizacji.


Wewnątrz króluje minimalizm ograniczający się jedynie do dwóch ekranów ciekłokrystalicznych, paru przycisków, kierownicy i dźwigni przekładni. Cała reszta to skóra, listwy wykończeniowe i drewno oraz miejscami aluminium. Naturalnie poza pokazem możliwości i szczerymi chęciami do powrotu do klasy luksusowych samochodów, nie znajdziecie absolutnie żadnych informacji dotyczących ewentualnych silników, rodzaju napędu, ani skrzyni biegów, ale nie o to tu przecież chodzi, a jeśli faktycznie Buick-owi zależy na Avenirze, to będzie odsłaniać karty z kolejnymi salonami samochodowymi, raczej w Stanach Zjednoczonych.

14. Volkswagen Cross Coupe GTE Concept
Fot. Volkswagen


Być może to, co widzicie jest odpowiedzią Volkswagena na BMW X6, czy Mercedesa GLE Coupe. I faktycznie za nic nie jestem w stanie dostrzec tu zaokrąglonej linii dachu, charakterystycznej dla coupe. Jest za to pionowy pas przedni z niemalże płaską maską, ogromną płaszczyzną blachy na drzwiach, efektownie podbitymi błotnikami i równie pionowym co z przodu, pasem tylnym. Nie to jest jednak najważniejsze dla Volkswagena, bo tutaj pierwsze skrzypce gra układ hybrydowy, składający się z 3.6 litrowego V6 i dwóch silników elektrycznych, których łączna moc wynosi 355 KM.


Dzięki napędowi na wszystkie koła i 6 stopniowej, automatycznej skrzyni DSG, Cross Coupe GTE rozpędza się do „setki” w 6 sekund, a prędkość maksymalna to 210 km/h. Zasięg samochodu na silnikach elektrycznych wynosi 32 kilometry.

15. Chevrolet Volt
Fot. Chevrolet


To może na początek kilka parametrów: 149 KM, 398 Nm, 0-100 km/h w 8.6 sekundy, zasięg: ponad 640 km. Tak pokrótce prezentuje się druga generacja Chevroleta Volta, który (całkiem prawdopodobnie) w Europie będzie nosić nazwę Opel Ampera (mówię całkiem, gdyż obecny model sprzedaje się fatalnie). Tak czy siak oba auta będą teraz prezentować się bardziej normalnie, co znaczy, że nadwozie będzie mieć bardziej opływowe kształty, co niestety nie uchroniło tyłu przed mocnym zadarciem. Nie powiem, że samochód wygląda zdecydowanie lepiej, przede wszystkim z tyłu, gdzie w oczy rzucają się światła „spięte” ze sobą czarnym panelem. Nowy Volt ma trafić do pierwszych nabywców w połowie tego roku.

16. Mercedes-Benz C350 Plug-in Hybrid Estate
Fot. Mercedes-Benz


Volvo V60 Plug-in Hybrid doczekało się rywala w swoim segmencie. Ten zaś nie jest jednak „uterenowionym” kombi, ani też turbodieslem. Właściwie nie wyróżnia się na tle wszystkich innych C-klas kombi praktycznie niczym, poza klapką na tylnym zderzaku, gdzie schowano gniazdo do ładowania akumulatorów. Co do konkretów, to pod maską poza benzynowym silnikiem o pojemności 2 litrów i mocy 211 KM oraz 350 Nm, znalazła się również jednostka elektryczna (80 KM, 340 Nm).

Razem taki duet produkuje 279 KM i przygniatające do fotela 600 Nm, które jest w stanie okiełznać dopiero ogranicznik prędkości, tradycyjnie aktywujący się po osiągnięciu 250 km/h. Prędkość ta może jednak pojawić się dość szybko, bo osiągnięcie 100 km/h wskazówka pokazuje już po 6.2 sekundy (sedan jest szybszy o 0.3 sekundy i tak, również będzie w ofercie).

17. Mercedes-Benz C450 AMG 4MATIC/C450 AMG 4MATIC Estate
Fot. Mercedes-Benz


Wyobrażacie sobie jakie to musi być dobre, skoro jest sygnowane przez AMG? Wreszcie pojawiła się napawdę szybka C-klasa, która nie musi być jednak trochę bardziej bezkompromisowym C63 AMG, gotowym zabić każdego niewprawionego kierowcę. Tym modelem Mercedes chce mierzyć w BMW 335i i Audi S4.


A działo ma bardzo konkretne, bowiem pod maską skrywa podwójnie doładowany, 3 litrowy silnik V6 o mocy 367 KM, który napędza wszystkie koła. Dzięki temu rozpędzenie się do 100 km/h ma trwać niespełna 5 sekund (albo równo 5, jeśli masz Estate-a), zaś prędkość maksymalna... O niej nawet nie wspomniano w informacji prasowej, gdyż jak wszyscy wiemy, wynosi 250 km/h. Muszę przyznać, że z pośród wymienionej trójki, Mercedes podoba mi się najbardziej (zwłaszcza czarny Estate ze zdjęć), dlatego bez wahania sięgnąłbym po kluczyk z gwiazdą. Chyba, że BMW wystawiłoby diesla (335d), który co prawda ma 54 KM mniej niż Mercedes, ale do setki zgarnia się w 4.8 sekundy zużywając przy tym jakieś 12-13 litrów na 100 km (przy dynamicznej jeździe).

18. Mercedes-Benz GLE63 AMG Coupe
Fot. Mercedes-Benz


No i tak jak przypuszczałem przed miesiącem, pojawiła się wersja AMG najbrzydszego Mercedesa w ofercie. Co prawda zderzaki dość mocno poprawiły spartaczoną robotę projektantów, jednak nadal na tył trudno będzie się patrzeć ze względu na niezdarnie doklejoną półkę za tylną szybą. No ale jadąc autem, będziemy siedzieć w środku, a tam Mercedes jak się patrzy – typowa konsola środkowa, typowy panel klimatyzacji, niezwykle ładna kierownica i bardzo czytelne zegary (bo cyferek jest mniej), czyli da się tutaj wysiedzieć.


Jeździć też się da. I to bardzo szybko, dzięki 5.5 litrowemu silnikowi V8, który rozwija 557 KM (700 Nm), albo jeśli macie ochotę na wariant S, to otrzymacie 585 soczystych kucy (760 Nm) z Affalterbach. Dzięki nim rozpędzicie GL63 AMG Coupe do 100 km/h w 4.3 (jeśli nie jest to wariant S), bądź 4.2 s. O prędkości maksymalnej nie powiem, gdyż nie została podana, ale i tak każdy wie ile ten SUV jest w stanie osiągnąć. Pytanie tylko, czy będzie możliwość odpłatnego przesunięcia ogranicznika prędkości?