Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grand. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grand. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 listopada 2014

Wyścig na ¼ mili – Jeep Grand Cherokee SRT


Bestia


Jeśli myślisz, że tak nazwany może być jedynie samochód prezydenta USA, to wierz mi, że przy Jeepie Grand Cherokee SRT ta limuzyna będzie co najwyżej diabłem tasmańskim.


Na początku przybliżę rysopis Cadillaca One, na wypadek, jakbyście nie kojarzyli auta. Wielka, czarna limuzyna z gigantycznym grillem i równie okazałymi kołami. Krótko mówiąc jakieś 5,5 metra długości i 177 cm wysokości. Ponadto samochód „uzbrojony” jest w 5 centymetrowe opancerzenie, zaś same szyby są grubości 12,5 cm. Ponadto w wyposażeniu są butle z tlenem oraz krwią dla głowy państwa amerykańskiego, zaś w razie ataku auto może bronić się zasłoną dymną i podczerwonymi granatami dymnymi. Całość waży 8 ton i kosztowało około 1,5 miliona złotych.


Przyznam szczerze, że niezbyt trudno o droższą opancerzoną limuzynę, więc wartość tzw. Bestii z całym osprzętem można uznać za promocyjną. Co więcej, osiągi również ciężko uznać za elitarne. Fakt, turbodiesel V8 o pojemności 6.6 litra robi wrażenie, ale moc oscylująca w granicach 300-330 KM już nie. Zupełnie inaczej wygląda sprawa z momentem obrotowym, który wynosi albo 705, albo 841 Nm (w zależności od wersji silnika). Jeśli jednak pamiętacie ile ten samochód waży, z pewnością zrozumiecie, że do najszybszych to on nie należy. Z drugiej jednak strony to chyba jeden z najszybciej rozpędzających się do prędkości maksymalnej pojazdów na świecie. Do 96 km/h „Bestia” rozpędza się w 15 sekund.


To skoro przedstawiłem Wam bestię tylko z nazwy, to pora przejść do auta, któremu zdecydowanie bardziej należy się ten tytuł. Panie i Panowie, oto Jeep Grand Cherokee SRT.  Nie jest może tak duży jak Cadillac One prezydenta Obamy, ale i tak swoimi rozmiarami budzi nie tylko szacunek, ale i strach. Wystarczy spojrzeć w lusterku wstecznym na szybko zbliżające się gniewne LED-owe oczy i bardzo agresywnie narysowany spoiler, by ze strachu automatycznie zjechać na prawy pas. O masce nie wspominałem, bo we wstecznym lusterku normalnego samochodu praktycznie nie ma szans jej dostrzec. A to właśnie tam znajdują się ogromne wyloty wściekle gorącego powietrza. Z profilu auto nie zmieniło się praktycznie wcale względem grzeczniejszych Grand Cherokee. Jedyne, co zauważyłem, to plastikowe wstawki w tylnych nadkolach, których zadaniem jest całkowite ukrycie szerokich walców oraz gigantycznych rozmiarów tarcze hamulcowe z niewiele mniejszymi zaciskami od Brembo.


Tył zdradza chyba najwięcej bestialskiego zacięcia i chyba nawet wiem dlaczego. To ta strona będzie najczęściej oglądana przez innych użytkowników dróg. Dlatego też tutaj znajdziecie lekko przestylizowane światła, ogromną lotkę dachową, bardzo masywny zderzak oraz dwie, rozszerzające się końcówki wydechu, który przemawia soczyście, groźnie i gęsto – wręcz dżdżyście, ale o tym trochę później. Dla jasności na klapie widnieją tylko trzy literki będące potwierdzeniem najgorszych obaw dla tych, którzy zadarli z niewłaściwym Jeepem pod światłami.


Ale to nie jedyne miejsce, gdzie znajduje się skrót „Street & Racing Technology”. Wewnątrz jest ich kilka, począwszy od oparć siedzeń, a kończąc na kierownicy. Samo wnętrze robi dużo lepsze wrażenie, niż w np. Overlandzie, jednak nadal nie udało się uniknąć plastiku spływającego na tunel środkowy, czy absurdalnie przeładowanej kierownicy. Pomijając jednak te drobne szczegóły, wszystko wygląda tak, jak powinno się prezentować od początku. Jest tu wszechobecna skóra, listwy wykończeniowe utrzymane w sportowym szyku, odpowiednio wyskalowane zegary, aluminiowe nakładki na pedały, bardzo przyjemnie grające audio, poprawione polskie menu (podobno jestem pierwszy, który testował zaktualizowany system i stwierdzam, że teraz nie mam do czego się przyczepić), całe mnóstwo przestrzeni, zwłaszcza na tylnej kanapie i najważniejsze – przycisk, który równie dobrze mógłby wystrzelić rakiety z głowicami jądrowymi, jednak został zamontowany, by budzić do życia ciut słabsze serce.


Nie znaczy, że nie jest odpowiednio wybuchowe, bo jest. I to jak! Potwór zbudowany według starej dobrej receptury, która nazywa się HEMI ma 6.4 litra pojemności, 468 najsilniejszych amerykańskich koni mechanicznych i 624 rwących asfalt niutonometrów. Taki zestaw rozpędza do 100 km/h ważącą ponad 2300 kilogramów górę żelastwa w 5 sekund i ustaje w przyspieszeniu dopiero po osiągnięciu 257 km/h. Czuć to dosłownie zawsze i wszędzie, czy przemierzacie wiejską szutrową drogę, czy też autostradę, Grand ma niewyobrażalnie dużo mocy. Wystarczy tylko wdusić czerwony guzik zagłady, by usłyszeć jęknięcie rozrusznika podobnego do tego, jaki uruchamia potężne dragstery, by chwilę potem ustąpił miejsca grzmotu.


Oczywiście uruchamiam silnik wedle starej zasady – przy otwartych drzwiach, by móc w pełni delektować się głębią pomruku niedestylowanego przez nadwozie. Grzmoty dobiegające z wydechu po uruchomieniu są tłuste i przeładowane testosteronem, ale to nic w porównaniu z tym, jak brutalnie i głośno potrafi zaryczeć SRT przy obciążeniu. To trzeba przeżyć na własnej skórze, bo żadne video na YouTube nie odda w pełni tych wszystkich smaczków, jakie towarzyszą wgniataniu pedału gazu. A jeśli przeholowalibyście z gazem przed zakrętem, to zdradzę, że to chyba pierwszy Jeep, który nie boi się szybko wjechać w wiraż.  Poważnie! Jeep zdaje się pokonywać zakręty niewzruszenie, jakby wcale nie urodził się w Toledo w Ohio, a pochodził z Monachium w Bawarii.


Do tego spalanie. W mieście faktycznie osiągnąłem lekką ręką 30 litrów na 100 km, jednak po wyjechaniu na trasę, spokojnie można zredukować konsumpcję silnika o połowę, dzięki systemowi odłączania cylindrów. Co więcej, przy spokojnej jeździe poza trasą, możliwe jest osiągnięcie spalania – uwaga – niższego, niż 10l/100 km. Jeśli więc twierdzicie, że Grand Cherokee jest zupełnie bezsensownym samochodem, to z czystym sumieniem mówię Wam, że taki nie jest. Ogromny silnik tylko pozornie wydaje się być zupełnie nie przystający do naszych realiów. Jeep jednak pokazuje, że nawet taka bestia wyposażona w odpowiednie nowinki techniczne, może zadowolić się racjonalnymi ilościami paliwa.


Tradycyjnie na koniec pozostawiam kwestię finansową. Jeep Grand Cherokee SRT to najtańszy SUV wyposażony w tak mocny silnik. W sumie to ciężko czymkolwiek z mocą ok. 470 KM przebić cenę 338 tysięcy złotych. Co więcej, wyposażenie auta jest praktycznie kompletne. Jedynymi płatnymi opcjami są lakiery metalizowane, bądź perłowe, beżowa, skórzana tapicerka i odtwarzacz DVD montowany w zagłówkach. Testowy samochód był wyposażony dodatkowo jedynie w głęboki, czarny lakier, co wywindowało wartość SRT do poziomu 342 200 zł. Chyba nie muszę mówić, że rywale z Niemiec kosztowaliby mniej więcej 150-200 tysięcy zł więcej. Przekonani? Bo ja chyba tak.




















Fot. Marcin Koński

poniedziałek, 1 lipca 2013

Japońska gejsza i francuski dzwonnik

Absolutnie najważniejszymi samochodami mijającego tygodnia były Mazda 3, oraz Citroen Grand C4 Picasso i tytuł wcale nieprzypadkowo nawiązuje do nich, jednak całkowite wyjaśnienie nastąpi później. Tradycyjnie tutaj przedstawię też mniejsze debiuty tego tygodnia, a prezentują się one bardzo kowbojsko. Pierwszym z nich jest Ford F-150 Tremor, który jest wyposażony w turbodoładowany silnik Ecoboost o pojemności 3,5 litra. Dzięki temu inżynierowie uzyskali moc zarezerwowaną wcześniej dla jednostek V8, gdyż wynosi ona 365 KM, z których 90% mocy jest dostępna w przedziale od 1700 do 5000 obrotów na minutę. Kolejną ciężarówką jest lekko odświeżony Dodge Ram, który różni się od poprzednika tym, że jest dostępny w dwóch nowych kolorach. Powróćmy zatem do naszych głównych bohaterów.

1. Mazda 3
Fot. Mazda


Gejsza. Lekka, powabna i przyciągająca wzrok. Nowa Mazda 3 jest zupełnie taka sama. Przyciąga wzrok swoimi kształtami, które sprawiają wrażenie, jakby zostały zaprojektowane przez  powietrze opływające bryłę. Pod maską znajdą się silniki, które są wizytówką japońskiego producenta. SKYACTIV będzie tu dostępny w odmianie 1,5, 2,0, 2,2 i 2,5 (przed ostatni to Diesel). Jeszcze nie wiadomo czy powstanie wersja MPS. Po cichu liczymy, że powstanie turbodoładowana wersja największego benzyniaka.

2. Citroen Grand C4 Picasso
Fot. Citroen

O ile mniejsza wersja mogła się podobać, tak Grand jak na minivana prezentuje się całkiem zgrabnie. Aż do momentu, kiedy naszym oczom ukaże się tył. Kto wymyślił coś tak pokracznego? Tylne lampy w kształcie podków, oraz klapa bagażnika wielkości tunelu to elementy są najmniej urodziwe. Cała reszta nie będzie się różniła od mniejszego C4 Picasso.

wtorek, 22 stycznia 2013

Detroit znów jest centrum motoryzacji

Ostatni tydzień, to eksplozja premier motoryzacyjnych, których miejsce miało w stolicy motoryzacji – Detroit. Jeep odświeżył niemalże całą gamę oferowanych modeli. Infiniti pokazało średnią sportową limuzynę. Volkswagen przedstawił dużego SUVa, Cadillac ekologiczne coupe, a Nissan przedstawił następcę Note’a i Murano. Ford – gospodarz – pokazał koncepcyjny model Atlas będący zapowiedzią następcy serii F. Acura przedstawiła kolejne wcielenie średniego SUVa – MDX. KIA pokazała kolejne podejście dużej reprezentacyjnej limuzyny – Cadenzy. Chrysler przedstawił kolejną edycję modelu 300. Honda pokazała mały samochód GEAR.

1. Acura NSX
Fot. Acura

To pierwsza taka zapowiedź legendy japońskich samochodów sportowych. Acura/Honda NSX tej generacji będzie jednak bardziej „eko”, trendy, modna, nowoczesna, szybka, sportowa, emocjonująca, itp. Wszystkie te reklamowe hasła na pewno zabłysną jak nie podczas prezentacji, to w czasie reklam, czy na broszurach samochodu. A auto ma wyjątkowo udaną linię. Przód jest bardzo agresywny, ba, to za małe słowo – wręcz bije cię po twarzy podśmiewając się z twojej mamy. Jakby to pokazał Maks Paradys – agresja – 10. Pod maską oczywiście technologia hybrydowa i napęd na wszystkie koła. My jednak czekamy na bardziej bezkompromisowego Type-R.


2.  Aston Martin Vanquish Centenary Edition

Fot. Aston Martin

W zeszłym tygodniu Aston Martin obchodził swój jubileusz – 100-lecie istnienia. Nie ma chyba lepszego prezentu z tej okazji jak specjalna edycja. Prezentowany Vanquish powstanie w 100 egzemplarzach. To, co wyróżnia ten model od innych, to specjalny lakier, którego nakładanie trwa aż 68 godzin. Wszystkie emblematy wykonano z czystego srebra. Wnętrze zdobi skóra, która dotychczas była dostępna wyłącznie w modelu One-77. Jak wspomniałem – to jeden z najładniejszych prezentów, jaki może sprawić producent swoim klientom.


3. Corvette C7 Stingray
Fot. Chevrolet

Ostra i fajna Corvette została dodatkowo poprawiona. Agresja aż kipi z samochodu, choć wielu zarzuca podobieństwo przodu do konkurencyjnego Vipera. Auto ma jeszcze krótszy tył, rząd 4 końcówek wydechu. Powiększono wylot powietrza z błotników, dach z włókna węglowego możliwy do demontażu oraz pokaźna lotka z tyłu auta. Pod maską zawita nowe V8 o pojemności 6,2 litra i mocy 457 KM. Setkę auto połyka w mniej, niż 4 sekundy. Aż ciekaw jestem jak będzie wyglądać Z06 i ZL1.


4. Audi RS7 Sportsback

Fot. Audi


Stało się – Audi pokazało najostrzejszą odmianę swojego gigantycznego fastbacka. Ociekająca agresją sylwetka wzbogacona została doposażona w wielkie zderzaki i pokaźne rury wydechowe, a auto ma, czym straszyć. 560 konne V8 rozpędza samochód do 100 km/h w 3,9 sekundy – pomyśleć, że całkiem nie dawno ten wynik był zarezerwowany dla najszybszego drogowego Ferrari – F50. Auto osiąga standardowe 250 km/h, bądź, jeśli dokupimy odpowiednie pakiety – 280, albo 305 km/h. Audi chwali się, że w czasie spokojnej jazdy tego potwora zaspokaja spalanie poniżej 10l/100 km. Na oficjalne ceny musimy jeszcze poczekać. Szacuje się, że RS7 będzie wart około 600-700 tysięcy złotych.


5. Jeep Grand Cherockee SRT
Fot. Jeep

Po zaledwie dwóch latach od prezentacji postanowiono unowocześnić Grand Cherockee. Auto zyskało nowe światła, oraz inne zderzaki. Najwieksza zmiana zaszła jednak we wnętrzu, gdzie klasyczne zegary zostały zastąpione cyfrowymi. Tak samo prezentuje się sytuacja u najmocniejszego przedstawiciela marki – Cherokee SRT. 470 KM katapultuje wręcz tego giganta do 100 km/h w mniej, niż 5 sekund, a prędkość maksymalna dalece przekracza ustalone 250 km/h, których SRT nie ma zamiaru się trzymać. Nowy model powinien pojawić się w sprzedaży w drugiej połowie tego roku.

5. Mercedes-Benz CLA
Fot. Mercedes-Benz

A klasa od swojego ostatniego debiutu stała się bardzo fajna. Jeszcze ciekawiej zapowiada się sedan-coupe – CLA . To znacząca zmiana producenta tak nudnych i maksymalnie poprawnych samochodów ze Stuttgartu (biorąc pod uwagę starsze „cywilne” auta z klas A-S). Samochód jest najbardziej opływowym autem na świecie – Cx wynosi tu 0,22. Auto rozmiarów C klasy będzie zasilany silnikami 1,6 (o mocy od 122 do 211 KM) . Wśród diesli znajdziemy silniki 1,8 (136 KM) i 2,1 (170 KM). Nowy model będzie kosztować od 119 tysięcy złotych.

piątek, 11 stycznia 2013

Szybkie i nieznane: Trident Iceni Grand Tourer

Fot. boldride.com

Jeszcze całkiem niedawno koncepcja cabrioletu napędzanego silnikiem diesla była dość abstrakcyjna. Jeszcze bardziej niedorzecznym było montowanie takiego silnika pod maskę auta sportowego (chodźego wszystkiego daje coś, co pokrótce nazwałbym tragedią, ale czy to byłaby prawda?

Anglicy słyną już z nieszablonowego myślenia i ogromnej kreatywności nie tylko w wymyślaniu szalonych pomysłów w autach koncepcyjnych, ale też wdrażaniu ich do aut seryjnych. Trident w 2012 roku postanowił zaoferować klientom nie dość, że supersportowego roadstera, to jeszcze napędzanego najzwyklejszym klekotem. Z całą pewnością nie jest to auto skierowane do estetów, bo z pięknem to on ma nie wiele wspólnego. Z przodu może przypominać odświeżonego Panoza Esperante, czyli jest po prostu okropny. Profil, to zdecydowanie najmocniejszy punkt tego auta – ma bardzo dobre proporcje i eksponuje to, co powinno. Napompowane błotniki dodają uroku. Tył prezentuje się zdecydowanie koszmarnie. Innych słów na skomentowanie tej zwały blach nie ma.

Pod maską znajduje się zapożyczony z General Motors silnik diesla o pojemności 6,6 litra. Właściwie więcej nie powinienem pisać, bo już wiadomo, że jeśli 669 KM was nie porywa, to moment obrotowy na poziomie 1422 Nm (słownie: tysiąc czterysta dwadzieścia dwa niutonometry!) powinien zrobić wrażenie nawet na maszyniście. Lokomotywa ta rozpędza się do 100 km/h w 3,7 sekundy, a prędkość maksymalna wynosi 321 km/h. Producent nie wspominał nic o skrzyni biegów. Wiadomo tylko tyle, że na najwyższym przełożeniu, przy 113 km/h (70 mph) wał napędowy obraca się dość leniwie, bo tylko 980 razy na minutę. To jedynie 220 obrotów wyżej od jałowych. Jadąc takim tempem auto spala 4,1 l/100 km, i nawet jeśli realne wyniki będą wyższe o litr, czy dwa, to i tak można być pełen szacunku, bo auto ma prawie 670KM. Dzięki technologii Torque Multiplication auto jest w stanie jechać właściwie na wszystkim, co ma oleistą konsystencję. Teoretyczny zasięg wynosi 3219 km, czyli można byłoby wybrać się na wakacyjną przejażdżkę z Warszawy do Porto w Portugalii (3163 km).

A co z ceną? 75 tysięcy funtów, czyli 387 tysięcy złotych (bez podatków) to bardzo atrakcyjna cena za samochód, który jest roadsterem, ma ekonomiczny silnik diesla, pozwalający nam na przejażdże nad Ocean Atlantycki i palenie gumy na najwyższym biegu. A ja z chęcią sprawdziłbym, czy rzeczywiście dałbym radę wybrać się z Warszawy do wybrzeży Portugalii na jednym baku.











Fot. dieselstation.com
Fot. nosmokenopoke.com


Fot. boldride.com
Fot. automobilesreview.com