Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Italdesign. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Italdesign. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 stycznia 2015

Szybkie i nieznane: Italdesign Giugiaro Parcour


Patrząc na niego z pewnością sobie myślicie, że to na pewno musi być w nim coś nowatorskiego, innego, bo nie da się o nim powiedzieć „SUV”. Wbrew temu, co kombinujecie, nie jest to też pierwszy, uterenowiony supersamochód na świecie. Dwa lata temu pisałem o takim, który wyszedł spod ręki inżynierów, na co dzień zajmujący się mikrosamochodami. Aixam Mega Track otrzymał 12 cylindrowy silnik o pojemności 6 litrów, który rozwijał blisko 400 KM i rozpędzał tę terenówkę do ograniczonych elektroniką 250 km/h.


To, co Wam dzisiaj przedstawiam, jest znakiem 21 lat ewolucji projektu supersportowego samochodu terenowego, a głównym winowajcą jest słynne biuro stylistyczne Italdesign Giugiaro, które popełniło ten projekt z jeszcze innego powodu – miał to być prezent z okazji 45 urodzin. Tylko na niego popatrzcie.


To co widzicie na potężnych kołach, to nadwozie, którego nie powstydziłoby się żadne superauto, na jakimkolwiek projekcie, czy też jeżdżące po drogach. Jest ostro zakończony dziób z reflektorami ulokowanymi we wlotach powietrza, są solidnie podpompowane błotniki i wąsko wcięte wloty w tylnych nadkolach. Nie wiem czy zauważyliście na zdjęciach, ale żaden ze słupków nie jest połączony z szybami, jak w Ferrari 599 GTB Fiorano. Na sam dach zaś składają się dwa płaty blachy, które łączą się ze sobą za pomocą szyby, ciągnącej się od maski po jamę, w której ukryto silnik. Blachy z dachu rozchodzą się na wysokości ostatniego słupka i łączą się ze sobą zaraz za tylnymi kołami.


Tył również Wam się spodoba, bo przesiąknięty jest takimi formami, od których nogi zmiękną od samego patrzenia. Rzućcie okiem na światła, umiejętnie wtopione w kratkę powietrza, przez którą uchodzi żar wyprodukowany przez 550 koni mechanicznych, oraz pod samym logiem „G”. Ponad nim wysuwa się niewielki, szklany spoiler. Nawet sama ceremonia wsiadania nie jest zwyczajna – drzwi otwierają się do góry, tka jak w McLarenie MP4-12C, czy Ferrari LaFerrari i odkrywają wnętrze skrojone na miarę.


Aby tam się dostać, należy pokonać bardzo szeroki próg, obszyty białą skórą. Zaraz za nim znajduje się dość ciasny fotel, również biały i tak samo skórzany, zaś pomiędzy jednym siedzeniem, a drugim jest bardzo masywny tunel środkowy, który znowu pokryty jest takim samym materiałem, co w wcześniej wymienionych elementach. Tu jednak dla urozmaicenia zdecydowano się na dodatki z włókna węglowego. Na tym jednak nie koniec, bo sam tunel środkowy zasługuje na to, by go okrzyknąć dziełem sztuki. Grzbiet został częściowo pokryty szkłem podświetlonym pięknymi pasami LED-ów w kolorze błękitu, bądź czerwieni. Z tego samego materiału zrobiono również dźwigienki przekładni.


Tunel ten wznosi się i łączy z konsolą centralną, na której znalazł się również panel klimatyzacji. Najbardziej szokująca jest tu jednak kierownica, która trochę przypomina mi wolanty Citroenów z lat 70. i 80. Te z kolei ciężko nazwać zwykłymi. Widać, że styliści inspirowali się Citroenem Visą z 1981 roku, bo tam też obok kierownicy znajdowały się narośle pokręteł i przełączników, które najwidoczniej musiały się spodobać, bo Parcour również ma na kierownicy pokrętła. I to cztery, które sterują pracą wycieraczek, radia, świateł i komputera pokładowego. Za nią zaś znalazło się miejsce na wielkie łopatki oraz wyświetlacza przekazującego gąszcz informacji o silniku, prędkości, przeciążeniach, multimediach, stanie paliwa, temperatury cieczy chłodzącej i wielu, wielu innych.


A takie dane z pewnością mogą się przydać, ponieważ za napęd odpowiada 5.2 litrowy silnik V10 z Lamborghini Gallardo, który każde z 550 KM i 540 Nm przesyła na wszystkie koła za pomocą 7 biegowej, dwusprzęgłowej przekładni z Audi R8. Z takim składem Parcour jest w stanie pędzić 318 km/h i przekraczać „setkę” w 3.6 sekundy, a w razie czego, podnieść pneumatyczne zawieszenie i śmiało przedzierać się po terenie, w którym ponoć potrafi zaskoczyć. Czy znaleźliby się chętni na taką mieszankę? Ależ i owszem – jestem pewien, że na Bliskim Wschodzie.




















Fot. Italdesign; wikimedia.org; glamgrid.com; shareonfacebook.net

piątek, 27 września 2013

Szybkie i nieznane: Italdesign Giugiaro Aztec

Fot. allsportauto.com

Gdyby Robert Zemeckis zaczekał z produkcją "Powrotu do przyszłości" jeszcze cztery lata, kto wie, czy głównym bohaterem tego dzieła nie zostałby właśnie Italdesign Giugiaro Aztec. Nie ma całkowitej pewności, jednak jeśli sam film powstałby we Włoszech, to prawdopodobieństwo wygryzienia DeLoreana DMC12 byłoby niemal pewne.

Sam „gwiazdor” seryjnie był słabym samochodem dostępnym dla wszystkich, którzy byli w stanie wyłożyć na niego odpowiednią ilość „zielonych”. Z założenia miał kosztować 12 tysięcy dolarów, jednak szacunki okazały się po prostu zbyt małe. Jedynym jego atutem była sylwetka z fantastycznymi unoszonymi do góry drzwiami w stylu Mercedesa Gullwinga.


Italdesign Giugiaro Aztec jest zupełnie innym samochodem od DeLoreana, jednak w moim odczuciu na potrzeby filmu wcale nie musiałby być modyfikowany, by wyglądał jak wehikuł czasu. Dwumiejscowy roadster dzięki prostym liniom wygląda trochę jak samolot, trochę jak pocisk i może odrobinę przypomina symulatory lotu z wesołego miasteczka. Ciężko paroma słowami opisać całe nadwozie – tutaj potrzeba broszury wypełnionej często sprzecznymi epitetami, bo z jednej strony samochód zachwyca odwagą projektantów, a z innych rzeczy aż parska się śmiechem.


Długi i niski przód z szerokimi wlotami powietrza i wąskimi, wysoko poprowadzonymi reflektorami. Dalej mamy płaską maskę, koła z felgami przywodzącymi na myśl wzory serwowane przez Alfę Romeo i lusterka wielkości mojej szuflady. Pasażer jest oddzielony od kierowcy szklanymi kopułami, które również pełnią funkcję drzwi. Na ich wysokości poniżej znajdują się wrota z zamalowanym przetłoczeniem.


Dalej już mamy prom kosmiczny Columbia – cała masa załamań przecinających się ze sobą i skręcających lekko kanciastym łukiem. Zdecydowanie ta część nadwozia wygląda najbardziej futurystycznie, choć nawet teraz – 25 lat po premierze Azteca najbardziej zdumiewa oglądających. Za siedzeniami znajduje się maska z nacięciami wlotów powietrza. Tylne nadkola zaś zostały przysłonięte nadwyżką aluminium, włókna węglowego i kevlaru.


Zad został całkowicie zdominowany przez ogromne skrzydło – pewnie jego dawcą był któryś większy samolot pasażerki, bądź prom kosmiczny. Tył to połączenie Alfy Romeo 164 i modelu Brera (164 patrząc wyżej, Brera – końcówki wydechu) – czyżby przyszłość motoryzacji nie była im obca? Aż tak prosty tylny zderzak, to oznaka, że chyba skończył się budżet projektantom na kolejne dziwaczne załamania blachy.


Nawet, jeśli zabrakło im kasy, to z całą pewnością nie inwestowali jej w głupi sposób. Do napędzenia auta posłużono się jednostką pochodzącą od Audi Quattro. To nie byle jaki motorek, bo 5 cylindrowy potwór z turbodoładowaniem, którego moc wynosi aż 250 KM. Jakby tego było mało, przeniesienie napędu zostało zapożyczone od Lancii Delty HF Integrale – mamy więc gotowego rajdowego mistrza świata, który rządziłby na trasach przez przynajmniej 40 lat!


Zestaw ten pozwala na rozpędzenie Azteca do ponad 240 km/h przekraczając pierwsze „100” już w czasie 6,5 sekundy. Samochód nigdy nie trafiłby na drogi, gdyby nie japońska firma przemysłowa Myakawa, która wykupiła prawa do tego modelu. Następnie zleciła niemieckiej firmie MTM dostosowanie tego auta do użytku drogowego. Auto w „seryjnej” odmianie zostało zaprezentowane w 1992 roku.

Samochód kosztował 225 tysięcy dolarów. Nie wiadomo ile oficjalnie powstało aut – szacuje się, że wyprodukowano 15 do 50 samochodów. Pod koniec ubiegłego roku jeden z Azteców został wystawiony do sprzedaży – auto miało przebieg 165 km oraz ważne badania techniczne. Cena? Z pewnością przekroczyła 225 tysięcy dolarów.


Fot. caranddriver.com
Fot. autokult.pl
Fot. audistory.24max.de
Fot. allsportauto.com


Fot. allsportauto.com
Fot. allsportauto.com
Fot. allsportauto.com

środa, 15 sierpnia 2012

Szybkie i nieznane: Italdesign Nazca C2

fot: autogush.com

Ile modeli BMW miało silniki zamontowane centralnie? Właściwie produkowany był jedynie M1, który został zaprezentowany pod koniec lat 70. Miał być konkurentem dla Porsche i Ferrari nie tylko na drogach publicznych, ale też na torze wyścigowym, jednak auto nie spełniało żadnych norm, by mogło uzyskać homologację wyścigową. Dlatego też utworzono specjalną ligę dla tych aut. Pod maskami znajdowały się rozwiercone jednostki pochodzące z modelu 3.0 CSL o pojemności 3,5 litra i legitymujące się mocą 277 KM. Doładowane wersje wyścigowe miały aż 862 konie (!).

Trzydzieści lat od debiutu pierwszego bawarskiego superauta, BMW zaprezentowało współczesną interpretację pod nazwą Hommage. Auto hołduje (Homage – z ang. Hołd) kształt klina, przymrużone reflektory, żaluzje na tylnej szybie, czy dwa loga widniejące w tylnej części auta. Niestety projektanci tak bardzo zajęli się projektowaniem nadwozia, że zapomnieli zamontować silnik, przez co auto jest zupełnie bezużyteczne. A szkoda, bo wygląda fenomenalnie.

W 1991 roku BMW też miało samochód z silnikiem zamontowanym  po środku (które było z lekka zmodyfikowaną wersją M12). Nadwozie zaprojektował Italdesign. Drzwi oczywiście otwierają się bez ramek, za to przy otwieraniu okna unoszą się ponad dach. Z przodu auto ma niskie, szerokie reflektory z małymi nerkami. Z profilu widać klasyczny klin, zaś tył wieńczy spoiler z szeroką listwą świateł.

Technicznie samochód ma dużo wspólnego z BMW serii 8. Auto posiada przeszczepiony silnik, skrzynię biegów a nawet zegary z powiększoną skalą prędkościomierza i przesuniętą obrotomierza. Pod maską trafił silnik V12 o pojemności 5 litrów i mocy 350 KM. Jednostka nie jest zbyt wysilona, jednak nie przeszkadza to osiągać temu autu prędkości prawie 330 km/h i przyspieszać do 100 km/h w mniej niż 4 sekundy. To wszystko jest zasługą niskiej masy tego wielkiego auta (długość dochodzi do 5 metrów), która wynosi równo tonę.

Autem można się przejechać wyłącznie w grze Need For Speed II/II SE i jest to samochód, który może konkurować z najlepszymi. Auto na drodze ciężko znaleźć, bowiem  wyprodukowanych jest tylko 3 egzemplarze, z czego 2 są odmianami coupe, a jeden – Roadster Targa.


fot. autogush.com
fot. supercars.net

fot. autokult.pl
fot. carsbase.com

wtorek, 17 kwietnia 2012

Szybkie i nieznane: Italdesign Scighera



Źródło: imagejuicy.com


Długo myślałem nad tym, czy w blogu jest sens zamieszczać specjalne działy poświęcone konkretnej tematyce. Ostatecznie dziś rozpoczynam cykl poświęcony nieznanym, nie rzadko też koncepcyjnym samochodom, które każdy przynajmniej powinien znać z widzenia.

W tym tygodniu chciałbym napisać coś na temat Italdesign Scighera, bądź jak kto woli Alfy Romeo Scighera.

Samochód został zaprezentowany w 1997 roku w Genewie. Został wybudowany na bazie modelu 164 a nadwozie składa się całkowicie z aluminium, co na tamte czasy było nie lada wyczynem. Samochód waży tyle, ile miejskie auto, co na supersportowca było rewelacyjnym wynikiem. Sama nazwa „Scighera” w okolicach Mediolanu oznacza niespodziewaną, gęstą mgłę, co może tłumaczyć wyjątkowo szybkie zniknięcie nie tylko z oczu ale i z pamięci wielu automaniaków.

Wygląd z pewnością jest kontrowersyjny bez względu na to skąd się patrzy na Alfę. Z przodu zwracają uwagę malutkie reflektory wyglądające jak oczy klauna. Do auta wsiada się otwierając nie tylko drzwi, ale i podnosząc okna. Kształt klina kończy się wysokim tyłem z ogromnym spoilerem. Tylne lampy w kształcie bumerangu moim zdaniem są najmniej udanym elementem. Wygląda trochę dziwacznie, jednak po dłuższym namyśle stwierdza się, że nie da się wstawić tam niczego lepszego.

Pod maską spotykamy lekko zmodyfikowanego starego znajomego – 3 litrowe V6 wzmocnione podwójnym doładowaniem. 400 konny potwór przyspiesza do 100 km/h w mniej niż 4 sekundy i rozpędza się do całych 300 km/h. To zdecydowanie najszybsza Alfa w historii. W trakcji zdecydowanie pomaga napęd na cztery koła pochodzący z modelu 155 (a w dalszym łańcuchu z Lancii Delta Integrale).

Ciekawostka – samochód ten wziął udział w grze „Need For Speed 3 Hot Pursuit” z 1998 roku.

Dlaczego auto znalazło się tutaj? Cóż. Odkąd grałem w „gorący pościg” nie lubiłem specjalnie tego samochodu. Wydawał mi się przesadnie udziwniony. I to właściwie jedyny argument, który skutecznie odpychał mnie, bowiem prowadził się bardzo dobrze i był jednym z najszybszych dostępnych od Electronic Arts (producenta gry). Dopiero od kilku lat zacząłem się bardziej interesować Scigherą, a auto zaczęło się podobać. Na tyle zacząłem się nią interesować, że postanowiłem poszukać modelu w 3D, by dodać go do gry, na którą chorowałem długi czas - Racer.

Doszedłem wtedy do wniosku, że musiałem dojrzeć do tego auta. To dzieło sztuki, którego nie każdy zrozumie.