Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smart. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smart. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 grudnia 2014

Wyścig na ¼ mili – Smart fortwo


Więzień miasta

Jeśli chcielibyście uwolnić się Smartem fortwo z wielkomiejskich korków, to na trasie szybko za nimi zatęsknicie. Ten samochód właściwie nie powinien przekraczać rogatek betonowej dżungli, w której czuje się jak Tarzan.

Ile razy zdarzyło Wam się zrobić coś nienaturalnego? Coś, czego nie zrobilibyście bez zażycia różnego rodzaju środków, bądź też po prostu grupki przyjaciół, która chcąc, nie chcąc wpływa na Was w dość znaczny sposób. Jeśli nie macie zapuszczonych i tłustych włosów, kraciastej koszuli w tragicznym wzorze oraz sztruksowych spodni, to z całą pewnością możecie wspominać coś więcej, jak 2-3 dni spędzone przed komputerem.

Mogę założyć się, że macie przynajmniej jedno wspomnienie, w którym zrobiliście coś głupiego, a teraz chętnie do tego wracacie, choćby po to, by uśmiechnąć się pod nosem. Absolutnie całkowicie jestem też pewien tego, że nie wszystkie wspomnienia nadają się do uzewnętrznienia. W jakiekolwiek byłyby formie. Przynajmniej nie pod Waszym imieniem i nazwiskiem, żeby pracodawca nie mógł się przyczepić do tego, że kiedyś bawiliście się lepiej od niego, albo z marketingowego punktu widzenia wasze zdjęcie może negatywnie wpływać na postrzeganie firmy. I nikogo nie interesuje wtedy, że głupkowaty wyraz twarzy spowodowany został logiem, którego przecież nie ma na zdjęciu. Ale co tam!

Sam zauważam, że na profilach znajomych z czasem zaczynają znikać zdjęcia z wakacji, bądź po prostu szalonych wypadów w miasto. Zamiast nich zaczynają dominować neutralne uśmieszki i zdjęcia niczym z CV, bo przecież pracodawca patrzy! I to wcześniej, niż ci się zdaje. I tym akcentem przechodzę do Smarta, ponieważ jeśli nie wiecie, to zdradzę Wam, że za projektem mikrosamochodu do miasta stoją panowie z Mercedesa (choć pomysłodawcą jest dyrektor generalny marki produkującej zegarki Swatch). Dokładnie ci sami, którzy robią samochody dla dojrzałych i poważnych ludzi.

Pewnego dnia zainspirował ich Nicolas Hayek (pan od Swatcha) i postanowili zbudować samochód, który zaczyna się tuż przed kolanami i kończy się zaraz za plecami. Auto potrafi zawracać jak rower, a żeby choć odrobinę przypominało samochód sportowy, dostało silnik z tyłu i napęd na tylną oś. Co więcej, między jednym, a drugim znalazła się automatyczna skrzynia biegów. Tak oto w 1997 roku światło dzienne ujrzał Smart City Coupe. Mikrus mierzący równo 2,5 metra długości oraz 1,5 szerokości (+1 cm) i wysokości. Samochód zyskał ogromną popularność w Europie, jednak w Polsce długo trzeba było czekać na jego debiut. Oczywiście powodem była cena wprost odwrotnie proporcjonalna do wielkości samochodu. Jak się jednak później okazało, nie było to do końca prawdą.

Jest jednak pewna kwestia, którą potwierdzą chyba wszyscy użytkownicy pierwszych dwóch generacji tego mikrusa. Chodzi o skrzynię biegów, która była tak wolna, że można byłoby porównać jej szybkość to tempa, z jaką przesuwają się kontynenty. W czasie, kiedy przekładnia zmieniała bieg, kierowca mógł bez skrępowania wyjść z samochodu i napić się kawy, albo zjeść kanapkę. A że to była skrzynia sześciostopniowa, to sami widzicie, że kierowcy mieli bardzo dużo możliwości korzystania z wszelkiego rodzaju atrakcji.

W nowym Smarcie przekładnia nie będzie dawała aż tylu możliwości, gdyż mamy tu do czynienia z pięciobiegową konstrukcją. Mało tego, jest ręczna! Chyba, że tęsknicie za automatami, to takowy również istnieje. I to dwusprzęgłowy. Świat stanął na głowie! Pytanie tylko, czy jeśli Smart pozbył się swojego zrobotyzowanego odpowiednika ukwiału, to z miejsca stał się doskonały? Żeby zbyt szybko nie kończyć mojego artykułu dodam, że odpowiem na to trochę później.

Trzecia generacja Smarta, to znacznie więcej, jak tylko zmieniona skrzynia biegów. To, co oglądacie na zdjęciach, w bardzo dużej części nie przypomina Mercedesa, lecz Renault. Poza starą przekładnią nie znajdziecie tu również silnika diesla, gdyż ten w obecnych realiach jest po prostu bez sensu (przez filtr cząstek stałych, który zapychałby się częściej, niż Twój nos w czasie zimowego przeziębienia). Wystarczy spojrzeć na przód, by dojść do wniosku, że zaszła tu spora rewolucja. Światła są duże, kwadratowe, atrapa chłodnicy też jest większa, jak również maska, która wreszcie istnieje.

Profil jednak dobitnie zdradza, że to, na co patrzycie jest Smartem. Szkielet nadwozia pomalowany jest w kontrastowym kolorze (ale można też dobrać wariant w pełni biały, czarny, bądź srebrny), drzwi stanowią ponad połowę długości samochodu, zaś za nimi znalazły się niewielkie wloty powietrza. Tył mimo wyraźnych zmian również ciężko pomylić – głównie przez to, że jest praktycznie pionowy, a światła okalają wstawki w kolorze szkieletu.

Wnętrze za to zostało przeprojektowane właściwie od samego początku. I tutaj też widać największy wkład Renault, gdyż wyświetlacz na konsoli środkowej oraz zegary są wzięte z zapasów francuskiego producenta. Podobnie też lewarek zmiany biegów. A skoro jesteśmy przy Twingo, to dziwić może fakt, iż dźwignia tam jest dużo ładniejsza, jednak małe Renault może pozazdrościć Smartowi obrotomierza, materiałów oraz panelu klimatyzacji. Po prostu nie chce się stąd wysiadać. Kierownica wygląda fantastycznie i świetnie się trzyma, zaś pedały mają aluminiowe, nadające sportowego charakteru nakładki.

Szkoda tylko, że tak mało go pod maską, wróć! Pod podłogą bagażnika. Litrowy, 3 cylindrowy silnik wytwarza 71 koni mechanicznych i 91 niutunometrów momentu obrotowego, które przenoszą 800 kilogramowego malucha na drugą stronę 100 km/h w 14.4 sekundy, zaś sprint kończy się po osiągnięciu 151 km/h. Jeśli myślicie, że taka prędkość będzie odczuwalna w postaci np. drżenia jak przed erupcją wulkanu, to uspokoję Was – nie będzie, gdyż zwyczajnie nie czuć prędkości za sterami fortwo. Bez względu, czy jedziecie 40, 90, czy 140 km/h.

Oczywiście w trasie taki zestaw ma bardzo trudną przeprawę do pokonania, gdyż wszelkie wyprzedzanie musi wiązać się z wypatrzeniem odpowiednio dużej luki znad przeciwka oraz redukcją o dwa biegi, by obroty silnika w najlepszym wypadku przekroczyły 4 tysiące. W mieście jest już dużo lepiej, ponieważ do sprawnego przemieszczania się nie trzeba tak wysoko wspinać się po skali obrotomierza.

Prowadzenie również powinno się Wam spodobać – układ kierowniczy jest bezpośredni, a hamulce są tak skuteczne, że nie raz miałem wrażenie, iż podniosę nimi tył Smarta. Problem mogą mieć za to ci, którzy mieszkają przy zniszczonych drogach. Zawieszenie jest dość sztywne, zaś bliskość wszystkich kół będzie potęgować wstrząsy i wszelkiego rodzaju dyskomfort. Nawet ten wywołany przez wiatry. Już spieszę z wyjaśnieniem o co mi chodzi, żebyście mnie właściwie zrozumieli. fortwo wyposażony jest w asystent bocznego wiatru, którego zadaniem jest niwelowanie skutków groźnego podmuchu. Odniosłem wrażenie, że nie jest on doskonały, gdyż raz, silny podmuch niemalże cisnął mną na sąsiedni pas drogi krajowej 61 w Zegrzu, a to było już dość groźne. Na szczęście jak pokazują testy zderzeniowe, Smart fortwo to bardzo bezpieczna konstrukcja, co powinno mnie uspokoić i załóżmy, że w jakimś stopniu byłem spokojny.

Jak już widzicie, Smart fortwo nie jest doskonałym mikrusem – pozwala miotać sobą przez wiatry oraz ma silnik, który nie radzi sobie w trasie. Tyle, że fortwo powstał z myślą o mieście, dlatego też moim zdaniem jest absolutnie fantastyczny. Zawraca niemalże w miejscu, do tego jesteś w stanie zaparkować nim prostopadle przy jezdni, gdzie wszyscy parkują równolegle. Ponadto jest nafaszerowany gadżetami i prezentuje się bardzo efektownie. Jest tak fajny, że chciałbym go mieć.

Najpierw jednak musiałbym przeskoczyć przez dość wysoki próg, jakim jest cena - minimum 47,5 tysiąca złotych. Chyba że nie jesteście tak sprytni jak Smart, zainteresuje was wersja edition #1 z m. in. nawigacją, podgrzewanymi siedzeniami, automatyczną klimatyzacją i efektownymi szprychowymi felgami, która kosztuje mniej więcej 80 tysięcy złotych.


















Fot. Marcin Koński

poniedziałek, 21 lipca 2014

Pokaźny zastrzyk nowości


Co prawda w ostatnim czasie nie odbywały się żadne targi motoryzacyjne, jednak nie oznacza to, że producenci nie mogą zalać nas informacjami na temat ich nowości motoryzacyjnych. Dziś zaoferuję mniej więcej połowę tego, co zaprezentowano, z tym, że dla naszej części świata te auta będą miały jakieś znaczenie na rynku.







1. Audi A7 3.0 TDI competition
Fot. Audi


AudiRS5 TDI Concept nie jest jedynym samochodem świętującym ćwierćwiecze ulubionych silników typowego Mirka i mniej więcej połowy Polaków. Producent z Ingolstadt zaprezentował bowiem jeszcze jeden samochód z 3 litrowym turbodieslem po kuracji wzmacniającej. Poza tym auto wyróżnia się obniżonym o 2 cm nadwoziem, czarnym grillem, grafitowymi, szprychowymi felgami, ogniście czerwonym kolorem nadwozia, bądź niebieskim, albo jednym z dwóch odcieni szarości i indywidualnym wystrojem wnętrza.


Dużo ciekawiej dzieje się pod maską. W competition pod maską zamieszkuje 326 KM, które w razie potrzeby zwiększają swoją gromadę (za pomocą funkcji boost) o kolejne 20 KM. Za przyspieszenie odpowiada iście ciężarówkowy moment obrotowy (650 Nm), dzięki którym A7 przyspiesza do 100 km/h w nieco ponad 5 sekund. Jeśli zależałoby Wam na ekonomicznej jeździe, to competition potrafi zadowolić się średnio 6.1 litrami paliwa na 100 km.

2. Mercedes-Benz S65 AMG Coupe
Fot. Mercedes-Benz


Rzadko dochodzi do tego, by producent zaprezentował samochód z silnikiem liczącym cały tuzin cylindrów, a szkoda, bo moim zdaniem te królewskie silniki zasługują na dużo więcej uwagi mimo idiotycznej mody na downsizing. Dlatego też Mercedes zaprezentował w swoim największym coupe jednostkę oznaczoną jako 65 AMG. 6 litrowe V12 generuje 630 KM i okrągły 1000 Nm momentu obrotowego, który pozwala na osiągnięcie 250 km/h i przekroczenie 100 km/h w mniej więcej 4 sekundy. Poza tym auto będzie wyposażone w m. in. system Magic Body Control znany z tradycyjnej S klasy oraz Active Body Control, który będzie miał za zadanie redukować przechyły na zakręcie.

3. FIAT Panda Cross
Fot. FIAT


Panda 4x4 jest na rynku już od dłuższego czasu, co niestety nieszczególnie chce się przekładać na popularność tego modelu w Polsce. Dlatego też z odsieczą przychodzi równie dzielny, ale zdecydowanie bardziej rasowo prezentujący się Cross. Auto ma zmienione zderzaki, oraz światła. Doposażono je również w listwy ochronne na drzwi. Pod maską można znaleźć jeden z dwóch silników. Pierwszy – benzynowy ma pojemność 0.9 litra i 90 KM (145 Nm). Drugi, to turbodiesel 1.3, który legitymuje się mocą 80 KM i momentem obrotowym na poziomie 190 Nm. Oba silniki „ożenione są” z manualną, 6 biegową skrzynią.

4. Aston Martin V12 Vantage S Roadster
Fot. Aston Martin


Oto jest! Najsmaczniejszy kąsek zaserwowany przez Anglików. Do kompaktowych rozmiarów roadstera inżynierowie (a właściwie cudotwórcy) upchnęli 6 litrowy, 12 cylindrowy silnik z DB9, który przeszedł dodatkową kurację wzmacniającą. Efekt to 4 sekundy do setki i prędkość maksymalna najwyżej wywindowana ze wszystkich otwartych Astonów – 323 km/h. Ponadto auto zostało wyposażone w 7 biegowy automat. To, jak i ceramiczne hamulce, wspomaganie kierownicy oraz zawieszenie zostało przeniesione z zamkniętego V12 Vantage S Roadster.

5. Smart fortwo
Fot. Smart


To będzie przełomowy model Smarta. Nie tylko ze względu na pierwszą w historii auta skrzynię manualną o 5 przełożeniach, jak i automat, ale tym razem już dwusprzęgłowy, sześciobiegowy. Ciekawostką jest też to, że auto ma bardzo dużo wspólnego z nowym Renault Twingo – m. in. identyczne są podzespoły, napęd i silniki (do wyboru 0.9 – 60 KM i 1.0 – 90 KM), które będą umieszczone (dla Smarta tradycyjnie, w Renault to nowość) z tyłu. Mikrus mierzy 2.69 m długości, 1.66 m szerokości i 1.55 wysokości.

6. Smart forfour
Fot. Smart


Przy okazji premiery fortwo, pokazano również model, który już nigdy miał nie trafić do sprzedaży. Forfour to o 80 cm przedłużona wersja dwumiejscowego malucha – również ma silnik z tyłu i oparty jest na wspólnych rozwiązaniach z Renault. Nie mniej jednak w porównaniu do poprzednika, nowy forfour jest w pełni autonomicznym projektem Smarta (pierwszy model powstał na bazie Mitsubishi Colta). Ciekawostką są otwierane tylne drzwi pod kątem 90 stopni, oraz cena, wyższa od tej z fortwo o zaledwie 2,5 tysiąca złotych.

7. Mazda 2
Fot. Mazda

Jeśli coś się dobrze sprzedaje, bo jest ładne, to warto w tej samej stylistyce zrobić więcej modeli. I bardzo dobrze, bo Mazda wypuszcza na świat bardzo udane samochody. Nowa Mazda 2 z grubsza przypomina większą trójkę – ma podobnie, ostro zarysowany dziób, przednie reflektory i przetłoczenia na przednim błotniku, oraz wystrój wnętrza. Tu jednak dopatrzyłem się drobnej wpadki – w miejscu centralnego prędkościomierza znalazłem oznaczenie przeznaczone dla obrotomierza. Ktoś mało rozgarnięty pomyślałby sobie, że kręci silnik do niebotycznych 140 tysięcy obrotów na minutę. Nowością w Maździe ma być wyświetlacz Head-up.


Fot. Mazda
Pod maskę mają trafić silniki 1.5, zarówno benzynowe, jak i diesle. Póki co znane są dane jedynie wersji wysokoprężnej, która ma mieć 105 KM i 250 Nm momentu obrotowego. Najważniejszą informacją jest to, że auto ma konkurować z rywalami z klasy premium. Na cel nowej dwójki obrano Audi A1, MINI i Citroena DS3.