Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skoda. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 marca 2015

Ostatecznie Genewskie premiery, część 3/6

11. Toyota Auris
Fot. Toyota

Można powiedzieć, że Toyota gruntownie zmodernizowała Aurisa, ponieważ poważne zmiany dotknęły nie tylko karoserii, ale i gamy silnikowej. Przede wszystkim zmieniono zderzaki na dużo masywniejszy zestaw, zmodyfikowano światła i maskę. Ponoć wszystkie zmiany mają wpłynąć również na obniżenie środka ciężkości. W środku zaś poprawiono materiały wykończeniowe, zmieniono zegary oraz przeprojektowano konsolę środkową.

Jak już wcześniej wspomniałem, zakres zmian nie ominął też gamy silnikowej. Nowością jest turbodoładowana jednostka 1.2 Turbo  o mocy 112 KM i momencie równym 185 Nm. Dzięki takiemu zestawowi Auris z automatyczną przekładnią jest w stanie rozpędzić się do 100 km/h w 10 sekund i osiągnąć 200 km/h. Wśród diesli nie zobaczymy już 2 litrowej jednostki, która została wyparta przez motor 1.6 (112 KM, 270 Nm).

2. Toyota Avensis
Fot. Toyota

Nie. To nie jest nowa generacja samochodu służbowego do flot. Tak naprawdę Toyota zdecydowała się przeprowadzić kolejny lifting, tym razem znacznie bardziej gruntowny (wszak obecny model jest na rynku od 2008 roku) a dowodem na to jest praktycznie niezmieniona sylwetka nadwozia z zachowanymi przetłoczeniami z boku auta. Avensis została zaprojektowana we Francji, zaś produkcją zajmą się odwieczni wrogowie – Anglicy. Sam samochód urósł o 4 cm a największe zmiany zaszły w pasie przednim, tylnym oraz w środku. Całkowitą nowością są w pełni LED-owe reflektory oraz 8 calowy, dotykowy wyświetlacz w konsoli środkowej.

W przeciwieństwie do Aurisa, pod maską Avensis jeszcze będziecie mogli zobaczyć wersję z 2 litrowym turbodieslem, którego moc wynosi 143 KM (320 Nm). Z tą jednostką auto będzie rozwijać prędkość maksymalną 200 km/h, zaś pierwsza setka ma się pojawić po 9.5 sekundy. Ale to jeszcze nie koniec. Słabszy, 2 litrowy wariant został zastąpiony jednostką 1.6 o mocy 112 KM i momencie równym 270 Nm (0-100 km/h w 11.4, Vmax – 180 km/h). Wśród motorów benzynowych nie zaszły bardziej istotne zmiany, toteż dotępne będą wersje 1.6 (132 KM), 1.8 (147 KM) oraz 2.0 (152 KM).

13. Mercedes-Benz Vision-e Concept
Fot. Mercedes-Benz

Prawdopodobnie najładniejszy van na świecie doczekał się bardzo szybkiej, hybrydowej wersji, która łączy 2 litorwy silnik o mocy 211 KM z jednostką elektryczną, dającą ze swojej strony 121 KM. Taki zestaw składajacy się z 332 KM ma zapewnić sprint do 100 km/h w równo 6 sekund, zaś prędkość maksymalna ma wynieść równie ciekawe 206 km/h. Nie mniej interesujące są zapewnienia producenta, że auto ma zadowolić się zużyciem paliwa na poziomie 3 litrów na 100 km.

Poza osiągami samochód wyróżnia się zmienionym wyglądem nadwozia i bardzo luksusowym wnętrzem. W kuluarach mówi się nawet, że Vision-e Concept jest zapowiedzią produkcyjnej wersji Mercedesa V Maybach, co moim zdaniem jest już co najmniej lekką przesadą.

14. Skoda Octavia RS230
Fot. Skoda

Prawdę powiedziawszy, to nie tego oczekiwałem po stoisku Skody na targach w Genewie. Przed imprezą dużo mówiło się bowiem o wersji Boneville Special z 280 konnym silnikiem z SEAT-a Leona Cupry, a tak za sprawą RS230 powoli zaczynam powątpiewać w ostateczny plan wdrożenia ekstremalnie mocnej Octavii.

Prezentowany samochód ma o 50 KM mniej, niż zakładałem, za to jest już w stanie osiągnąć na tyle dużą prędkość maksymalną, by ta została ograniczona elektronicznie do 250 km/h mijając numer „100” na prędkościomierzu już po 6.7 sekundy, ale to nie koniec nowości. Pierwszy raz w Skodzie zastosowano elektroniczną szperę, która jest w stanie przenieść nawet 100% mocy na jedno z przednich kół możliwie jak najbardziej eliminując podsterowność.

15. Aston Martin DBX Concept
Fot. Aston Martin

To co widzicie rzekomo nie jest wcale wymysłem stylistów, tylko prośbą klientów. Ta, jasne. A co powiecie na Astona Martina Lagondę Concept? Też crossover i jeszcze bardziej obrzydliwy, tylko z większą ilością drzwi, ale koniec końców idea jest bardzo zbliżona. Skoro już nazwa „Lagonda” została zaklepana i wcale nie oznacza (na szczęscie) ogromnego paskudztwa, to trochę zgrabniejsze paskudztwo trzeba było nazwać trochę inaczej. Co, jakby do DB dodać literę X, która zapewne mogłaby oznaczać napęd na obie osie? No to chyba mamy wszystko wyjaśnione.

Fakt, DBX jest bardziej „podniesionym” coupe, niż crossoverem, co nie zmienia jednak faktu, że i tak jest to kaszalot wśród wspaniale wyglądającej gamy modelowej producenta. I jeszcze to podpieranie się klientami... Nie chcę mi się wierzyć, że są oni aż tak głupkowaci, by mieli porywać się na takie coś. Na ich miejscu domagałbym się zwiększenia sprzedaży Lagondy w Europie. I to natychmiast!

16. Audi R8 LMS
Fot. Audi

Skoro Audi przedstawiło nowe R8, to nie mogło zabraknąć również torowego odpowiednika. Auto, które zadebiutuje w wyścigach na Nurburgringu za 2,5 miesiąca ma zmniejszoną masę własną o 25 kg (do 1225 kg) oraz zwiększoną sztywność ramy o blisko 40%. Ponadto R8 LMS ma zintegrowany dyfuzor, otwarcie ratunkowe w dachu czy zabezpieczenie zderzeniowe z tyłu, wykonane z włókna węglowego.

Samochód porusza się za pomocą 10 cylindrowego silnka o pojemności 5.2 litra, którego moc wynosi 585 KM. W transportowaniu owych koni mechanicznych i niutonometrów na tylną oś ma pomóc sekwencyjna, 6 biegowa przekładnia. Audi R8 LMS ma trafić do prywatnych zespołów wyścigowych pod koniec tego roku.

17. Suzuki iM-4 Concept
Fot. Suzuki

Krótko mówiąc oto następca Suzuki Jimny. iM-4 mierzy prawie 3.7 metra długości i napęd na wszystkie koła. Idąc z duchem czasu nie można było zapomnieć o ekologii, dlatego też do poruszania się auta ma posłużyć układ hybrydowy, w którego skład wchodzi jednostka 1.2 i silnik elektryczny. Niestety moc pozostaje do wiadomości inżynierów. Wiemy za to jednak, że sama jednostka „na prąd” służy za generator prądu i zastrzyk koni mechanicznych, kiedy te są potrzebne. Poza tym silnik elektryczny jest połączony z baterią litowo-jonową (taką samą masz np. w telefonie komórkowym), która ładuje się m. in. podczas hamowania.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Urlop odwołany. Pobędę z Wami jeszcze przez co najmniej 3 tygodnie


Jedno z najprawdziwszych praw Murphiego mówi, że jak coś ma dobrze pójść, to na pewno coś się zepsuje. Kolejne trzy samochody do „Szybkich i Nieznanych”, jakie znalazłem w ostatnim tygodniu może nie jest powodem do wściekania się o przesunięty odpoczynek od blogosfery, ale oznacza to, że do i tak do tygodnia, w którym działo się u mnie bardzo dużo, muszę dodać pracę nad tym, co teraz czytacie, a nie jest to 15 minutowa zabawa ;) . Nie przeciągając już zapraszam Was na kolejną przedgenewską gorączkę.

1. Mercedes-Benz SL Mille Miglia 417 Edition
Fot. Mercedes-Benz


Pozwólcie, że wyjaśnię Wam wszystko po kolei. Mille Miglia – wyścig tysiąca mil (a właściwie w 1955 roku nieco ponad 992 – 1597 km), ciągnący się włoskimi drogami publicznymi. 417 – numer boczny Mercedesa 300SL, który brał udział w owym wyścigu. O 4:17 samochód wystartował w Brescii, dojechał do Rzymu i wrócił do miasta po 11 godzinach, 29 minutach i 21 sekundach wygrywając w kategorii samochodów seryjnych.


Oczywiście w erze najabsurdalniejszych przepisów BHP taki wyścig nie miałby najmniejszego sensu, dlatego też jedyne, na co mogą sobie pozwolić producenci, to wzdychanie i wspominanie starych czasów. Dużo ciekawszym pomysłem jest jednak zbudowanie okolicznościowej wersji specjalnej, jak ta Mille Miglia 417 Edition, która w odróżnieniu od dobrze nam znanego SL-a wyróżnia się czarnym, matowym lakierem, z czerwonymi wstawkami na zderzakach, felgach, a także na dywanikach oraz kierownicy. Tym samym kolorem chełpią się również zaciski hamulców i pasy bezpieczeństwa.


Auto będzie oferowane w dwóch wariantach silnikowych – 400 (333 KM) i 500 (455 KM) i będzie można je zamawiać do 7 kwietnia. SL400 Mille Miglia 417 Edition będzie droższa od standardowej o 61 716 zł, zaś „pięćsetka” o 53 376 zł.

2. DS 5
Fot. DS


Włodarze Citroena uznali, że lifting flagowego DS5 będzie idealnym momentem, by ostatecznie „usamodzielnić” markę DS, dlatego też nie znajdziecie tu już loga francuskiego producenta. Ponadto samochód najwyraźniej zmieni się z przodu, gdzie zastosowano nowe reflektory LED-owe, zderzak oraz grill, zapożyczony z koncepcyjnego 5LS R Concept. Prawdę powiedziawszy ten ostatni moim zdaniem został wciśnięty tu na siłę, bo nijak to nie pasuje do bardzo ładnej całości. Ponadto delikatnie przekonstruowano tylne światła oraz zastosowano w środku dotykowy ekran na konsoli środkowej.

3. Bentley Continental GT/Continental GT Convertible
Fot. Bentley


Najważniejsze zmiany w nowych modelach to zmodyfikowane zderzaki i wloty powietrza w błotnikach na kształt litery „B”. Przekonstruowano również klapy bagażników, które w zależności od wersji mają albo delikatne lotki, albo takie, przypominające trochę kacze kupry z Porsche. W środku zmieniono kierownicę, a także powiększono łopatki skrzyni biegów. Na tym jeszcze nie koniec, bowiem wersja W12 przy okazji otrzymała dodatkowy zastrzyk mocy w postaci 15 KM i 20 Nm (do 590 KM i 720 Nm). Nie zapomniano również o ekologii, czego efektem ma być system odłączania połowy cylindrów w czasie spokojnej jazdy.

4. Skoda Superb
Fot. Skoda


Czy Wy też tak macie, że nie możecie oprzeć się wrażeniu, iż gdzieś już to auto widzieliście? Pod płaszczykiem charakterystycznego grilla, dużych świateł i wyraźnych przetłoczeń odnosi się wrażenie, że Skoda już nie zapatruje się na Passata, bowiem wzrok poszybował w stronę Audi A6 poprzedniej generacji, co szczególnie rzutuje z tyłu. Być może w ten sposób producent chce pokazać niektórym, że auto wcale nie zamierzało i nie zamierza rywalizować w segmencie bestsellerowego Volkswagena, tylko celuje trochę wyżej.


Zwłaszcza, że nowy Superb jest dłuższy, niższy i szerszy od poprzednika (sam rozstaw osi zwiększył się o 8 cm). Przyrosty przestrzeni zauważą nie tylko podróżujący czeską limuzyną, ponieważ bagażnik również został powiększony i to do 625 litrów. Zapewne jesteście zainteresowani tym, czy auto otrzyma z poprzednika system Twindoor. Odpowiedź brzmi – nie, ponieważ rozwiązanie to okazało się nie być aż tak bardzo pożądane, jak można byłoby przypuszczać.


Auto będzie oferowane z silnikami o mocach od 110 do 280 KM, przy czym pojemność jednostek ma nie przekraczać 2 litrów. Opcjonalnie do auta będzie można domówić 7 biegową przekładnię DSG oraz – uwaga – adaptacyjne zawieszenie, zaś cena ma rozpoczynać się z okolic 80 tysięcy zł.

5. Mercedes-Benz S600 Pullman Maybach
Fot. Mercedes-Benz


Wreszcie Mercedesowi udało się skompletować gamę flagowej S klasy, zaś zwieńczeniem jest mierzący prawie 6,5 metra model Pullman Maybach. Skoro podałem już długość tego jamnika, to przytoczę Wam kolejne wartości. Ten samochód jest dłuższy od standardowej S klasy o 105 cm i wyższy o 10 cm. Sam rozstaw osi to 4,42 metra. Naturalnie wszelkiego rodzaju przyrosty zagwarantowane są dla pasażerów tylnej kanapy, gdzie standardowo montuje się dwa niezależne, elektrycznie regulowane fotele z funkcją pozycji półleżącej.


Na życzenie klientów jest też możliwy montaż dodatkowych foteli w pozycji salonki, przewidzianych raczej dla ochrony, zaś za dyskrecję właścicieli mają odpowiadać szyby o regulowanym stopniu przyciemnienia. Naturalnie też za wystrój wnętrza odpowiadać będą głównie krowy o najlepszej jakości skórze, zaś przyjemność w podróży ma gwarantować również system audio Burmester, ale to jeszcze nie koniec.


Pracodawca będę mógł też kontrolować nie tylko czas i temperaturę na zewnątrz, ale też prędkość samochodu (wszystkie zegary będą umieszczone na podsufitce). Wszystko przez podwójnie doładowane V12 zamieszkujące przestrzeń pod maską samochodu. 6 litrowa jednostka rozwijać ma 530 KM i 830 Nm (to drugie ma być dostępne już od 1800 obrotów na minutę). Na koniec pozostawiamy cenę – 2 090 000 zł + podatki.

6. Aston Martin V12 Vantage GT3 Special Edition
Fot. Aston Martin


Pewnie nie uwierzycie, ale to, co widzicie na zdjęciach wcale nie jest wyścigówką bez drogowej homologiacji, a pełnoprawnym drogowym samochodem, który chciałby porywalizować z jednym z najostrzejszych tego typu aut, jakim jest Porsche 911 GT3. V12 Vantage GT3 jest lżejsze od standardowego modelu o 100 kg (1565 kg) za sprawą odważniejszego stosowania włókna węglowego i lekkich stopów. Ponadto zwiększono rozstaw osi i kół, zaś 19 calowe felgi aluminiowe skrywają ceramiczny układ hamulcowy od Brembo. Mało tego, sam silnik również został poddany przyrostowi mocy, czego efektem jest 600 KM i 625 Nm, zaś za przesłanie owych wartości na tylną oś odpowiadać ma 7 biegowa, automatyczna skrzynia dwusprzęgłowa. Przy tych wszystkich wspaniałościach smutkiem może być informacja, iż ma powstać zaledwie 100 sztuk tego modelu.

7. Lotus Evora 400
Fot. Lotus


To chyba pierwszy raz, kiedy Lotus posunął się do aż tak wysoko poniesionej mocy. 400 KM w połączeniu z 22 kilogramami zrzuconymi w międzyczasie daje sprint do 100 km/h w nieco ponad 4 sekundy, zaś prędkość maksymalna to równe 300 km/h. Jak sami zdążyliście też zauważyć, Evora 400 otrzymała nowy zestaw zderzaków i progów. Ponadto dość mocno uwidocznił się jeszcze dyfuzor. Więcej zmian zaszło jednak tam, gdzie niewidoczne – przeprojektowano zawieszenie oraz układ hamulcowy, zaś na felgi naciągnięto opony Michelin Pilot Super Sport. Model ma trafić na rynek latem.

8. Peugeot 208
Fot. Peugeot


Trzy lata po debiucie, Peugeot postanowił odświeżyć model 208, dlatego też przeprojektowano przedni zderzak z grillem oraz światła. Ponadto poszerzono również paletę kolorów oraz wykończenia wnętrza. Nowością mają też być jednostki 1.2 (benzynowy) o mocy 110 KM oraz dwa turbodiesle 1.6 (75 i 110 KM). Auto ma trafić na rynek latem, razem z jubileuszowym modelem GTi 30th Anniversary.

9. Toyota 86 Style Cb
Fot. Toyota


Jeśli GT-86 jest dla Ciebie zbyt twarde, ale koniecznie poszukujesz właśnie takie coupe, Toyota wreszcie zbudowała coś wartego uwagi. Samochód nadal ma 2 litrowego boxsera o mocy 200 KM, ale ze zdecydowanie grzeczniejszym zawieszeniem i bardziej chętnym do współpracy układem kierowniczym. Ponadto przeprojektowano przód auta z nowymi reflektorami i łagodnie opadającym dziobem w stylu Nissana 240Z, zaś w środku postawiono na lepsze materiały wykończeniowe. Dla poszukujących bardzo luksusowej atmosfery przewidziano również instalację drewnianych wstawek wykończeniowych. A i jeszcze jedno – Wersję Cb (Cool beauty) nie kupicie nigdzie poza Japonią, ale wydaje mi się, że niedługo będzie można w jakichś sposób dorwać do oferowanych GT-86 przynajmniej nowy przedni pas.

10. Mercedes-Benz G5004x4-2 Concept
Fot. Mercedes-Benz

Tęsknicie za G63 AMG 6x6? Właśnie kilka dni temu zakończono produkcję tego monstrum, co nie oznacza, że nie będzie w ofercie już niczego tak hardcore-owego. To, co właśnie oglądacie jest jego odpowiednikiem, tylko z tradycyjną ilością kół. Tak wiem, wiem, że wypuntkujecie to, że to już nie jest AMG – fakt, ale za to znajdziecie pod maską podwójnie doładowane 4 litrowe V8 dostarczające 422 KM, które również powinno zrobić wrażenie. Poza samym zestawem zderzaków,  nadkoli i blendą z LED-ami na dachu z 6x6, samochód otrzyma podwójny zestaw amortyzatorów ze sprężynami (jeden w ustawieniu komfortowym, drugi – sportowym).


Nie są to jedyne rzeczy zapożyczone z innego modelu. Lakier trafił na karoserię Gelendy wprost z Mercedesa SLS AMG Electric Drive. Sam prześwit wznosi 45 cm, zaś głębokość brodzenia sięga metra. Producent zaznaczył, że wejście auta na rynek będzie uzależnione od przyjęcia auta na genewskich targach, a o właściwą reakcję możemy być już spokojni.

wtorek, 20 stycznia 2015

Chcesz zajmować się dziennikarstwem motoryzacyjnym w internecie? Szykuj się na wyścig szczurów


Na początku chciałbym Wam napisać, byście nie rezygnowali zbyt szybko z czytania dzisiejszego tekstu, tylko dlatego, że postanowiłem zacząć go dość obszernym felietonem, bo nowości z Detroit (i nie tylko) wyglądają wyjątkowo smacznie. Zanim jednak do nich wrócę, napiszę o czymś, co mnie ostatnio bardzo wkurzyło.

Jest takie powiedzenie, że do własnego gniazda się nie sr... nie wypróżnia się. Mimo wszystko opowiem Wam na co musicie się przygotować, jeśli chcielibyście założyć choćby bloga o tematyce motoryzacyjnej z pomysłem testowania samochodów za pośrednictwem salonów dealerskich. Na początku będzie bardzo przyjemnie – znajomi będą Was poklepywać po plecach pytając o wrażenia z jazdy najciekawszymi autami, zaś Wy sami zaczniecie pracować nad wyrobieniem jak najbardziej charakterystycznego dla siebie stylu. Jeśli staniecie się wystarczająco popularni, by móc zacząć współpracę z oficjalnymi PR-ami, poczujecie się prawie jak władcy sytuacji. Sam tak początkowo miałem – w końcu będziecie mogli rozkoszować się nowym, przeważnie pachnącym jeszcze autem o zazwyczaj symbolicznym przebiegu. Nic, tylko jeździć, a potem pisać, pisać i jeszcze raz pisać!


No i tutaj zaczynają się pierwsze schody. Czasami warto uważać na słowa krytyki, bo mogą przerodzić się w co najmniej niezrozumienie szefa PR-u (bądź innej osoby o podobnej funkcji), od którego otrzymaliśmy łaskawie samochód. Część z Was z resztą wie, że raz spotkałem się z taką sytuacją, że osoba z PR-u marki koniecznie musiała się ze mną skontaktować, by przez 16 minut truć mi głupoty, że nie zgadza się z tym co napisałem, a lwia część krytyki to czysta złośliwość. No i bardzo dobrze – skoro coś mnie irytuje, to jestem złośliwy na całej linii, bo uznaję, że samochód jest po prostu (delikatnie ujmując) okropny. Według takowych powinieneś być dozgodnie wdzięczny za wspomniany akt łaski i kwieciście wypowiadać się w artykule, który zobowiązałeś się napisać.


I tutaj znajdziecie drugie schody, bo wedle takowej logiki pracuje bardzo dużo redakcji, zwłaszcza internetowych. Ile zdążyłem przeczytać testów o autach (już przetestowanych przeze mnie), w których to, co jest zaletą jest wychwalane bardziej od szatana na czarnej mszy, zaś o wadach albo się nie mówi wcale, albo robi się delikatne przytyki w stylu: to mi się nie podoba, ale w sumie, generalnie chyba może być. Totalnym dnem jest jednak branie samochodów prasowych, by potem napisać za pomocą translatora artykuł przełożony z języka angielskiego (o tym przypadku z resztą opowiedział mi znajomy z Mercedesa). Ostatnio jednak przez czyjąś rządzę dowartościowywania się, zostaliśmy wciągnięci (jako redakcja Moto Collection) do gówniarskiej bitwy na jedzenie.


Dla jasności dodam, że po internetowych stronach o tematyce motoryzacyjnej zaczęło panoszyć się 2-3 jegomościów, robiących przytyki w każdy możliwy sposób, aby tylko ulżyć sobie i możliwie jak najbardziej dowartościować się. Kiedy jeden z nich zostanie sowicie zripostowany, do zabawy dołącza się kolejny próbując sprzedać swoje 3, nic nie warte grosze, jednocześnie wskazując autorom tekstów nieprofesjonalizm. Najbardziej rozśmieszyła mnie odpowiedź na moje stwierdzenie, iż Leon Cupra jest debilna, a brzała ona mniej więcej tak: „Ale jak mogła Ci się nie podobać? Przecież to genialne i szybkie auto jest, a ty nie jesteś Steve-m Sutcliffem, czy Harrisem, by mieć swoje własne i odrębne zdanie”. No niestety mam swoje zdanie i nie, nie mam erekcji na myśl o jeździe Cuprą, bo bycie szybkim (po tym, jak auto nie będzie już chciało rozerwać przednich opon na strzępy) to dla mnie trochę za mało.


To jednak pokazuje do jak niskiego poziomu upadło dziennikarstwo internetowe, by „koledzy po fachu” musieli ze sobą prowadzić otwartą wojnę w komentarzach pod tekstami. I żeby chociaż była to otwarta wojna, ale nie! Nie po to jest internet, by każdy mógł jawnie mówić kim jest i co tu robi. Najlepiej nazwać się imieniem księcia ołomunieckiego, czy margrabia Branderburgii, by stworzyć pozór nieusatysfakcjonowanego czytelnika, którego erudycja i znajomość języka polskiego ograniczają się do tego, co sam 15 minut wcześniej przeczytał na Wikipedii. Dla osoby, która faktycznie jest czytelnikiem i widzi takie smarowanie się jedzeniem to żenujący obrazek, który pokazuje „pismaków” (bo tak jesteśmy nazywani) w jeszcze gorszym świetle.


Ja nie piszę typowego testu, jaki możecie znaleźć na pierwszej lepszej stronie (nawet takich, jakie zostały określone jako „konkurencyjne), bo to co tworzę, jest połączeniem felietonu i artykułu zawierającego moje wrażenia i końcową kalkulację. Nie poświęcam tu uwagi przełożeniom skrzyni biegów, czy rozmiarom śrub do mocowania silnika, gdyż prawdę powiedziawszy nikogo to nie interesuje. Z mojego punktu widzenia, dla odbiorcy istotne jest to jak jeździ i czy mi się ostatecznie spodobał. Słowami zakończenia chciałbym tylko życzyć moim „kolegom po fachu” większej dojrzałości i klasy. W internecie na każdego znajdzie się miejsce i wcale nie trzeba zniżać się do tak mało eleganckich kroków bo bardzo łatwo wpaść w dołek, którego kopało się dla kogoś innego. A teraz zapraszam na ogłoszenia parafialne.

1. Ford Mustang Shelby GT350R
Fot. Ford


Pod koniec listopada zaprezentowano Mustanga Shelby GT350, który w moim przeczuciu miał zastąpić Bossa 302. W Detroit przedstawiono zaś odmianę, która zamiast 500 KM, pod maską skrywa... równo 500 KM. W czym więc różnica? W zmniejszonej masie, ale nie spodziewajcie się szyb z plexi, czy maski z włókna węglowego. Karbon posłużył jako budulec felg, dzięki czemu oszczędzono w sumie 24 kilogramy. Pozostałe 35 kg nadwagi zrzucono poprzez rezygnację z klimatyzacji, tylnej kanapy, wykładziny bagażnika, wstecznej kamery i systemu audio. Ponadto popracowano również nad aerodynamiką, co z resztą widać po spoilerze, dyfuzorze oraz wlotach powietrza.

2. Ford F-150 Raptor
Fot. Ford


Muszę przyznać, że Raptor zawsze mi się szalenie podobał. Ba! Nawet miałem szczęście go zobaczyć w Macedonii i szczerze powiedziawszy jadowicie pomarańczowy lakier w połączeniu z bojowo prezentującym się nadwoziem prezentował się niezwykle. Bardzo żałowałem, że nie miałem okazji pojeździć tym potworem, ale kto wie... Nie mniej jednak nowy model wygląda jeszcze bardziej zjawiskowo za sprawą zmienionego grilla i agresywnie narysowanych świateł, ale na tym nie koniec nowości. Najbardziej zaskakująca siedzi pod maską i nazywa się EcoBoost. Niestety zamiast wielkiego V8, pod maską tego samochodu siedzi doładowane V6, który według zapewnień, ma mieć więcej koni mechanicznych, niż 411 z poprzednika, a gromadka niutonometrów ma przekraczać 590. Dobrze będzie, jeśli usiądziecie, bo skrzynia biegów ma mieć aż 10 przełożeń!

3. Ford GT
Fot. Ford

Zaskoczeni? Ja do teraz przecieram oczy ze zdumienia, że Ford zrobił coś, co do tej pory odważyłby się wykonać wyłącznie względem samochodów koncepcyjnych, a tymczasem owe GT ma trafić na drogi publiczne już w przyszłym roku. Jak sami też widzicie, z klasycznym GT to auto ma jako tako wspólny którtki przód, z wydatnymi błotnikami, reflektorami i wlotami powietrza na masce. Cała reszta, włączając w to również wnętrze i napęd to zupełnie inna bajka, ale po kolei. Mimo tego, że tył auta nie przypomina żadnego innego samochodu, to mi się nawet podoba. Lubię tą wąską talię i płaty blachy schodzące z dachu na błotniki. Trochę gorzej prezentuje się sam pas tylny, bowiem przypomina trochę świnię z gry Angry Birds, ale to nie będzie jeszcze powodem do szoku.


Szok przeżyjecie teraz, ponieważ za szybą umieszczono (pierwszy raz w historii) doładowany silnik V6 (EcoBoost), który ma rozwijać równo 600 KM, ale czy moc w tym wypadku to wszystko? Chyba nie do końca, bo akurat tutaj V8 było tak mocno wryte w tożsamość auta, jak Big Mac w McDonald’sa. Żeby jeszcze mocniej odczuć różnicę pomiędzy tym autem, a poprzednikiem, zdecydowano się na mocną redukcję masy, której ma pomóc konstrukcja samochodu oparta na aluminium oraz włóknie węglowym.

 4. Porsche Cayenne Turbo S
Fot. Porsche


Z zewnątrz Porsche Cayenne Turbo S wyróżnia się zmienionym u dołu przednim zderzakiem i ogromnymi felgmi aluminiowymi, ale nie o tym chciałbym pomówić przy okazji topowego SUV-a z Zuffenhausen. Ten gracz ma komplet asów – 570 KM (+20 KM w stosunku do wcześniejszego modelu), 800 Nm (tutaj zysk to 50 Nm), 3.9 sekundy do 100 km/h (!) i prędkość maksymalna na poziomie 284 km/h. Jakby tego było mało, Panowie z Porsche pochwalili się, że ten kolos jest w stanie pokonać północną pętlę w niespełna 8 minut. Jakieś pytania? Mnie już wystarczy.

5. Porsche 911 Targa 4 GTS
Fot. Porsche


Dotychczas Porsche 911 Targa prezentowała się bardziej jako ekskluzywny samochód do spokojnej przejażdżki w słoneczny, czerwcowy dzień i nie specjalnie mogło od tego odwieźdć nawet 400 koni mechanicznych kryjących się za tylnymi kołami. Tym razem jednak Porsche ma być bardziej stanowcze, co mogą sugerować szprychowe felgi, za którymi pobłyskują żółte zaciski ceramicznych tarcz hamulcowych oraz poszerzone nadwozie (rozstaw kół zwiększył sięo 1 cm). Ponadto zdecydowanie chętniej stosuje się tu czerń, gdyż ta znalazła się na końcówkach wydechu, kloszach reflektorów i kratce wylotu powietrza z silnika.


Ale to jeszcze nie koniec. Pod ową kratką zdołano upchnąć dodatkowe 30 KM (do 430 KM), dzięki którym – jeśli ktoś napawdę potrzebuje – można przekroczyć 300 km/h i rozpędzić się do 100 km/h w 4.3 sekundy. Pytanie tylko czy faktycznie znajdzie się ktoś, kto będzie chciał sprawdzić te parametry.

6. Acura NSX
Fot. Acura


W końcu doczekaliśmy się produkcyjnej wersji nowego NSX, ale że premiera miała miejsce w Stanach, to zamiast Hondy (która najprawdopodobniej ukaże się w Genewie), na masce znalazło się logo Acury. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale nie byłem tą premierą ani trochę zaskoczony. Samochód praktycznie nie zmienił się w stosunku do koncepcyjnego modelu, co nie musi oznaczać, że wygląda źle. Po prostu brak trochę takiego „wow” towarzyszącego prezentacji ostatecznej wersji. Pojawiły się głosy, że z przodu styliści za mocno zapatrzyli się na Audi R8. Być może trochę, ale Honda również ma charakterystyczny dla siebie grill, który ma kształt pięciokąta (i ten symbol wprwadziła znacznie wcześniej, niż Audi wróciło do „Single Frame”), więc trudno tu zainstalować cokolwiek innego.


Oczywiście znak czasów musiał wkraść się do silnika, który co prawda uchował się przed downsizingiem – motor to nadal V6 – ale już z podwójnym doładowaniem i 3 dodatkowymi jednostkami elektrycznymi. Niestety nie wiadomo na co stać taki kwartet, ale dla podkręcenia sytuacji dodano, że samochód będzie wyposażony w nową, 9 biegową, automatyczną przekładnię dwusprzęgłową.

7. Lincoln MKX
Fot. Lincoln


Odnoszę wrażenie, że Lincoln MKX mógłby spokojnie wejść na rynek europejski ciesząc się całkiem dużą popularnością na Starym Kontynencie. Jedynym warunkiem sukcesu jest jakość wykonania, która nieodbiegałaby od naszych standardów. Pytanie tylko z jakim autem MKX byłby w stanie rywalizować? Może z Nissanem Murano, czy Lexusem RX. Ja bym tu jeszcze widział Audi A6 Allroad. Wszystko za sprawą jednostek benzynowych dostępnych w ofercie – pierwszy, 3.7 litrowy rozwija równo 300 KM i 379 Nm, zaś drugi (EcoBoost) ma cały litr pojemności mniej, za to osiąga 330 KM i 501 Nm.

8. Ram 1500 Rebel
Fot. Ram


Dla ścisłości, nie jest już to Dodge. Marka ta po wyparciu się Vipera, postanowiła również pozbyć się jednego ze swoich znaków firmowych, jakim z całą pewnością był Ram. Co to miało na celu? Szczerze nie wiem i nie bardzo rozumiem taki ruch, ale nie o tym chciałem mówić. 6 lat – tyle czasu musiał czekać Ford na rywala dla swojego Raptora. No i w końcu się doczekał. Auto jest równie okazałe i podłe z twarzy i nie tylko to sprawia, że nie chciałbyś z nim zadzierać. W przeciwieństwie do nowego Raptora, ten poza silnikiem V6 (3.6, 305 KM) otrzyma również jednostkę V8, 5.7 HEMI z Jeepa Grand Cherokee, o mocy 395 KM. No i tutaj zapał się kończy, bo Ford obiecuje moc ponad 411 KM, czyli przynajmniej 27 KM więcej.


Na szczęście w tym wypadku moc to nie wszystko. Samochód otrzymał zawieszenie Blisteina zwiększające prześwit o 2.5 cm, a tylną oś doposażono o dodatkowy stabilizator. Jakby tego było mało, zbuntowany Ram wozi się na 17 calowych felgach, owiniętych w 33 calowe balony od Toyo.

9. Skoda Fabia Combi
Fot. Skoda


Nowa Fabia może się podobać. Już hatchback miał w sobie coś, co sprawiało, że patrzyłem na niego przychylniejszym okiem, choć nie ukrywam, że to tył jest tą częścią auta, która mi się bardziej podoba. Ostro zakończone światła nadały dużej dawki wyrazistości. Kombi wygląda jeszcze lepiej, bo z mojego puntku widzenia, jest dopełnieniem tego, co miała do zaoferowania podstawowa Fabia. A co może znaleźć się pod maską? Tylko i wyłącznie silniki z przedziału od 1 do 1.4 litra, z czego 1.0 MPI (75 KM) i 1.2 TSI (90 bądź 110 KM) to jednostki benzynowe, zaś turbodiesel 1.4 TDI ma dawać kierowcy do dyspozycji 90, albo 105 KM. Ceny rozpoczynają się od niespełna 44 tysięcy złotych.

10. BMW 1
Fot. BMW


Jak sami widzicie, zmiany dotyczą nowych zderzaków, klap bagażnika, tylnych świateł, ale to jeszcze nie koniec. W wyposażeniu dodatkowym znajdą się również przednie reflektory LED-owe, co pozwoli dołączyć BMW do grona budżetowych kompaktów, które już od co najmniej roku oferują takowe oświetlenie. Wewnątrz zmieniono panel radia i klimatyzacji. Poprawiono też wyposażenie standardowe samochodów, oferując dodatkowo automatyczną klimatyzację, czujnik deszczu, system audio Radio Professional, czy też iDrive z nowym wyświetlaczem.


Na tym nie koniec zmian. Pod maską mają pojawić się po raz pierwszy 3 cylindrowe silniki 1.5 w wersjach benzynowych oraz diesla (116i i 116d). Topowy wariant M135i został wzmocniony do 333 KM, dzięki czemu sprint do 100 km/h ma trwać o 0.1 sekundy krócej (dla wersji xDrive), czyli 4.7 s.

11. Volkswagen Polo R WRC Racecar
Fot. Volkswagen


Jak już zdążyliście zauważyć, dziś piszę nie tylko o nowościach z Detroit. Rzadko kiedy też przez owe niuanse przebijają się samochody rajdowe, ale dziś jest właśnie ten moment. Przed Wami druga odsłona Polo R WRC. I to by było na tyle dla kogoś, kto nie śledzi rajdów i oczekuje czegoś niesamowitego. Przepisy dotyczące samochodów WRC nie zmieniły się, dlatego też najistotniejszą różnicą jest nowy wzór kolorystyczny, w którym dominująca biel ustępuje miejsca granatowi.

12. Citroen C3-XR
Fot. Citroen


Jeśli jakimś cudem na tyle spodobało Wam się to auto, że już zbieracie się do wyjścia do najbliższego salonu Citroena, by go kupić, to zaapeluję o spokój. Najbliższy salon Citroena, gdzie moglibyście kupić C3-XR znajduje się najprawdopodobniej w Kashgaze (możliwe, że znajdzie się salon Ciroena gdzieś bliżej w Chinach), który oddalony jest od Warszawy o 17 godzin lotu samolotem. Jak sami widzicie, auto ma niewiele wspólnego z naszym europejskim C3 zarówno pod kątem prezencji, jak i wyposażenia standardowego oraz komfortu, który rzekomo ma równać się z najlepszymi sedanami tej marki (jak np. C6 – wysoka poprzeczka). Do napędu posłużył 4 cylindrowy silnik benzynowy 1.6 o mocy 160 KM, który przenosi moc na wszystkie koła za pomocą automatycznej skrzyni biegów. A i jeszcze jedno – być może w przyszłości producent rozważy wprowadzenie C3-XR-a na rynki Europy.

13. Buick Avenir Concept
Fot. Buick


Jak patrzę na ten samochód to nie wiem czemu, ale przypomina mi się jedno z wielu wizualizacji następcy Opla Signum i Omegi. Tam też auto miało długą maskę, bardzo obszerną kabinę, która najczęściej kończyła się – z grubsza – jak w Jaguarze E-Type, tylko dużo bardziej tłusto i zwaliście, co zdecydowanie bardziej przypominało odwłok królowej mrówek. Tutaj aż tak nie jest, co nie zmienia faktu, że i tak Avenir jest bardzo obłym samochodem, z reflektorami przypominającymi trochę te z Insigni sprzed modernizacji.


Wewnątrz króluje minimalizm ograniczający się jedynie do dwóch ekranów ciekłokrystalicznych, paru przycisków, kierownicy i dźwigni przekładni. Cała reszta to skóra, listwy wykończeniowe i drewno oraz miejscami aluminium. Naturalnie poza pokazem możliwości i szczerymi chęciami do powrotu do klasy luksusowych samochodów, nie znajdziecie absolutnie żadnych informacji dotyczących ewentualnych silników, rodzaju napędu, ani skrzyni biegów, ale nie o to tu przecież chodzi, a jeśli faktycznie Buick-owi zależy na Avenirze, to będzie odsłaniać karty z kolejnymi salonami samochodowymi, raczej w Stanach Zjednoczonych.

14. Volkswagen Cross Coupe GTE Concept
Fot. Volkswagen


Być może to, co widzicie jest odpowiedzią Volkswagena na BMW X6, czy Mercedesa GLE Coupe. I faktycznie za nic nie jestem w stanie dostrzec tu zaokrąglonej linii dachu, charakterystycznej dla coupe. Jest za to pionowy pas przedni z niemalże płaską maską, ogromną płaszczyzną blachy na drzwiach, efektownie podbitymi błotnikami i równie pionowym co z przodu, pasem tylnym. Nie to jest jednak najważniejsze dla Volkswagena, bo tutaj pierwsze skrzypce gra układ hybrydowy, składający się z 3.6 litrowego V6 i dwóch silników elektrycznych, których łączna moc wynosi 355 KM.


Dzięki napędowi na wszystkie koła i 6 stopniowej, automatycznej skrzyni DSG, Cross Coupe GTE rozpędza się do „setki” w 6 sekund, a prędkość maksymalna to 210 km/h. Zasięg samochodu na silnikach elektrycznych wynosi 32 kilometry.

15. Chevrolet Volt
Fot. Chevrolet


To może na początek kilka parametrów: 149 KM, 398 Nm, 0-100 km/h w 8.6 sekundy, zasięg: ponad 640 km. Tak pokrótce prezentuje się druga generacja Chevroleta Volta, który (całkiem prawdopodobnie) w Europie będzie nosić nazwę Opel Ampera (mówię całkiem, gdyż obecny model sprzedaje się fatalnie). Tak czy siak oba auta będą teraz prezentować się bardziej normalnie, co znaczy, że nadwozie będzie mieć bardziej opływowe kształty, co niestety nie uchroniło tyłu przed mocnym zadarciem. Nie powiem, że samochód wygląda zdecydowanie lepiej, przede wszystkim z tyłu, gdzie w oczy rzucają się światła „spięte” ze sobą czarnym panelem. Nowy Volt ma trafić do pierwszych nabywców w połowie tego roku.

16. Mercedes-Benz C350 Plug-in Hybrid Estate
Fot. Mercedes-Benz


Volvo V60 Plug-in Hybrid doczekało się rywala w swoim segmencie. Ten zaś nie jest jednak „uterenowionym” kombi, ani też turbodieslem. Właściwie nie wyróżnia się na tle wszystkich innych C-klas kombi praktycznie niczym, poza klapką na tylnym zderzaku, gdzie schowano gniazdo do ładowania akumulatorów. Co do konkretów, to pod maską poza benzynowym silnikiem o pojemności 2 litrów i mocy 211 KM oraz 350 Nm, znalazła się również jednostka elektryczna (80 KM, 340 Nm).

Razem taki duet produkuje 279 KM i przygniatające do fotela 600 Nm, które jest w stanie okiełznać dopiero ogranicznik prędkości, tradycyjnie aktywujący się po osiągnięciu 250 km/h. Prędkość ta może jednak pojawić się dość szybko, bo osiągnięcie 100 km/h wskazówka pokazuje już po 6.2 sekundy (sedan jest szybszy o 0.3 sekundy i tak, również będzie w ofercie).

17. Mercedes-Benz C450 AMG 4MATIC/C450 AMG 4MATIC Estate
Fot. Mercedes-Benz


Wyobrażacie sobie jakie to musi być dobre, skoro jest sygnowane przez AMG? Wreszcie pojawiła się napawdę szybka C-klasa, która nie musi być jednak trochę bardziej bezkompromisowym C63 AMG, gotowym zabić każdego niewprawionego kierowcę. Tym modelem Mercedes chce mierzyć w BMW 335i i Audi S4.


A działo ma bardzo konkretne, bowiem pod maską skrywa podwójnie doładowany, 3 litrowy silnik V6 o mocy 367 KM, który napędza wszystkie koła. Dzięki temu rozpędzenie się do 100 km/h ma trwać niespełna 5 sekund (albo równo 5, jeśli masz Estate-a), zaś prędkość maksymalna... O niej nawet nie wspomniano w informacji prasowej, gdyż jak wszyscy wiemy, wynosi 250 km/h. Muszę przyznać, że z pośród wymienionej trójki, Mercedes podoba mi się najbardziej (zwłaszcza czarny Estate ze zdjęć), dlatego bez wahania sięgnąłbym po kluczyk z gwiazdą. Chyba, że BMW wystawiłoby diesla (335d), który co prawda ma 54 KM mniej niż Mercedes, ale do setki zgarnia się w 4.8 sekundy zużywając przy tym jakieś 12-13 litrów na 100 km (przy dynamicznej jeździe).

18. Mercedes-Benz GLE63 AMG Coupe
Fot. Mercedes-Benz


No i tak jak przypuszczałem przed miesiącem, pojawiła się wersja AMG najbrzydszego Mercedesa w ofercie. Co prawda zderzaki dość mocno poprawiły spartaczoną robotę projektantów, jednak nadal na tył trudno będzie się patrzeć ze względu na niezdarnie doklejoną półkę za tylną szybą. No ale jadąc autem, będziemy siedzieć w środku, a tam Mercedes jak się patrzy – typowa konsola środkowa, typowy panel klimatyzacji, niezwykle ładna kierownica i bardzo czytelne zegary (bo cyferek jest mniej), czyli da się tutaj wysiedzieć.


Jeździć też się da. I to bardzo szybko, dzięki 5.5 litrowemu silnikowi V8, który rozwija 557 KM (700 Nm), albo jeśli macie ochotę na wariant S, to otrzymacie 585 soczystych kucy (760 Nm) z Affalterbach. Dzięki nim rozpędzicie GL63 AMG Coupe do 100 km/h w 4.3 (jeśli nie jest to wariant S), bądź 4.2 s. O prędkości maksymalnej nie powiem, gdyż nie została podana, ale i tak każdy wie ile ten SUV jest w stanie osiągnąć. Pytanie tylko, czy będzie możliwość odpłatnego przesunięcia ogranicznika prędkości?