Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shooting Brake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shooting Brake. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Zanglizowany Australijczyk


To nie nowość, że brytyjski Opel, czyli Vauxhall ma w ofercie coś, czego mogą pozazdrościć producent z Rüsselsheim z nami wszystkimi na czele. Brytyjczycy właśnie zaprezentowali odświeżone VXR8. Co się zmieniło? Zobaczcie sami!









1. Mercedes-Benz CLA Shooting Brake/CLA45 AMG Shooting Brake
Fot. Mercedes-Benz


Jeśli pojawiła pomniejszona wersja Mercedesa CLS, to wszyscy byli bardziej, niż pewni tego, że prędzej, czy później producent ze Stuttgartu pokaże również usportowione kombi Shooting Brake. Nie będzie to jednak najbardziej obszerne kombi – ilość miejsca na kolana ma nie ulec zmianie, zaś nad głową mają pojawić się dodatkowe 4 cm. I to właściwie wszystko ze zmian. Samochód będzie oferowany z 7 silnikami – 2 dieslami (136 i 177 KM) i 4 jednostkami benzynowymi (122, 156, 211 i 360 KM). Topowe AMG ma rozpędzać się do 100 km/h w 4.7 sekundy i jest idealną odpowiedzią na trochę słabszego Volkswagena Golfa R Variant, o którym czytaliście przed tygodniem.

2. Vauxhall VXR8
Fot. Vauhxall


Półtora roku temu pisałem na temat HSV Gen-F GTS, zaś lada chwila w Wielkiej Brytanii to samo, nieokrzesane monstrum zechce czyhać na BMW M5, Audi RS6, Mercedesa E63 AMG i Jaguara XFR-S. A faktycznie mają czego się obawiać. Serce liczy sobie bowiem 6.2 litra pojemności i za pomocą kompresora, produkuje 576 KM. Żeby było jeszcze ciekawiej, cała moc wędruje sobie na tylną oś, która z dziką przyjemnością rozrywa opony na strzępy. Naturalnie samochód wyposażono w intercooler, chłodnicę oleju, czy system Bi-modal charakteryzujący się przeraźliwym miauczeniem sprężarki (zadebiutował w modelu Bathurst S). Do przeniesienia mocy na tylną oś służy 6 biegowa, ręczna skrzynia biegów. Tak więc jak widzicie, mamy tutaj prawdziwego Muscle Cara z krwi i kości, któremu konwenanse w stylu automatycznej przekładni i niepretensjonalnego wyglądu nie robią najmniejszego wrażenia. A i zapomniałbym. Cena? 289 tysięcy złotych, plus podatki.

środa, 24 lipca 2013

Wyścig na ¼ mili – Mercedes-Benz CLS350 CDI Shooting Brake 4MATIC



Prawdziwie sportowe kombi


CLS Shooting Brake jest idealną propozycją dla kogoś, kto nie lubi kombi, a jest zmuszony do jego zakupu. Mercedes udowadnia, że rodzinny samochód może fascynować.

Sedan z linią nadwozia przypominającą coupe już był. Tak samo jak w przypadku SUV-a coupe. O hatchbackach dumnie dzierżących to szlachetne miano nawet nie wspominam, gdyż obecnie niemal wszystkie 3-drzwiowe wersje kompaktów są „sportowe”. Nawet coupe-kombi miały swoje pięć minut – Aston Martin DB6 Shooting Brake, Ferrari 365 GTB/4 Shooting Brake, czy choćby jeden z ostatnich produkowanych aut tego typu – BMW Z3 Coupe. Teraz Mercedes wskrzesza tę szlachetniejszą odmianę kombi. I to w najlepszym z możliwych stylów.






Niemiecki producent już od dłuższego czasu zapowiadał zbudowanie sportowego kombi na bazie modelu CLS. W międzyczasie powstawały setki różnego rodzaju wizualizacji jak będzie prezentować się ten niecodzienny samochód. Dopiero w tym roku Mercedes opublikował zdjęcia długo wyczekiwanego Shooting Brake-a. Długie nadwozie z łagodnie opadającym dachem i klapą bagażnika „zjeżdżającą” pod nieco większym kątem. Detalem, który dodatkowo podkreśla sportowy charakter jest ostro opadająca linia okien. Cała reszta detali jest dobrze znana z klasycznego (jakby to nie brzmiało) CLS-a.

W środku poza dodatkową przestrzenią na bagaże nie znajdziemy żadnej różnicy dzielącej wersję kombi (a raczej Shooting Brake-a) od sedana. Wysokiej jakości skórzana tapicerka, oraz drewniane okleiny pozbawione bezbarwnego lakieru, który można spotkać w większości innych aut przywodzące na myśl listwy z Castoramy. Wręcz zachwycającym detalem jest zegarek umieszczony na konsoli centralnej. Do tej pory występował on wyłącznie w S-klasie. Melomani również powinni być zachwyceni dźwiękami wydobywanymi z głośników, ponieważ zestaw audio Harmann/Kardon zapewnia świetną jakość brzmienia. Ciężko sobie wyobrazić jak musi grać jeszcze droższy zestaw Bang & Olufsen.


Testowy egzemplarz został wyposażony w pneumatyczne zawieszenie zapewniający iście królewski komfort podróżowania i napęd na cztery koła, dzięki któremu nie straszne są żadne sytuacje na drodze. Na zakrętach samochód prowadzi się nad wyraz pewnie. W życiu nie przyszłaby na myśl, że prowadzi się auto ważące blisko 1900 kg. Zwłaszcza, że pod maską jedwabiście pracuje widlasty, sześciocylindrowy silnik diesla o mocy 265 KM. Zadaniem tego stada jest rozpędzenie samochodu do ograniczonych elektronicznie 250 km/h, zaś za pomocą 620 Nm momentu obrotowego samochód pokonuje pierwszą „setkę” w czasie 6,7 sekundy. Jeszcze lepsze wrażenie robi elastyczność tej jednostki. Wyprzedzanie trwa tyle, co wymówienie „Mercedes CLS Shooting Brake”, do tego zawsze będzie towarzyszyć przyjemne wbijanie w fotel.


Niestety ta przyjemność kosztuje co najmniej 297 tysięcy złotych. O 9,5 tysiąca złotych więcej, niż za wersję sedan.  To i tak wierzchołek góry przy cenie testowanego egzemplarza, która wynosi 407,5 tysiąca złotych. W zamian otrzymujemy skórzaną tapicerkę, automatyczną klimatyzację, pneumatyczne zawieszenie, zestaw audio Harmann/Kardon, pakiet sportowy i duży kawał naprawdę wyjątkowego auta.



Shooting Brake wyjątkowo wdzięcznie pasuje do dworku





Mercedes wyjątkowo zgrabnie łączy sportowy styl z
luksusem godnym S-klasy

Kierownica bardzo dobrze leży w dłoniach









Fot. Łukasz Walas (lukaszwalas.blogspot.com)

piątek, 1 lutego 2013

Szybkie i nieznane: Citroen SM V6

Fot. klasyczny.com



Co może łączyć markę Maserati, ze zwykłym, spotykanym na każdym rogu Citroenem? Jednak określenie „zwykły”, jest lekko krzywdzące, bo to marka, która słowo „awangarda” ma wpisane równie mocno w swoje filary, jak prestiż i szybkość wkute jest w wyraz Ferrari.


Nadal nie odpowiedziałem na pytanie postawione na początku. Pamiętacie może Citroena DS? To chyba absolutnie najbardziej awangardowy samochód swoich czasów, i następnych dwudziestu lat. Żaden jego następca nie szokował ani nie zachwycał aż tak, jak on. Po spektakularnym sukcesie tego modelu, Citroen postanowił pójść za ciosem i skonstruować luksusowe coupe z mocnym silnikiem – tzw. Gran Tourismo.

Prace nad tym samochodem zaczęły się już w 1961 roku (debiut dziewięć lat później). Najwięcej czasu trwało unowocześnienie różnego rodzaju systemów, by te były tak rewolucyjne, jak w DS’ie. Przykładem jest między innymi wspomaganie kierownicy o sile działania zależnej od prędkości. Swego czasu to był też najlepiej hamujący samochód na świecie. Przy budowie auta bardzo pomógł nowy nabytek marki – wspomniane Maserati – wykupione od firmy ORSI. To właśnie włoski motor posłużył do napędzania tego auta, ale V6 i Maserati? No właśnie. Producent nigdy nie miał sześcio cylindrowego silnika, dlatego przy tworzeniu jednostki dla SM’a uszczuplono silnik V8 o dwa cylindry, czego efektem są 184 KM uzyskane z 3 litrów pojemności skokowej.


Przy masie prawie półtorej tony, osiągi jednak nie robiły wrażenia. Do stu kilometrów na godzinę ten samochód rozpędza się w ponad 9 sekund, a prędkość maksymalna to niespełna 230 km/h. Nie jest to wynik, który miałby komukolwiek zaimponować. W latach 70-tych była cała rzesza aut rozwijających dużo większe prędkości. Nie zapominajmy, że jest to jednak francuskie GT, a to znaczy, że auto nie służy do rozpędzania się w jak najkrótszym czasie, a do swobodnego przemierzania setek kilometrów autostrad. I na pewno w tej roli SM sprawdzał się najlepiej.

O samym nadwoziu można byłoby napisać obszerną książkę. Citroen ten jest wręcz przesiąknięty awangardą. Widać ją już od linii przednich świateł, gdzie przeszklony jest cały pas przedni. Między szerokimi reflektorami znajduje się miejsce na tablicę rejestracyjną. Następnie widzimy opadającą linię szyb, która zostaje podbita przez dużych rozmiarów błotnik. Dach od wysokości środkowego słupka opada aż do tylnych błotników. Tylne koła schowano pod nadwozie, w celu poprawienia aerodynamiki, a ta jest rewelacyjna, nawet na dzisiejsze czasy. Współczynnik oporu powietrza wynosi tu jedynie 0,26 (im mniejszy współczynnik, tym lepiej)! Tył to najdziwniejsza część auta. Zawsze kojarzy mi się z cygarem. Pas świateł nisko, nad samymi końcówkami wydechu. Powyżej klapa bagażnika z miejscem na tablicę rejestracyjną. Całość wygląda, co najmniej intrygująco.

Wnętrze już tak nie szokowało. Było po prostu eleganckie. Deska rozdzielcza przypomina trochę tę z DS, ale sprawia wrażenie nowocześniejszej. Najbardziej zadziwiać miała różnorodność kolorów i rodzajów tapicerki. Można było zamówić skórę w kolorze wody z Lazurowego Wybrzeża (czyli mniej więcej turkusowym).

Jeśli SM jest dla was niczym awangardowym, to rozejrzycie się za 3 drzwiowym kombi – Shooting Brake, bądź limuzyny (Chapron Mylord) i cabrio (Chapron Opéra) wyprodukowane przez producenta nadwozi Henri Chapron. Jeśli myślicie, że to koniec wariacji na temat Citroena SM, to zapraszam dalej.

W 1971 roku francuskie biuro projektowe Heuliez zaprezentowało SM-a w wersji Targa. Co ciekawsze, auto miało rozsuwany dach, który wyjeżdżał ze środkowego słupka. Kolejnym smaczkiem była żaluzja zastępująca tylną szybę. Auto nazywało się SM Espace. Ta sama marka przedstawiła francuskie GT, jako sedan-coupe. Niestety projekt nigdy nie trafił do produkcji. W tym samym roku powstała kolejna wariacja, jaką była... laweta utworzona przez Pierr’a Tissiera. Nie był to pierwszy jego projekt, ponieważ wcześniej powstał podobny Citroen... DS.

Ostatnim i najmniej podobnym do oryginału projektem jest Citroen SM Fura, który został zaprezentowany w 1972 roku. Projektant o tym samym nazwisku uważał, że auto powinno bardziej przypominać Maserati Meraka. Pod względem technicznym auto jednak zachowało płytę podłogową i napęd oryginału. Powstał tylko jeden egzemplarz samochodu pomalowany ogniście czerwonym lakierem.

Fot. it.wikipedia.org
Fot. carpassion.com

Fot. klasyczny.com
Fot. all-carz.com

Fot. autosavant.com
Fot. blog.lefigaro.fr

Fot. photo-voiture.motorlegend.com

Citroen SM Shooting Brake
Fot. 1.bp.blogspot.com

Citroën SM Chapron Mylord
Fot. 4.bp.blogspot.com
Fot. all-carz.com

Citroen SM Espace
Fot. artcurial.com
Fot. mad4wheels.com


Citroen SM Heuliez
Fot. farm5.staticflickr.com

Citroen SM Tissier
Fot. images.forum-auto.com

Citroen SM Chapron Opéra
Fot. pl.wikipedia.org
Citroen SM Fura
Fot. citroenet.org.uk

poniedziałek, 2 lipca 2012

redliNEWSFrancuskie GTi, SLS z dodatkowymi literkami, hybrydowe pudełko rozmiaru XL i najładniejsze kombi Mercedesa.


Drugi numer redliNEWS, tym razem wychodzi spod końskich skrzydeł. Nie mniej zabawny (mam nadzieję) i ciekawy.

1. Renault Twingo R.S. Red Bull Racing RB7

fot. Renault

Dla uczczenia zdobytego tytułu mistrza F1 w zeszłym roku, Renault wypuścił specjalną edycję auta. Zastanawia fakt, że by pokazać samochód z innym malowaniem trzeba odczekać aż 10 miesięcy. A czy nie lepiej było jak już, pomalować go w trochę bardziej odpowiednich kolorach? Nie mówię, że ten zestaw jest zły, ale co on ma wspólnego z bolidem sygnowanym przez producenta napojów energetycznych? Trochę żółtej farby? A nie lepiej było go pomalować na granatowo, zostawiając żółte elementy i malując czerwoną szachownicę na dachu? Auto byłoby tak krzykliwe jak poliftingowe Porsche GT3 RS. Na pewno byłoby bardziej wyścigowe. Podejrzewam, że nazwa „Red Bull” zobowiązuje do tego, że przy zakupie samochodu dostajesz puszkę napoju gratis. Najdroższego napoju energetycznego. Pod maską zmian żadnych nie ma, czyli silnik 1,6 o mocy 133 KM. Szkoda, bo konkurencyjny Abarth 500 oferuje limitowane odmiany mocniejsze nawet o prawie 50 KM. Podsumowując za cenę prawie 58 tysięcy złotych dostajemy dodatkowo niestandardowe malowanie i tabliczkę z numerem naszego samochodu i logo Renault Sport na gałce zmiany biegów. Trochę mało jak za 4 tysiące złotych dopłaty.

2.     Mercedes-Benz SLS AMG GT

fot. Mercedes-Benz

Od czasu debiutu modelu SLS minęło już dwa lata. Przez ten czas konkurenci zdążyli pokazać już nowe modele albo odświeżyć dotychczasowe, przez co oczy zwrócone dotychczas na Mercedesa przestały na niego patrzeć. By owe oczy ściągnąć ponownie do siebie Stuttgardzki producent postanowił lekko odświeżyć swój model. Ciężko mi powiedzieć co z zewnątrz miałoby ulec zmianie. Najłatwiej pewnie jest zmienić model felg, dlatego więc posunięto się jedynie tu w zmianach. Pod maską działo się dużo więcej. Przybyło całkiem spore stadko 20 koni, co w sumie daje ich 591. Do 100 km/h auto ma przyspieszać w 3,7 s, a prędkość maksymalna ma wynosić 317 km/h. Najbardziej dziwne w tym wszystkim jest dodawanie kolejnych literek, co już daje 23 znaki. A co, jeśli za dwa lata Mercedes zrobi facelifting i za 4 lekkie odświeżenie? Pod koniec produkcji może wyjdzie jeszcze wersja SLS-R – wyczynowa na wzór SLR’a, co w połączeniu z resztą literek dodawanych przy każdym odświeżaniu da z pewnością wynik porównywany z tym - http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/49/Th-Bangkok_ceremonial_name.ogg .

3. Toyota Prius Plus

fot. Toyota

Toyota Prius – te dwa słowa zbite ze sobą, to dla prawdziwego motoryzacyjnego maniaka największe przekleństwo. Jeśli chcesz do tego dodać nadwozie znienawidzonego vana, widokiem tego auta można byłoby zabijać. I nie chodzi tylko o to, że jest vanem. Jest brzydki do nieskończonej potęgi. Przód to ogromna Toyota Yaris połączona z Avensisem. Nie od dziś wiemy, że Toyota nie robi ładnych samochodów i żeby taki stworzyć, to musiała współpracować z Subaru. Doskonale wiadomo, że na rynku te toczydełko przeciera szlaki, jednak zdołałem znaleźć dla niego konkurenta. 
fot. ztm.waw.pl
Jest nim Solaris Urbino Hybrid 18. Jest on, co prawda nieco wolniejszy, ale kupowanie hybrydowej Toyoty dla sportu jest jak kupowanie suszarki do włosów i zamontowanie jej w aucie jako turbiny. Poza tym przewieziesz tym kolosem 160 osób (chociaż Warszawiacy potrafią nawet i podwoić ten wynik), a pod prawą stopą masz już nie 136 koni, jak w Priusie, a 340! Cena to prawie 2 miliony złotych. Jeśli cię jednak nie stać, to nie przejmuj się. Możesz się takim przejechać już za 2,40 przez całe 20 minut.








4. Mercedes-Benz CLS Shooting Brake

fot. Mercedes-Benz


To chyba najładniejsze kombi, jakie obecnie będzie się produkować. Długo wyczekiwany, bo jeszcze od czasów pierwszej generacji CLS Shooting Brake to chyba najciekawszy debiut minionego tygodnia. Do przedniego słupka samochód wygląda zupełnie identycznie jak odmiana sedan. Później linię coupe-kombi utrzymuje opadająca linia szyb. Sam tył to doskonale znane światła i zderzak. Samochód, do którego ciężko będzie zapakować lodówkę, ale sprzęt na tygodniowy wypad w Alpy z 4 osobową rodziną w sam raz.