Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.

piątek, 13 lutego 2015

Szybkie i nieznane: Benarrow PB5

Fot. blog.motosound.de

Góry Eifel swoje najlepsze czasy miały już dawno temu – nie są one już szczególnie wysokie ze względu na ich wiek i erozję, która w międzyczasie robiła wszystko, by pasmo stawało się coraz niższe. Teraz góry przypominają trochę nasze Świętokrzyskie, bo najwyższy szczyt – Hohe Acht – mierzy niespełna 750 metrów wysokości (Łysica ma trochę mniej – 612 m).


Ale to nie o górach będę mówić, gdyż same w sobie mają coś bardzo cennego dla kierowców z całego świata. 165 zakrętów rozciągniętych na 21 kilometrach, z różnicą wysokości dochodzącą do 300 metrów. Jeśli jesteś prawdziwym zapaleńcem, to owe dane bez trudu powinny nakierować Cię na Nürburgring Nordshleife, nazwane przez Jackiego Stewarta Zielonym Piekłem. Nie znam nikogo, kto nie chciałby się tam znaleźć. Ba! To miejsce (oprócz kilku innych torów i nie tylko) mam zapisane jako cel mojej turystycznej wędrówki, którą uskutecznię przed śmiercią.

Jednakże i o tym nie będę Wam prawić. Te same góry skrywają jeszcze jedno. Luksusowe coupe, które – jak ktoś bardziej spostrzegawczy stwierdzi – jest przebudowanym Audi. Nawet dodam, że mowa o S5 i to tej lepszej, z filmu Hitman, kiedy czeluście pod maską zamieszkiwało wolnossące V8 o pojemności 4.2 litra. Tutaj silnik do wdychania świeżego powietrza, otrzymał kompresor, dzięki któremu produkuje 510 koni dostępnych dopiero przy 7 tysiącach obrotów na minutę.


Jeśli jednak oczekujecie piorunującego przyspieszenia, mimo dość ociężale wyglądającego nadwozia, to dodam, że nie tylko tak wygląda, ale faktycznie jest ciężkie. Benarrow waży tyle, co przeciętny duży SUV pokroju BMW X5, czy Audi Q7, czyli równo 2100 kg. To dlatego sprint do 100 km/h trwa 4.5 sekundy. Prędkość maksymalna za to wydaje się być absolutnie wystarczająca dla Gran Turismo – to 302 km/h. Co więcej, jest ona absolutnie bezpieczna, gdyż za przemyt koni mechanicznych na koła odpowiada napęd quattro, który działa w sposób absolutnie najnudniejszy z możliwych.


„Nudny” nie będzie jednak najodpowiedniejszym określeniem nadwozia. Kiedy patrzę na auto z boku, przychodzi mi na myśl pancernik z Monachium, czyli BMW 5 GT, a to za sprawą ogromnej ilości blach i niewielkich okien. Obła karoseria typu fastback zaczyna się pionowym pasem przednim, który wygląda dość osobliwie – zdecydowanie dominują tu okrągłe światła (podwójne reflektory, światła przeciwmgłowe i kierunkowskazy) rozdzielone wąską atrapą chłodnicy, na której bryluje dość spore logo, wyglądające jak koło zębate. Pod grillem nie znajdziecie za to ogromnych wlotów powietrza do wszelkiej maści chłodnic. Ważniejsze jest, by można było zainstalować tablicę rejestracyjną. Dopiero pod nią znalazły się dodatkowe, symboliczne miejsca uchwycenia życiodajnej zupy, z czego najzdrowszy jest tlen (bo daje siłę ;) ).


Przechodząc do tyłu, wrócę do profilu, gdzie znajdziecie chyba najlepiej dopasowane rozmiarem koła, do masywności błotników. Owe felgi mierzą 20 cali średnicy i szczelnie wypełniają nie mniej wydatne nadkola. Zadek Benarrowa jest najmniej urodziwy, a to za sprawą jego rozmiaru i czterech czerwonych punkcików, które mogą przywodzić na myśl pryszcze piętnastolatka. Gdyby nie sam charyzmatyczny ryk silnika, wydobywający się przez dwie szczeliny w zderzaku, to zapewne nawet nie chciałbym się tam nawet zapuszczać. Szczerze żałuję, że nie można było tego zgrabniej zakończyć.


W środku nie jest normalniej. Co prawda jest tu dość dużo zapożyczeń od Audi, jednak wszechobecność czerwonych skór połączonych z chromem wyglądają dość kiczowato. Jeszcze gorzej prezentują się kratki wlotu powietrza, które pasują tu jak pięści do nosa. Dlatego? Bo kokpit jest praktycznie żywcem przeniesiony ze wspomnianego Audi S5, a owe kratki – wprost z pierwszego Audi TT – auta, które pojawiło się na rynku 9 lat wcześniej od sportowego coupe spod znaku czterech pierścieni. Jakbym miał wybrać najładniejszy element wnętrza, to zdecydowanym faworytem byłyby zegary, które są po prostu piękne. Popatrzcie tylko na klasyczną czcionkę i loga umieszczone na wskazówkach.


Ale Benarrow właśnie musi trochę szokować. Jeśli nie swoimi możliwościami, to właśnie za sprawą dyskusyjnego wyglądu, czy krzykliwego wystroju wnętrza, a indywidualizm ma swoją cenę. I to całkiem nie małą, bo przekraczającą 1 161 000 zł. W gratisie otrzymacie za to świetne osiągi i przepustkę do klubu 300+ km/h.


Fot. skyliner42.blogspot.com
Fot. n-tv.de


Fot. blog.motosound.de
Fot. urban-society.de
Fot. onlycarsandcars.blogspot.com
Fot. diarimotor.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz