Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yeti. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yeti. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 stycznia 2014

Wyścig na ¼ mili – Skoda Yeti 1,4 TSI Green tec i Skoda Yeti 1,6 TDI


Człowiek śniegu z miasta

Z zewnątrz Yeti wygląda jak typowy kompaktowy SUV, jednak zajmując miejsce za kierownicą można odnieść wrażenie, że jeździ się trochę wyżej zawieszoną Octavią. Czym może jeszcze zaskoczyć SUV Skody?

Znajomi mojego przyjaciela są bardzo zainteresowani zakupem nowego samochodu i poprosili mnie, bym zrecenzował kompaktowego SUV-a. Usłyszałem, że chodzi o model popularnego producenta i niemal natychmiast przeszył mnie dreszcz z obawy o to, że przyjdzie mi sprawdzić coś beznadziejnie przeciętnego i bez wyrazu. Ostatnie dwa słowa, jakie niespecjalnie chciałem usłyszeć to Skoda Yeti.

Całkiem niedawno najbardziej terenowa ze Skód przeszła face lifting, który podobno ma zapewnić żywot tej generacji na kolejne cztery lata. Pytanie tylko, czy zmiany przyniosły więcej dobrego, niż złego? Nowy przód z innym grillem został pozbawiony charakterystycznych okrągłych reflektorów, przez co nie prezentuje się już tak bojowo. Jedni mówią, że to przez chiński rynek, któremu nie podobał się nietypowy kształt świateł. Inni zaś twierdzili, że poprzednie Yeti nie podobało się klientom, zaś obecnie nabywcy z nostalgią wspominają jedyną w swoim rodzaju facjatę śnieżnego stwora.

Oczywiście zmiana ta przyniosła również pewną korzyść, ponieważ wreszcie będzie można wyposażyć samochód w reflektory biksenonowe, czy kamerę cofania. Na dodatek cena również uległa zmianie – teraz na zakup nowego Yeti możesz przeznaczyć 1000 złotych mniej. Wewnątrz zmiany są prawie niezauważalne. Największą z nich jest nowa kierownica, jednak to nie ona najbardziej zaskakuje.

SUV-y mają to do siebie, że pozycja za kierownicą jest wysoka. Przynajmniej na tyle, by w czasie stania w korku zaglądać do wnętrz sąsiednich aut. W Skodzie będziecie musieli zapomnieć o tym przywileju, ponieważ za kierownicą siedzi się niewiele wyżej, niż w zwykłym samochodzie. Komfort jazdy i stabilność również jest żywcem przeszczepiony z mniejszych aut, zaś płynność działania sprzęgła w wersji z manualną skrzynią wręcz oczarowuje.

I tylko jedna rzecz trochę przeszkadza przy tym całym dobrodziejstwie – silnik. Nie jest zły, lecz zdecydowanie bardziej pod maską pasowałaby mocniejsza jednostka. 122 konny, benzynowy 1,4 spełni wymagania jedynie bardzo spokojnych kierowców, którzy nie lubią kręcić silnika powyżej 3 tysięcy obrotów na minutę. No i trochę szkoda, bo dużo ciekawsze, wręcz rasowe dźwięki dochodzą spod maski dużo wyżej – w okolicach czerwonego pola obrotomierza. Najciekawsze przy tym jednak jest to, że testowana wersja Green tec jest cięższa o 20 kg i zużywa około pół litra paliwa mniej od zwykłej wersji 1,4 TSI. Tak się teraz właśnie zastanawiam, jaki jest sens standardowego 1,4, skoro ekologiczna ma takie same osiągi i spala trochę mniej paliwa.

To skoro nie „turbobenzynowy” silnik, to może diesel lepiej sprawdzi się w wyżej zawieszonej Skodzie. Najsłabszym oferowanym wariantem jest motor 1,6 produkujący 105 KM i choć ma 17 koni mniej, to samochód powinien nadrabiać stratę momentem obrotowym, który liczy sobie 250 Nm. Niestety jak widać w tabelce i za kierownicą niedostatek jest odczuwalny. Aby wyprzedzić wysokoprężną Skodą w trasie, trzeba załączyć sportowy tryb skrzyni biegów, rozpędzić się jeszcze na właściwym pasie i wcisnąć pedał gazu tak mocno, jak to tylko możliwe po zjechaniu na przeciwległy pas. Spokojna jazda oczywiście jest możliwa, ale szybko zakończyłaby się w sznurze za ciężarówką.

Wysokoprężny wariant sprawdzi się doskonale za to w niezbyt trudnym terenie. I wcale nie mam tu na uwadze wiejskie szutrowe drogi, tylko coś poważniejszego kalibru. Pomimo napędu tylko na jedną oś Yeti 1,6 TDI bardzo dobrze radził sobie w kopnym śniegu... w wąwozie. Nawet głębokie koleiny nie były w stanie powstrzymać „wielkiej stopy”. Czyżby nikt nie powiedział tej Skodzie, że nie ma napędu na cztery koła?

Skoda Yeti to zaskakująco dojrzałe auto, które zapewnia bardzo dobry komfort podróżowania, zdecydowanie bardziej zbliżony do auta osobowego, niż SUV-a. A ile kosztowałby śnieżny potwór z turbodoładowanym silnikiem 1,4 Green tec? Co najmniej 71 tysięcy złotych, jeśli jednak chcielibyście doposażyć auto w to, co miał testowy model, musielibyście zorganizować dodatkowe 8 tysięcy złotych. Diesel 1,6 jest zdecydowanie większym wydatkiem. Już na starcie cena przerośnie doposażonego 1,4 TSI i wyniesie 97,5 tysiąca złotych, a to jeszcze nie koniec. Testowy model ze zdjęć ma ponadto m. in. bi-ksenony, nawigację, okno dachowe, czy tempomat, dzięki czemu kosztuje już 123,5 tysiąca złotych.

To już bardzo poważne pieniądze. Za równowartość można byłoby zrezygnować z kilku elementów wyposażenia i wybrać zdecydowanie mocniejsze silniki. Do tego auta w grę powinny wchodzić te, przynajmniej 140 konne.
































Zdjęcia wyłącznie wersji 1,6 TDI
Fot. Krystian A. Kwaśniewski, Marcin Koński

poniedziałek, 18 listopada 2013

Trzy auta koncepcyjne i Skoda


A że miłe smaczki często lubię zostawiać na końcu, to produktem naszych południowych sąsiadów zajmę się na początku. Chcecie wiedzieć, czy działo się coś jeszcze poza wymienionymi poniżej samochodami? Tak, Lincoln przedstawił swój nowy model – MKC. Nie wygląda on na tyle ciekawie, bym chciał się nad nim pochylać. Zwłaszcza, że nie będzie oferowany na europejskim rynku. Powróćmy jednak do dzisiejszych bohaterów.





1. Skoda Yeti
Fot. Skoda


Jeśli w pierwszej kolejności popatrzycie na drugie zdjęcie, pomyślicie „a co tu miałoby się zmienić. Auto wygląda jak stare Yeti”. To prawda, dużo więcej działo się z przodu. Wielka stopa straciła okrągłe reflektory na rzecz klasycznych, „zwyczajnych” kloszy. A wiecie kto przyczynił się do tej zmiany? Chińczycy. Wymogi rynku „kraju wielkiego muru” były dość mocno ograniczone ze względu na nietypowy kształt reflektorów. Ma to jednak pewną zaletę – pierwszy raz będzie można doposażyć SUV-a Skody w światła biksenonowe. W palecie silników nie zmieni się za to absolutnie nic.

2. Ford Ka Concept
Fot. Ford


Szczerze wątpię w sukces najnowszej odmiany najmniejszego Forda. Z generacji na generację samochód wygląda coraz bardziej zwyczajnie, a na dodatek z tyłu zaczyna przypominać Dacię Sandero. Równie smutno zapowiada się to, co będzie napędzało tego malca. Jeśli łudziliście się, że pojawi się odmiana SportKa, to dajcie spokój. Pod maską będzie 1 litrowy silniczek o mocy 80 KM, bądź też 105 konny „potwór” 1,5. Radziłbym ludziom z Forda zrobić coś z tym samochodem, zanim nie wyjdzie wersja produkcyjna, bo ta będzie sprzedawać się jeszcze gorzej od poprzednika.

3. Subaru Legacy Concept
Fot. Subaru


Dziwne rzeczy dzieją się u producenta spod znaku plejad. Dotychczas nie rozpieszczał nas nadmiarem samochodów koncepcyjnych, jednak teraz, kiedy ledwo ochłonęliśmy po pokazie zdjęć modelu WRX, już można podziwiać nowego Legacy. To, co można powiedzieć na pierwszy rzut oka, to to, że robi wrażenie. Samochód w końcu nie przypomina konkurentów sprzed dekady – auto prezentuje się świeżo, ma modne kształty i wcięcia. Ciekawi mnie tylko, czy pod kamuflażem ciekawego nadwozia kryje się deska rozdzielcza wyglądająca jeszcze starzej ode mnie.

4.  Mercedes-Benz Vision Gran Turismo Concept

Fot. Mercedes-Benz


Na koniec wisienka na torcie. Niestety jednak muszę Was zawieźć – to nie jest (przynajmniej oficjalnie) następca SLS-a. Dobra wiadomość jest jednak taka, że każdy z Was będzie mógł przetestować to cudo. Jedynym warunkiem jest zakup konsoli Play Station 4 z grą Gran Turismo 6. Naturalnie powstanie też jeden rzeczywisty egzemplarz i tak samo, jak wirtualny, będzie mógł legitymować się mocą 585 KM i równo 800 Nm momentu obrotowego. Sam silnik (oczywiście V8 bez elektrycznych „wspomagaczy”) nie będzie musiał za bardzo dźwigać nadwozia, bo na jednego konia mechanicznego ma przypadać tylko 2,4 kg. Mam jedną prośbę do Mercedesa – Wprowadźcie go do produkcji. I to natychmiast!