Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Focus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Focus. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 lutego 2015

Spokojnie! Do Genewy jeszcze miesiąc!

O ile mnie kalendarz nie myli, to od najważniejszych targów motoryzacyjnych na świecie dzielą nas 23 dni, a o nowościach, które zobaczą światło dzienne akurat tam mówi się już od momentu targów motoryzacyjnych w Detroit. Czy to nie za wcześnie? Trochę tak, choć z mojej perspektywy to bardzo dobrze, że wieści zostają rozładowane w czasie. W innym wypadku przez prawie 2 miesiące nie miałbym dla Was prawie niczego do przekazania, zaś nawał nowości (jak w przypadku wspomnianego Detroit) przytłoczyłby mnie na co najmniej dwa dni.


1. Nissan GT-R LM Nismo Racecar
Fot. Nissan

Czytacie GT-R, Nismo i zastanawiacie się gdzie on może się kryć na tych zdjęciach. Główny bohater tej informacji znajduje się przed Wami – jest czerwony, płaski, szeroki i ma skrzydło wielkości wiaduktu. Jeśli oczekujecie, że to coś ma jakiekolwiek konotacje z GT-Rem, o którym możecie przeczytać tutaj, to znowu Was rozczaruje. Pod maską nie ma tutaj 3.6 litrowego V6 z podwójnym doładowaniem. Z tego, co przedstawił producent w reklamie podczas finałów Superbowl (dobrze przeczytaliście), to 3 litrowe V6 Twin Turbo napędza przednie koła (!) i jest zasilane dodatkowym zastrzykiem mocy w postaci systemu KERS.

2. Renault Kadjar
Fot. Renault

Dla jednych będzie to po prostu Renault Kadjar, zaś dla innych (w tym i mnie) to będzie po prostu przestylizowany Nissan Kumkwat. Dlaczego? Wystarczy przyjrzeć się dokładniej sylwetce – podobna linia okien, błotniki. Nawet sama bryła nadwozia nie pozwala oprzeć się wrażeniu, że gdzieś to już było. Z resztą auto kopiowanie ma we krwi, bowiem ten model będzie produkowany w ojczyźnie podróbek, czyli nigdzie indziej, jak w Chinach.

Niemal na pewno można spodziewać się tego, co jest znane w Nissanie – będą odmiany z napędem na przednie, bądź na wszystkie koła (tutaj raczej z topowym turbodieslem o mocy 130 KM). W palecie jednostek znajdziecie również dychawiczne 1.2 DIG-T przemianowane na TCe, a o tym wszystkim będziecie mogli przekonać się już latem tego roku.

3. Ferrari 488 GTB
Fot. Ferrari

Bardzo dużo spekulowało się na temat nowe nazwy odświeżonego 458 Italia. Początkowo mówiło się o 458M, 458M Italia, następnie 458M GTA, no i wreszcie stanęło na 488 GTB. To jednak nie pierwsza rewolucja, bowiem dotychczas wszystkie numery w nazwie modeli Ferrari zawsze miały konkretne znaczenie, np. w 458 Italii, pierwsze dwie cyfry oznaczają pojemność silnika, zaś ostatnia – liczbę cylindrów. W obecnym modelu takie podejście do liczb nie będzie miało najmniejszego sensu. Co prawda pod maską nadal będzie siedzieć V8, ale już o pojemności 3.9 litra, który za pomocą dwóch turbosprężarek będzie produkować 670 KM i 760 Nm. Teraz pora na najlepsze – sprint do 100 km/h ma trwać równo 3 sekundy. Kolejne 100 km/h na prędkościomierzu ma pojawić się 5.3 sekundy później, zaś prędkość maksymalna ma przekraczać 330 km/h. Coś jeszcze? Ponadto, co widać na zewnątrz i w kokpicie, to GTB w porównaniu do Italii jest szczuplejsze o 10 kg.

4. Porsche 911 Turbo Aerokit
Fot. Porsche

Nazwa może sugerować, że nowy zestaw zderzaków dostepny jest wyłącznie do modeli Turbo. Uspokajam więc, że do Turbo S również będziecie mogli zamówić Aerokit. A co wchodzi w jego skład? Nowe zderzaki, progi i spoiler. Co więcej lotka na przednim zderzaku i skrzydło na pokrywie silnika mają regulowany kąt pochylenia, a wszystko dlatego, by siła docisku przy prędkości 300 km/h (w trybie Speed) wzrosła z 9 do 26 kg, zaś w najostrzejszym Performance regulowane lotki przyklejają auto do jezdni z siłą zwiększoną o 18 kg (do 150 kg). Zainteresowani będą mogli przebierać wśród dwóch odmian Aerokita – w kolorze nadwozia, bądź połyskującej czerni.

5. Ford Focus RS
Fot. Ford

Szczerze nie pamiętam bardziej udanego roku dla Forda od 2015. Nowy Raptor, Mustangi Shelby, a teraz Focus RS. Ten jak zawsze wygląda odpowiednio rasowo – wielkie wloty powierza, równie pokaźne końcówki wydechów, pomiędzy którymi gryzie powietrze swoimi zębami dyfuzor, ogromne skrzydło i sowitych rozmiarów felgi, ale nie tylko o to producent postanowił zadbać. Pod maską siedzi długo zapowiadany 2.3 EcoBoost, który odpowiada za wytwarzanie 320 KM. Te zaś po raz pierwszy będą przenosić się na asfalt za pomocą wszystkich kół. I bardzo dobrze, bo niutonometrów jest aż 433. Na tym jednak nie koniec dobrych wieści. Najlepsza z nich jest taka, że skrzynia biegów będzie miała 6 przełożeń i będzie w pełni manualna! Tyle wygrać!

6. Nissan Juke Nismo RSnow Concept
Fot. Nissan

Nissan zaprezentował coś odpowiedniego na wszelki wypadek, jakby jednak zima stulecia miała nas w końcu zaatakować. Co prawda auto nie bazuje na szalonym Juke-R, ale 218 KM wytwarzanych przez silnik 1.6 również powinny być wystarczające do sprawnego wgryzania się gąsienic w śniegu. Nawet jeśli te ważą 370 kg, ale umówmy się – to prawie tyle, ile waży normalnych 4 facetów, siedzących w środku. Inżynierowie chwalą się, że Juke RSnow pomyślnie przeszedł testy w śniegu o głębokości pół metra, rozpędził się do ponad 80 km/h i był w pełni sprawny przy -35oC. W takim razie czekam na zimę pokroju tej z filmu Pojutrze.

7. Porsche Cayman GT4
Fot. Porsche

Oto i on! Najbardziej wyczynowy Cayman i – jak na chwilę obecną – ostatni element serii GT. Mówi się, że Cayman GT4 w końcu jest szybszy od 911 i wszystko wskazuje na to, że musi być to prawdą, bo silnik jest zapożyczony z 911 Carrery S. Ten zaś legitymuje się mocą 385 KM. To stado trafia na tylne koła za pomocą 6 biegowej, ręcznej skrzyni biegów, co oznacza, że osiągnięcie setki w 4.4 sekundy zależy tylko i wyłącznie od Was samych. Prędkość maksymalna wynosi 295 km/h. Jeśli chcecie mieć Caymana GT4, to możecie już składać zamówienia. Pierwsze sztuki gotowe do odbioru trafią do klientów w maju.

8. Opel Corsa OPC
Fot. Opel

Długo nie musieliśmy czekać na usportowioną Corsę. Większe jest tutaj chyba wszystko – spoilery, koła, końcówki wydechów oraz wloty powietrza. Te ostatnie mają konkretne zadania. Przede wszystkim muszą doprowadzić do silnika odpowiednio dużo tlenu, który potem będzie musiał być równie efektywnie wydalony w postaci dwutlenku węgla. Po co więc tyle powietrza? Po to, by 1.6 litrowy silnik wykrzesał z siebie 207 KM i 245 Nm (z overboostem 280 Nm). Te parametry za pomocą 6 biegowej, ręcznej przekładni rozpędzają Corsę do 230 km/h mijając kreskę z numerem „100” po 6.8 sekundy. Jeszcze jedną ciekawostką jest opcjonalny pakiet wyczynowy, zawierający większe koła i hamulce, sztywniejsze zawieszenie, a także mechaniczną szperę.

środa, 22 października 2014

Wieczór dwóch i pół premiery


Poniedziałkowy wieczór obfitował w przedpremiery Forda, a gwoździem specjalnym był od dawna oczekiwany na europejskim rynku Mondeo, który już od 1,5 roku jest dostępny na rynku amerykańskim pod nazwą Fusion. Czy owy czas był typowym zagraniem na zwłokę?

Złośliwcy stwierdzą, że najzupełniej tak, choć i oni nie są w stanie powiedzieć, czemu miałaby służyć owa gra. Przecież do tego czasu ledwie pokazano Passata GTE, więc informacji na jego temat i tak jest za mało, by hybrydowa odmiana Mondeo mogła bezpiecznie wejść na rynek. Nie mniej jednak powróćmy do salonu Auto Nobile, gdzie poza ekologicznym wariantem nowego auta klasy średniej pokazano również Forda Focusa.

Przyznam szczerze, że owa premiera wywarła na mnie akurat najmniejsze wrażenie i była bardziej jak przeciętny support przed koncertem Edyty Bartosiewicz, co z resztą było widać po uczestnikach pokazu, którzy dużo chętniej gromadzili się przy nowym, flagowym modelu. Samochód wygląda jak połączenie Fiesty z Mondeo. Z pierwszego auto przejęło grill, zaś od większego brata otrzymało bardziej wyraziste rysy, zwłaszcza przedniej części nadwozia. To jednak nie wszystko, co uległo zmianie. Nowe są też zderzaki, reflektory, tylne światła, zegary oraz konsola środkowa.

Prawdziwe gwiazdy przedstawiono kilka chwil później. Na początku pokazano grafitowe Mondeo Kombi i szczerze przyznam, że to najładniejsza wersja nadwoziowa tego auta, mimo iż zdecydowanie najwyraźniej widać po niej "ciężarówkowe" wymiary i ogromną ładowność. Przednia część nadwozia – absolutnie drapieżna – to przede wszystkim ogromny wlot powietrza, cały czas utrzymujący się w nawiązaniu do Aston Martina oraz mocno „zmrużone” reflektory LED-owe z sekwencyjnymi kierunkowskazami, działającymi w taki sam sposób, co w topowych wersjach Audi.

I to robi największe wrażenie, bo dotychczas na taki luksus mogły pozwolić sobie faktycznie, wyłącznie producenci klasy premium. Ba! Sekwencyjnych kierunkowskazów nie znajdziecie ani w BMW, ani w Mercedesie, ani co dopiero w Volvo, Alfie Romeo, Lancii, DS-ach Citroena, czy też Infiniti oraz Lexusach.

Wnętrze Mondeo to wręcz nieograniczona przestrzeń. Jest po prostu ogromna i niestety bardzo żałuję, że nie mogłem usiąść za kierownicą ani kombi, ani hybrydy, lecz kolejka chętnych ciągnęła się od salonu do ulicy Marsa i skręcała potem w Żołnierską, a ja musiałbym ustawić się na szarym końcu. Jeśli więc pod przypływem emocji i wielkiego bagażnika zapragnąłeś mieć Forda Mondeo, to musiałbyś przygotować się na wydatek minimum 93 tysięcy zł. Gdybyś jednak nie był zainteresowany aż tak rodzinną odmianą, to już na „dzień dobry” możesz zachować w portfelu 4 tysiące zł. Oferta obejmowałaby benzynowy wariant 1.5 z doładowaniem, o mocy 160 KM.

Konserwatyści lubujący się w sedanach nie znajdą tutaj dla siebie miejsca, bo zamiast turbodiesla, będą musieli wybrać hybrydową wersję, która jest dostępna jedynie z tym nadwoziem. Nie zmienia to jednak faktu, że 187 konna odmiana, zadowalająca się taką samą ilością paliwa, co bazowy turbodiesel, ma bardzo atrakcyjną cenę. Trudno bowiem znaleźć sedana klasy średniej z napędem hybrydowym, który kosztuje 122 000 zł. Dlatego też wg. mnie ta oferta może być niezwykle kusząca nie tylko dla klienta flotowego, ale i indywidualnego.



















Fot. Marcin Koński

Organizatorzy:



poniedziałek, 30 czerwca 2014

Cyberrynek samochodów nowym polem do popisu

Nie można tego inaczej określić, ponieważ kolejny producent samochodów na potrzeby gry Gran Turismo 6 postanowił zbudować odosobniony, szalenie koncepcyjny samochód. Po Peugeocie, który jako pierwszy znalazł tu genialne pole do popisu, cudownym Mercedesie AMG Vision Gran Turismo i odrobinę „kaszkajowym” Nissanie, przyszła pora na... Astona Martina. Aby jednak dowiedzieć się czegoś więcej o nim, musicie jeszcze chwilę poczekać.



1. SEAT Leon X-Perience
Fot. SEAT

No nie! SEAT również uległ śmiesznej modzie opakowywania w plastik zwyczajnego kombiaka, tylko po to, by nadać samochodowi bardziej terenowego charakteru. I tak tym mało szlachetnym materiałem przyozdobiono zderzaki (tutaj na wszelki wypadek postanowiono domontować wstawki z aluminium), progi i nadkola. Dobra wiadomość jest taka, że ta wersja rzeczywiście będzie miała sens, bo jako jedyna w ofercie zostanie wyposażona w napęd na cztery koła. Pod maską znajdzie się 180 konny silnik TSI, wyposażony w automatyczną, bądź manualną skrzynię biegów. Nie oznacza to, że typowe Mirki nie mają tu czego szukać, bowiem paleta silników diesla jest przebogata – od 110 konnego 1.6 TDI, po wersję 2.0 TDI o mocy 150, bądź 184 KM.

2. McLaren 650S GT3
Fot. McLaren

Wbrew pozorom ten samochód ma dużo więcej wspólnego z 12C, niż 560S. Poważnie – nadwozie to tylko przykrywka, bo wnętrze, to tylko zmodyfikowane, ale nadal porażająco szybkie 12C GT3. Co więc zmieniło się poza budą? Spoilery, które poza zwiększaniem docisku mają też za zadanie usprawnić chłodzenie hamulców, czy silnika. Jest też nowe zawieszenie i klatka bezpieczeństwa zbudowana według najaktualniejszych wytycznych FIA. Sam silnik, to doskonale znane V8 z podwójnym doładowaniem, jednak wbrew temu, co wskazuje nazwa modelu, nie osiąga 650 KM, tylko limitowane pół tysiąca KM. Ubytek 150 KM nie powinien jednak pogorszyć osiągów auta.

3. Aston Martin DP-100 Vision Gran Turismo Concept
Fot. Aston Martin

Aston Martin przyzwyczaił nas do zniewalających samochodów (no, poza Lagondą). Pięknych, niezwykle porywających i po prostu fajnych. Bez przesadnej wyniosłości. Wyglądających na warte miliony euro, jednak niewiele sobie z tego robiących. To, co trafi do Gran Turismo 6 jest zdumiewające, bo w żaden sposób nie trafia do swoich kanonów, ani czegokolwiek, co można nazwać brytyjskim. Wystarczy popatrzeć na przód, by dość do wniosku, że już było coś podobnego. Czyżby Ford GT90? Tak samo nadmuchane nadkola, niemalże identycznie wyglądająca kopuła wnętrza i wiązka świateł mijania bardzo przypominające szczeliny z Forda. Z tyłu jest dużo ciekawej, bo tam można zauważyć odrobinę One-77 w tylnych światłach, czy idealnie widocznym silniku V12, który – jak mniemam – ma 7.3 litra pojemności. Za pomocą dwóch turbosprężarek agregat ten produkuje równo 800 cyber-koni mechanicznych. Może to pora na zakup fotela ze złączą wpinaną w rdzeń kręgowy?

4. Ford Focus ST
Fot. Ford

Na pierwszy rzut oka Focus ST zmienił się tylko nieznacznie. Inny jest przedni zderzak i światła. Drobny retusz sięgnął też konsoli środkowej i zegarów. Tu jednak nie wszystko, bo nastąpiły też poważniejsze zmiany, które mogą zszokować niejednego fana Forda.

Mowa o jeszcze jednym silniku dostępnym w tej wersji i nie jest to mocniejszy wariant 2 litrowego potwora o mocy 250 KM. Fakt, cały czas Ford ogranicza się do 2 litrów, ale zasilanych ropą. Taki wariant będzie legitymował się 180 KM i 400 Nm momentu obrotowego. Moc będzie przenoszona wyłącznie za pomocą manualnej przekładni, a sprint do 100 km/h ma trwać ponad 8 sekund. Czyżby rywalizacja z Golfem GTD, Octavią RS TDI i Leonem FR TDI miała jakikolwiek sens?