Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.

środa, 4 lutego 2015

Wyścig na ¼ mili – Jaguar F-Type V6S


Dwa oblicza kota


Jaguar F-Type S to zdecydowanie najładniejszy i najbardziej sportowy samochód brytyjskiego producenta od lat. Nie oznacza to jednak, że model wyzbył się dobrych manier zobowiązanych szlachetnym rodowodem. Czyżby idealne połączenie?


Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo zależało mi, aby w tym numerze znalazło się coś absolutnie wyjątkowego. Oczywiście Naczelny nie mógł pozostać dłużny i zaserwował mi taką niespodziankę, od której zmiękły mi nogi na sam widok. Z resztą przeczytacie o niej trochę później, więc nie będę poświęcać jej teraz więcej miejsca. Prawdziwą gwiazdą jest tutaj najmniejszy – przynajmniej do momentu debiutu na rynku Jaguara XE – kot, co nie oznacza, że najmniej rasowy.


Zawsze niezwykle podobało mi się to auto i kiedy je widzę, pałam paraliżującą wręcz rządzą posiadania tego modelu. F-Type prezentuje się tak doskonale, że wzorem Enzo Ferrariego widzącego Jaguara E-Type ściągnąłbym kapelusz z głowy i ukłoniłbym się za każdym razem, kiedy je widzę. Z resztą mimo wszelkich zapewnień stylistów, że F-Type nie ma nic wspólnego z E-Typem, każdy powie, że wygląda jak jego współczesna interpretacja. Wystarczy spojrzeć tylko na profil z długą, opadającą maską, czy linię tylnych błotników z kreską bagażnika. Są tak ponadczasowe, że fantastycznie prezentowałyby się w 1961, 2013, czy 2064 roku.


Z resztą to nie koniec nawiązań. Z przodu dominuje grill w kształcie zbliżonym do tego z E-Type-a, zaś kratki wylotu powietrza umieszczono dokładnie w tych samych miejscach. Ba! Nawet maska otwiera się w ten sam sposób. Z tyłu podejrzanie znajome wydają mi się szerokie i ostro zakończone światła. Jakby tego jeszcze było mało, to wystarczy spojrzeć na wydech. Dwie, ogromne końcówki (w wersji S) umieszczono centralnie. Ja już nie mam więcej wątpliwości co do pokrewieństwa obu modeli.


Wewnątrz nie ma już miejsca na klasykę. Tutaj rządzi tylko i wyłącznie nowoczesność, chociaż w przypadku zegarów zdecydowano się pozostać przy sprawdzonym rozwiązaniu analogowych wskaźników. Ponadto uwagę zwracają detale w kolorze całkowicie odcinającym się od panującej czerni, srebra i szarości. Wystarczy popatrzeć na łopatki, przełącznik wyboru trybu jazdy, czy starter, by domyślić się o czym mowa. Wszystkie te elementy są w elektryzującym, pomarańczowo-miedzianym kolorze, co może nasuwać pewne skojarzenia z ekscytacją i innymi towarzyszącymi jej emocjami. Całość składa się w głównej mierze z wybornej jakości skóry oraz aluminium ciasno otulającymi kierowcę, by ten mógł w jak najlepszym stopniu odczuć jedność z samochodem.


A jaki jest tego efekt? Owszem, jest ciasno, przytulnie i bardzo wygodnie. Nawet nad głową mam idealną wręcz ilość miejsca przy złożonym dachu. Wduszenie krzykliwie pomarańczowego przycisku startera budzi z letargu konie mechaniczne ukryte w stajni liczącej 3 litry pojemności. A ich wcale nie jest mało, bo aż 380. W połączeniu z masą nieco ponad 1600 kg daje to efekt w postaci sprintu do 100 km/h w niespełna 5 sekund, zaś dalsze rozpędzanie zakończy się dopiero po osiągnięciu 275 km/h. Wszystko to przy połączeniu akompaniamentu sekstetu grającego wspaniałe arie, z towarzyszącą jej rock’n’rollową, perkusyjną przygrywką wydechu.


Ale takich dość skrajnych połączeń można znaleźć więcej. Najwyraźniej można to odczuć w samym charakterze auta, który kiedy jedziesz spokojnie, wręcz rozpieszcza komfortem, lecz podczas brutalnego deptania gazu F-Type okazuje swoje bezlitosne oblicze. Tylną osią zaczyna miotać na boki, zaś przy idealnej przyczepności Jag w błyskawicznym tempie rozpędza się do zakazanych przez zdrowy rozsądek prędkości. Lekkie skinienie nadgarstkiem powoduje gwałtowną reakcję, jakbyś kłuł go ostrogami pod boki. Jedynie tylko początkowo może dziwić cienki wieniec kierownicy, ale z czasem i do niego można przywyknąć, bo chwyt i wyczucie jest bardzo pewne, zaś pociąganie łopatek skrzyni biegów wywołuje natychmiastową reakcję. Teraz powiem to z całkowitą pewnością swojego zdania – z pośród wszystkich producentów korzystających z ośmiobiegowej przekładni ZF, BMW w pełni wykorzystuje możliwości płynące z dobrze współgrającego oprogramowania sterującego oraz skrzyni biegów. Ta jest szybsza i inteligentniejsza od niejednej „dwusprzęgłówki”. Jaguar zaś stworzył zestaw, który śmiało można określić, że jest na poziomie BMW, a to już nie lada sztuka.


W słowach podsumowania powiem, że ciężko F-Type-a przyporządkować do jakiegokolwiek konkurenta. Najgłośniej mówi się o Porsche. Pytanie tylko które? Jak dla mnie roadster Jaguara jest rywalem zarówno dla Boxstera, jak i 911 Cabrio. Wszystkie te auta mimo różnych poziomów mocy oferują podobne osiągi. Jest przy tym jedna, bardzo ważna cecha. O ile widok kolejnego Boxstera, czy 911 zdążył już spowszednieć, tak F-Type nadal jest bardzo egzotycznym i wyjątkowym okazem na ulicach. Z całą pewnością zdecydowałbym się właśnie na niego, mimo szczerej sympatii, jaką darzę samochody z Zuffenhausen. Wystarczy, że będę mieć do dyspozycji co najmniej 448 tysięcy złotych, by stać się szczęśliwym posiadaczem absolutnie wyjątkowego kota. Nie żartuję – F-Type S jest po prostu absolutnie FE-NO-ME-NAL-NY!


A! Z tego wszystkiego zapomniałbym dodać jak bardzo godnie prezentuje się ten Jaguar ze zdjęć. Jego cena to 554 410 zł, a to, co składa się na ową wartość znajdziecie w postaci m. in. wyczynowych siedzeń Performance, pakietach Jet, Zimowym, Technologicznym oraz Wspomagającym widoczność, czy też systemie nagłaśniającym Meridian.






































Fot. Marcin Koński

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz