Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Special. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Special. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 stycznia 2015

Szybkie i nieznane: Duesenberg SJ Special "Mormon Meteor"

Fot. damox.com

Amerykańska motoryzacja, bez względu na to, czy ją ktoś lubi, czy nie, przez każdego traktowana jest z szacunkiem. Fakt, że auta przeniesione na europejskie realia najzwyczajniej w świecie sobie z nimi nie radzą, bo są ogromne i w przeważającej większości (może inaczej – za wyjątkiem Corvette) prowadzą się fatalnie. Mimo tego uwielbiamy je za to, że jako pierwsi płaszczyznę sportowych samochodów przenieśli na poziom statystycznego Smitha, albo po prostu Kowalskiego.

Wystarczy tylko popatrzeć na wszystkie ówczesne Chevrolety Camaro, Fordy Mustangi i Dodge-y Challengery oraz Chargery w niezliczonych wersjach, które łączyły dwie cechy – widlaste silniki i stosunkowo niskie ceny. Jak się okazało, Amerykanom niczego więcej do szczęścia nie było potrzebne. Złota era motoryzacji, czyli lata 60. była najpiękniejszym okresem, bowiem różnorodność tanich i szybkich aut była zdecydowanie największa. Potem przyszedł kryzys paliwowy i na rynku pozostali tylko najsilniejsi, którzy i tak zostali boleśnie wykastrowani z sowitych cohones.

Oczywiście pojęcie samochodu sportowego w USA było znane sporo wcześniej, niż w czasie debiutu Forda Mustanga. Wtedy też połączenie luksusu, prestiżu i osiągów nie było niczym pompatycznym, ani gorszącym, a najlepszym tego przykładem był Duesenberg SJ Special o pseudonimie „Mormon Meteor”. Zanim jednak przybliżę Wam to auto, opowiem co nieco o samej marce.

Duesemberg został założony w 1913 roku przez braci Freda i Augusta. Początkowo był producentem czysto sportowych samochodów, które odnosiły sukcesy w wyścigach Grand Prix Francji (1921 r.) oraz Indianapolis 500 (wygrane w 1924, 1925 i 1927 roku). W 1926 marka została wykupiona przez Cord Automobile i od tego momentu marka skupiła się na samochodach luksusowych. Luksusowych i bardzo drogich. Najtańsze samochody kosztowały tyle, co ówczesne 4,5 średnie roczne wynagrodzenia przeciętnego Amerykanina, zaś na najdroższe ten sam obywatel musiał przepracować 8 lat i 3 miesiące. Nie to jednak było powodem upadku firmy w 1937 roku – Winowajcą był rozpad imperium Corda.

W ciągu całego istnienia marki powstało około 1000 samochodów – głównie były to modele J oraz SJ. A skoro jesteśmy już przy SJ – był to typowy, luksusowo-sportowy roadster, jednak przydomek „Mormon Meteor” zmienia niemalże wszystko. Kryje on maszynę, która miała pobić rekord średniej prędkości w czasie 48 godzin jazdy (wynoszący 237 km/h). Jak sami widzicie silnik i osiągi nie były szczytem możliwości producenta, ale to nie drogą powiększania mocy chciano podążać. Dużo ciekawszym wyjściem była wala z aerodynamiką, czego efektem są wszechobecne opływowe formy nadwozia, podłużne błotniki i garby za tylnymi siedzeniami. Mało tego, zrezygnowano też z tradycyjnych reflektorów, by zastąpić je jednym dużym, umieszczonym centralnie pod grillem.

Co ciekawe, wszystkie zastosowane rozwiązania są dopuszczają do użytkowania samochodu na drogach publicznych, zaś jedynym warunkiem, jaki musiał spełnić Duesenberg, to przednia szyba. Bez tego auto nie ma szans na opuszczenie zamkniętych obiektów. Ponadto nadwozie skrywało 8 cylindrowy, rzędowy silnik o pojemności 6.9 litra i mocy 320 KM. Ten zaś potrafił rozpędzić samochód do 160 km/h w 17 sekund, zaś wskazówka zatrzymywała się dopiero po osiągnięciu wartości 245 km/h.  To nie był jednak kres możliwości konstrukcyjnych Meteora. Druga, „delikatnie” mocniejsza jednostka, dawała szaleńcowi za kierownicą równo 400 KM i to one umożliwiły uzyskanie średniej prędkości 217 km/h podczas jazdy w czasie 24 godzin.

Jednakże prawdziwy „Mormon Meteor” nastąpił po zmianie silników na coś większego. Dużo większego. Nowa jednostka miała 12 cylindrów i 28,7 litra pojemności i to dzięki niej Duesenberg ustanowił nowe rekordy prędkości w 1936 roku. Pierwszy, dla 24 godzinnego przejazdu wynosił 238 km/h, zaś dla dwudniowego – 218 km/h. W tym samym roku próbowano jeszcze raz podbić rekord dla dobowego przejazdu, jednak po 12 godzinach uszkodzeniu uległ przegub wału napędowego. Do tego czasu prędkość wyniosła 245 km/h.

Na zakończenie dodam, że ta maszyna do bicia kolejnych rekordów nie powiedziała ostatniego słowa. Po naprawie usterki jeszcze raz zdecydowano się podejść do pobicia rekordu, czego efektem była prędkość 240 km/h. Ostateczne podejście do wyzwania 24 i 48 godzinnego dało następujące wyniki, odpowiednio 246 km/h i 238 km/h. Na tych rezultatach kończy się szaleńcza pogoń za kolejnymi rekordami „Mormońskiego Meteora”.

Fot. Sam Curry/deviantart.com
Fot. ultimatecarpage.com
Fot. ultimatecarpage.com
Fot. wallpaperup.com

piątek, 13 grudnia 2013

Szybkie i nieznane: Rolls Royce Handlye Special

Fot. caradisiac.com

Połączenie samochodu z niewyobrażalnie mocnym silnikiem od zawsze było czymś, co intrygowało człowieka. Zwłaszcza, kiedy jego celem było osiągnięcie niewyobrażalnych prędkości. Do producentów takich aut zalicza się m. in. Benza, FIAT-a, czy choćby Rolls Royce-a. Dokładnie tak – Rolls Royce Handlye Special to nie jest model, którego priorytetem jest luksus i komfort jazdy porównywalny z przemierzaniem drogi na obłoku siedząc dodatkowo na puchatej poduszce.

Na pierwszy rzut oka samochód jest niepozorny. Niski, długi, na standardowych oponach. To, co może zdradzać, iż auto pochodzi od samego diabła, to napis znajdujący się na wlotach powietrza: Stać z dala od niebezpiecznych stref podczas pracy silnika. Można pomyśleć sobie, co to za monstrum siedzi pod maską tak niepozornego pojazdu?

Odpowiedź jest prosta – jednostka pochodząca z samolotu – Rolls Royce Merlin. Łączna pojemność wszystkich 12 cylindrów wynosi aż 27 litrów, które odpowiadają za moc około 650 KM. Stado koni mechanicznych nie wydaje się aż tak przerażające, jak moment obrotowy, którego nie powstydziłby się współczesny ciągnik siodłowy – 2100 Nm! To monstrum (podkreślam to już drugi raz) całą swoją moc przekazuje na tylne koła za pośrednictwem dwóch przekładni. Pierwsza odpowiada za pierwszy bieg, zaś druga obsługiwała pozostałe dwa przełożenia.

Ciężko sobie nawet wyobrazić jak trudnym w prowadzeniu jest ten Rolls. Auto na pierwszym biegu osiągało 144 km/h, drugi bieg pozwalał na pojechanie z prędkością 224 km/h, zaś dzięki ostatniemu przełożeniu rozpędzanie potwora kończyło się na 304 km/h! Chcecie dowiedzieć się jeszcze czegoś na temat silnika? Proszę bardzo.

Ważąca 600 kg aluminiowa jednostka zużywa 3 litry paliwa na minutę, podczas spokojnej jazdy auto pali 79 litrów paliwa na 100 km, przy normalnej jeździe co 100 km z baku ubywało ponad 94 litry benzyny, zaś przy terenowej jeździe Rolls Royce pali cały metr sześciennych paliwa na 100 km. Przy tym samochodzie czołg wydaje się być tak ekonomiczny i rozsądny, jak Toyota Prius.

Fot. brooklandsmuseum.com
Fot. caradisiac.com
Fot. flickr.com
Fot. caradisiac.com
Fot. flickr.com