Redline MotoBlog

Informacje, publicystyka z motoryzacyjnego świata. Bez zbędnych konwenansów.

środa, 26 grudnia 2012

Test – Peugeot 307 1,4 16v



Wybuchowy leniwiec

Przez dwa tygodnie przejechałem nim blisko 1000 kilometrów - głównie w mieście, czyli tam, gdzie jego żywioł. Jednak warto było wyciągnąć samochód w miejsca, gdzie ten mieszczuch zacznie się czuć mniej pewnie. Jak przeszedł ten test Peugeot 307 z silnikiem 1,4?



Kompaktowe auto o bardzo zapalnym charakterze zostało zaprezentowane w 2001 roku. Rok później okrzyknięto je mianem samochodu roku 2002 – czy słusznie, nie będę wnikać. Nikt jednak do tego czasu nie znał prawdziwego oblicza 307-mki z piekła rodem - modele z roczników 2002-2004 (czyli również mój testowy egzemplarz O_o) miały wadliwe elektryczne wspomaganie kierownicy, czego efektem było ujawnianie swoich prawdziwie ognistych charakterów. Niestety już potem auta nie były zdolne właściwie do niczego.

Prezentowany samochód to 5-cio drzwiowy hatchback z podstawowym silnikiem benzynowym o pojemności 1,4 litra. Peugeot typowo dla swojego okresu przypomina bardziej minivana, niż kompakt, a to za sprawą dość wysokiego nadwozia. Karoseria 307 prezentuje się dość zgrabne, dlatego też nie tylko może się podobać, ale jeszcze długo będzie się opierać starzeniu. Równie zachowawczo postąpiono z wnętrzem, które jest wręcz idealne dla rodzin z dziećmi. Ogromna przestrzeń niemal bezproblemowo pochłonie pięciu dorosłych pasażerów, jednak ze względu na wysoko poprowadzony próg, wysiadanie będzie z lekka utrudnione. Jako, że miałem okazję testować samochód zimą, mogłem sprawdzić działanie ogrzewania, które okazało się wyjątkowo skuteczne – w środku już po paru minutach robiło się przyjemnie ciepło.


Nie będziemy chcieli za to uciekać z auta ze względu na fotele, które są dość wygodne, jednak sama pozycja za kierownicą jest już dość mało komfortowa. 307, to kolejny samochód, w którym siedzi się jak na krześle, z tą różnicą, że pedały są już odpowiednio oddalone. Drążek zmiany biegów znajduje się za to trochę za nisko, a sama precyzja zmiany biegów pozostawia dużo do życzenia. Wracając do kwestii pedałów, to bardzo mi brakowało tempomatu, ponieważ jazda z niewielką i stałą prędkością powodowała niesamowicie piekący ból w prawej łydce. Przez to nie cierpiałem jeździć tym Peugeotem w korku, a tych w Warszawie nie brakowało.

Parkowanie to kolejna rzecz, której raczej nie polubiłem. Nie chodzi o wysoko zawieszone nadwozie pozwalające atakować większe krawężniki, czy mały promień skrętu. Problemem jest właściwie brak wspomagania kierownicy, przez co manewrowanie często wymagało używania często dwóch rąk. Jeśli jednak zdążymy zaparkować samochód i wrócić np. z zakupowego szaleństwa, to nie będziemy musieli się martwić o przestrzeń bagażową, bowiem ta jest bardzo duża. Przeszkadzać może tylko to, że kufer jest bardzo płytki.

Zanim jednak dostaniemy się do bagażnika, będziemy musieli przemordować się z idiotycznym alarmem, który uwielbiał codziennie dawać o sobie znać (aż cieszę się, że nie zawył mi nigdy wcześnie rano, kiedy wyjeżdżałem do pracy). Jego koncerty potrafiły trwać nawet i 5 minut, po których z bębenków nie pozostawało właściwie nic.

A jak prowadzi się ta „bestia”? Bardzo spokojnie. Silnik sam w sobie jest żwawy i mocny, bowiem bardzo łatwo zerwać przyczepność np. ruszając spod świateł, jednak do tego wielkiego auta jest on  stanowczo za słaby. Jednostka 1,4 to idealna propozycja dla bardzo spokojnych kierowców, bądź też umierających. Dziwnie w niej jest to, że temperatura pracy silnika za każdym razem była inna – wskazówka chyba tylko dwa razy pokazywała 90oC.

Prawdziwie wkurzającym elementem była zepsuta czujka ciśnienia oleju, która dawała o sobie znać nie tylko choinką na desce rozdzielczej, ale też sygnałami dźwiękowymi. Usterka zawsze pojawiała się podczas postojów, zawsze, kiedy silnik był rozgrzany. Komfortowe zawieszenie jest bardzo bezpieczne – auto bez protestów pokonywało zakręty z dość znacznymi prędkościami, co może bardzo pozytywnie zaskoczyć nie jednego wybudzonego z agonii. 

Wyścigów spod świateł jednak nie polecam, ponieważ 307 ma problemy z dogonieniem nawet autobusu miejskiego, zaś w miarę sprawne rozpędzanie kończy się przy 110-120 km/h. Potem samochód niespecjalnie chce przyspieszać. Prędkość maksymalna to ponad 170 km/h, jednak podejrzewam, że kierowcy testowi osiągali ją w miesiąc, tankując samochód „w locie”, tak jak myśliwce.

Śmiało mogę powiedzieć, że to jeden z najlepszych samochodów do poruszania się po polskich drogach. Zawieszenie pozwala pokonywać bezproblemowo nawet większe progi zwalniające. Podejrzewam też, że hamowanie przed nimi wcale nie ma sensu, gdyż samochód przejedzie przez nie bez dyskomfortu dla pasażerów. Z tego też powodu jest to bardzo sensowna propozycja do miasta, lecz z innym silnikiem, ponieważ ten uniemożliwia wyprzedzenie nawet pieszych. Jedynym plusem tej jednostki było akceptowalne średnie zużycie paliwa, które utrzymało się na poziomie 8,1 l/100 km.

Foto. Marcin Koński

Klasyczne nadwozie może się podobać.
Tył niczym szczególnym się nie wyróżnia
Deska rozdzielcza robi wrażenie solidnej
Miłośnicy vanów ucieszą się na
pozycję za kierownicą
Z tyłu jest całkiem dużo miejsca. Zmieści się
nawet trójka dorosłych
Panel klimatyzacji mógłby
znajdować się trochę wyżej
Zegary są ogromne i bardzo czytelne
Kto by pomyślał, że producent m.in. telefonów
komórkowych zajmie się wskaźnikami
"Wielofunkcyjna kierownica" wg. francuzów - multifunkcyjna
wypustka stercząca z kolumny kierowniczej. Mimo wszystko
nigdy nie przeszkadzał podczas jazdy.
341 litrów pojemności bagażnika, to niby "klasowy peleton",
jednakkufer okazuje się wystarczająco duży

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz